Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zdemolowali bezbronnego Zawiszę

włącz .

Nadspodziewanie łatwo udało się Lechowi pokonać Zawiszę Bydgoszcz, i to aż 6:2. Nikt się nie spodziewał takiej kanonady w wykonaniu piłkarzy, którzy we wcześniejszych meczach grali katastrofalnie. Trudno jednak popadać w euforię, bo trener Zawiszy Mariusz Rumak zastosował ciekawy eksperyment taktyczny – grę bez defensywy. Na dodatek goście prawie całą drugą połowę grali w osłabieniu. Gdyby Lech był skuteczniejszy, padłby wynik dwucyfrowy.

Już pierwsze minuty meczu pokazały nam innego Lecha. Nie grał bojaźliwie, piłkarze nie pozbywali się piłki, by zdjąć z siebie odpowiedzialność. Widzieliśmy rozmach, podania na wolne pole, próby rozegrania piłki w trójkącie. To jeszcze nie było to, na co wszyscy w Poznaniu liczą. Nadal odczuwalny był brak pomysłu na wyprowadzenie piłki spod własnego pola karnego, pomocnicy i obrońcy zanudzali widzów bezproduktywnymi podaniami w szerz boiska. Na szczęście było tego mniej nić dotychczas.

Powróciła też skuteczność. Bramki Macieja Wilusza sędzia wprawdzie nie uznał dopatrując się faulu, ale potem gola zdobył zawodnik, którego sprowadzenie po pierwszym meczu okrzyknięto transferowym niewypałem. Zaur Sadajew tym razem grał pewnie, nie gubił piłek, umiejętnie odgrywał je kolegom, łatwo uwalniał się spod opieki przeciwników. Po umiejętnym wyjściu na pozycję oddał strzał, ale obrońca wybijał piłkę tak nieszczęśliwie, że trafiła ona w Czeczena i wpadła do siatki. Można powiedzieć, że to był samobój strzelony przy pomocy napastnika Kolejorza.

Kilka minut później gola po znakomitym podaniu Sadajewa zdobył Lovrencsics i wydawało się, że mecz jest wygrany. Szybko się niestety okazało, że przestoje w grze to jeszcze nie przeszłość, a obrona Kolejorza jest prawie tak niepewna, jak przeciwnika. Zawisza zdobył gola po stałym fragmencie gry, a potem dołożył drugiego. Wydawało się, że wracają stare koszmary i roztrzęsiony Lech już się nie podniesie, do końca meczu będzie bił głową w mur, stosował same dośrodkowania. Tym razem reakcja była zupełnie inna, a przede wszystkim błyskawiczna. Owszem, nastąpiło dośrodkowanie w wykonaniu Lovrencsicsa, ale było ono tak dobre, że Hamalainen z bliska zdobył gola. Lech znów prowadził.

W pierwszej połowie mogło paść co najmniej 6 goli dla Lecha. Piłkarze w niebieskich strojach nie trafiali nawet do pustej bramki. Długo w bramkę nie mógł wstrzelić się Szymon Pawłowski - pudłował jak nie on. Idealne szanse stracili Hamalainen i Sadajew. Strzelali mocno i efektownie, ale minimalnie niecelnie. Tym razem nie było dobrej gry w jednej tylko połowie. Druga w wykonaniu Lecha była jeszcze ciekawsza, a do tego szczęśliwsza. Umiejętnie wychodzącego na pozycję sam na sam Sadajewa sfaulował Andre Micael. Efekt – czerwona kartka i rzut karny, fantastycznie wykonany przez Jevticia. Lech nie miał innego wyjścia, jak wykorzystać osłabienie Zawiszy. Gola zdobyli Szymon Pawłowski, a potem Darko Jevtić. Trener Maciej Skorża zdjął wtedy z boiska swych najlepszych zawodników ofensywnych oszczędzając ich na środowy mecz pucharowy z Wisłą.

Mecz obserwowała niewielka jak na poznańskie zwyczaje widownia. Część fanów zdecydowała się na oglądanie siatkówki, innych zniechęciła postawa Lecha w dotychczasowych meczach. Będzie lepiej. Po sobotnim meczu wiemy już, że Lech nadal potrafi grać efektownie. Oby pokazał skuteczność także w tych meczach, w których przeciwnik nie zrezygnuje z obrony. Wbić bezbronnej drużynie Rumaka pół tuzina goli to żaden wyczyn.

Bohaterem meczu można nazwać Sadajewa. To był zupełnie inny piłkarz niż ten, którego oglądaliśmy w barwach Lechii i już w Lechu. Pokazał, że będzie z niego duży pożytek. Niewiele brakowało, by nie wystąpił przeciwko Zawiszy. Wydaje się, że trener postawiłby na Ubiparipa, ten jednak podczas treningu naciągnął mięsień i w najbliższych meczach nie zagra.

Lech Poznań – Zawisza Bydgoszcz 6:2 (3:2)

Bramki: 1:0 Sadajew (13), 2:0 Lovrencsics (18), 2:1 Andre Micael (32), 2:2 Wagner (42), 3:2 Hamalainen (43). 4:2 Jevtić (51-karny), 5:2 Pawłowski (66), 6:2 Jevtić (82)

Widzów: 11 078

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Żółte kartki: Douglas - Jorge Kadu, Petasz, Strąk

Czerwone kartki: Andre Micael (50), Petasz (90).

Lech: Krzysztof Kotorowski - Tomasz Kędziora, Maciej Wilusz, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen (67. Muhamed Keita), Szymon Pawłowski (75. Szymon Drewniak) - Zaur Sadajew (72. Dariusz Formella)

Zawisza: Grzegorz Sandomierski - Anestis Argyriou (46. Piotr Petasz), Andre Micael, Samuel, Sebastian Ziajka - Jakub Wójcicki, Kamil Drygas - Wagner, Jorge Kadu, Luis Carlos (75. Jakub Łukowski) - Bernardo Vasconcelos (52. Paweł Strąk).