Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dwie drużyny Mariusza Rumaka

włącz .

Lechowi zdarzało się przegrywać z Małyszem, gdy był on u szczytu powodzenia, ale siatkarzom nie ulegnie. Jeżeli kibiców cokolwiek zniechęca do oglądania swej drużyny, to jej fatalna postawa, a nie konkurencja w postaci zakodowanej transmisji z najważniejszego od wielu lat meczu siatkarzy. Zawsze na stadionie pojawi się spora grupa tych, których nic nie odstraszy. Będą z Lechem, choćby piłkarze robili wszystko, by ich zniechęcić.

To będzie mecz pełen paradoksów. Wszyscy jesteśmy zdegustowani tempem, w jakim udało się zdemontować dobrą, jak na polskie warunki, drużynę. Nie chodzi już nawet o tę, która pokazała się z tak dobrej strony w Europie, ale także o zespół przeciętny jak na europejskie warunki, sukcesywnie pozbawiany najdroższych w utrzymaniu gwiazd, ale i tak dobrze sobie radzący w lidzie złośliwie zwanej ekstraklasą. Rozkład Lecha może załamać, ale i tak przyjdziemy na stadion z niczym nieuzasadnioną nadzieją, że bojaźliwi, użalający się nad własną niemocą piłkarze nagle się obudzą i pokażą coś, czego u nich nie widać od dawna.

Czy można źle przygotować drużynę do sezonu i czerpać z tego korzyści? Oczywiście, że tak. Mariusz Rumak chciałby, żeby jego były zespół zagrał dziś równie „świetnie”, jak w spotkaniach z islandzkimi studentami. Po rozstaniu się z Lechem znalazł bowiem pracę w Bydgoszczy. Dziś czeka go pierwszy mecz wyjazdowy, właśnie w Poznaniu. Dobrze zna wszystkie słabe strony Lecha i będzie chciał z nich skorzystać. Ma wielkie szczęście, bo gdyby mierzył się z nim trochę później, być może jego następcy udałoby się przywrócić drużynie morale.

Lech nie jest faworytem dzisiejszego meczu. Nie byłby nim w starciu z żadnym, absolutnie żadnym przeciwnikiem, bo zanim wygra się z kimkolwiek, najpierw trzeba pokonać własną słabość. Być może Maciej Skorża poprowadzi kiedyś Lecha do zwycięstw, ale w roli ratownika się nie spisał. Piłka nożna to jednak dziwna gra. Lech od wielu spotkań nie potrafi skonstruować choćby jednego składnego ataku, ale zawsze któremuś z piłkarzy może się udać indywidualna akcja lub strzał rozpaczy. Wtedy Mariusz Rumak będzie mógł się ogłosić zwycięzcą, bo to on tak dobrze przygotował drużynę. Zwycięzcą ogłosi się także wtedy, gdy wygra Zawisza. Na tym właśnie polega paradoks.

Kiedy się zastanowimy nad największymi atutami Lecha, przy pomocy których można pokonać Zawiszę zauważamy, że łatwiej wskazać słabości. Drużyna nie ma ataku. I nie będzie go miała, zanim sprowadzi wartościowego napastnika. Wszystkie zaklęcia trenera Skorży na temat wielkiej klasy Zaura Sadajewa tego nie zmienią. W drużynie jest kilku obrońców, ale defensywa jako formacja w każdym meczu popełnia żałosne błędy. Zawisza ma czterech szybkich piłkarzy, potrafiących wyprowadzać błyskawiczne kontry. Ciekawe, jak Lech się przed tym zabezpieczy.

Na domiar złego kontuzje kluczowych zawodników ze środka pola stawiają trenera przed trudnymi decyzjami. Pewnik jest tylko jeden: na defensywnej pomocy zagra Łukasz Trałka. Kto będzie jego partnerem? Darko Jevtić, jeżeli wykuruje się Hamalainen. Szymon Drewniak, jeżeli Jevtić zastąpi Fina na pozycji „dziesiątki”. A może trener zdecyduje się wystawić z przodu Sadajewa i Ubiparipa, natomiast w pomocy Lech zagra czterema zawodnikami, z Trałką i Jevticiem na środku i dwoma skrzydłowymi?

Cokolwiek by Maciej Skorża nie postanowił, wszystko będzie zależeć od jego piłkarzy. Bardzo się starają wyjść z kryzysu, ale jakoś im to nie wychodzi. To zdumiewające, bo jak można uważać się za zawodowca, pobierać godziwe wynagrodzenie za grę w piłkę, ale nie potrafić opanować rozchwianych emocji? Kibice Lecha oburzają się, gdy ktoś zastanawia się nad sposobem spędzenia dzisiejszego wieczoru. Trudno jednak opanować smutek, gdy porówna się roztrzęsionego piłkarza Lecha do siatkarza, który upokorzył Rosjan.