Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pikowanie Lecha nabiera tempa

włącz .

To już nie jest równia pochyła. To jest bezwładne spadanie. W każdym kolejnym meczu Lech gra gorzej, a zmiana trenera nie przyniosła odmiany, bo przynieść jej nie mogła. Nikt nie wie, czy to już jest dno, od którego można się odbić, czy czeka nas dalszy lot w dół. Wszystko wskazuje, że ten sezon jest stracony. W Białymstoku Lech zagrał tragicznie, a Maciej Skorża okazał się fatalnym debiutantem. Mogło być jeszcze gorzej. Gdyby nie Krzysztof Kotorowski, Lech straciłby kilka bramek i poniósł klęskę.

Trener Maciej Skorża powinien swoim podopiecznym sprezentować po podręczniku „Podstawy gry w piłkę nożną”, by w wolnych chwilach sobie poczytali. Może by jakoś doszli, o co w tej zabawie chodzi. Sam ich wszystkiego nie nauczy. To, co jego zawodnicy pokazywali szczególnie w pierwszej połowie meczu, z pewnością dało mu do myślenia. Być może zastanawia się teraz, czy nie podjął się niemożliwego. Musimy sobie powiedzieć prawdę: Lech nie ma teraz drużyny. Ma ruinę drużyny. Odbudowa potrwa długo i wcale nie jest pewne, że zakończy się powodzeniem. Chyba łatwiej było zbudować zespół od nowa.

Pierwsze akcje pokazały, że Jagiellonia jest mądrzej ustawiona, ma pomysł na ten mecz. Lech chciał grać inaczej niż za Rumaka i Chrobaka, z większym zaangażowaniem, z zębem, pressingiem. Nic z tego nie wychodziło, bo brakowało mu jakości w rozgrywaniu akcji. Mnożyły się niecelne zagrania, podania na wolne pole, gdzie nie ma nikogo. Kiedy już udawało się wyprowadzić akcję z własnej połowy, następowało podanie, po którym poznańskim kibicom nóż się w kieszeni otwierał. Zero jakości, fuszerka, jedno wielkie niechlujstwo, a w kierowaniu piłki do przeciwników albo na aut bezkonkurencyjny był Hubert Wołąkiewicz.

Trener Michał Probierz nakazał swym podopiecznym zaryglować środek boiska, wyprowadzać szybkie ataki. Jego zawodnicy byli ruchliwi i dobrze zgrani, oszukiwali zawodników Lecha kilkoma podaniami i innymi elementami gry najprostszej, najłatwiejszej z możliwych. O jakiejkolwiek finezji nie było mowy. Na Lecha jest ona zbędna. Po jednym takim łatwym zagraniu - wyprowadzeniu piłki skrzydłem i dośrodkowaniu pod bramkę, padł jedyny gol w meczu, strzelony z bliska i bardzo łatwo przez Mateusza Piątkowskiego. Nie trzeba mieć drogo opłacanych, pozyskanych dzięki doskonałemu skautingowi zawodników, by rozjechać niezborną defensywę Kolejorza.

Ociężałemu Lechowi nie wychodziły kontry, a na rozegranie ataku pozycyjnego nie miał pomysłu, więc piłki albo były wycofywane do Kotorowskiego, który wybijał je gdziekolwiek, albo posyłane pod bramkę przeciwnika. Może by coś takich dalekich wrzutek wyszło, gdyby Lech miał w ataku zawodnika potrafiącego przyjąć piłkę. Od Zaura Sadajewa ona się po prostu odbijała. To silny napastnik, ale już w pierwszym meczu pokazał, że innych atutów nie ma. Technika żadna, bramek strzelać nie potrafi. Wydaje się, że Vojo Ubiparip jest od niego lepszym piłkarzem. Nie po to jednak przeprowadzony został transfer „last minute”, by Czeczena zostawić na ławce. Dopiero przekonamy się, ile tę drużynę kosztowała zamiana Teodorczyka na Sadajewa. Klub zarobił, ale stracił atak.

Druga połowa przyniosła odmianę gry Lecha, choć tylko na początku. Zamknął Jagiellonię, wyraźnie dążył do strzelenia bramki, ale widać do miejsca w podręczniku, w którym uczą, jak to zrobić, piłkarze jeszcze nie dotarli. Ochota do gry szybko im przeszła, mecz się wyrównał, nawet jeżeli bezproduktywny Kolejorz był częściej przy piłce. Dużym wzmocnieniem okazało się zrezygnowanie z Sadajewa. Vojo nie był dużo lepszy, ale przynajmniej potrafił odebrać kilka piłek, nie wszystkie zmarnował.

Gdyby Szymon Pawłowski był trochę mniejszym egoistą, padłoby wyrównanie już na początku drugiej połowy. Zamiast obsłużyć idealnie ustawionego Kownackiego, usiłował dokonać niemożliwego – strzelić gola z prawie zerowego kąta. Często strzelał w tym meczu, ale ani razu celnie. „Kownaś” miał grać jako „dziesiątka”. Między nim a Quintaną, który robił grę w Jagiellonii, była przepaść. Zszedł z boiska, zastąpił go trzeci skrzydłowy – Keita. Boisko ma tylko dwie linie boczne, więc nie bardzo wiedzieli, jak grać i widzieliśmy chaos. Pawłowski miał schodzić do środka, ale w tym ustawieniu trudno o zgranie.

Czas biegł, Lech powinien się spieszyć. I co widzieliśmy w jego wykonaniu? Podania na własnej połowie w szerz, bez pomysłu, bez wyobraźni. Kiedy Jagiellonia podeszła wyżej, piłka wracała do „Kotora”, na zmarnowanie. W tym czasie Vojo nudził się, czekał na akcję kolegów. Na tak „nowoczesny” system Niemcy znaleźli określenie: Rumpelfussball. Jeżeli do takiej gry potrzebna była zmiana trenera, to już chyba lepiej byłoby radzić sobie bez niego.

Jedynym piłkarzem, który pokazywał, że nie szkolił się w Polsce, był Muhamed Keita. Wyprowadzał akcje skrzydłami, próbował obsługiwać kolegów, których jednak trudno było znaleźć, bo spacerowali nie tam, gdzie powinni. Jako jedyny mógł zdobyć gola. Po jego uderzeniu i rykoszecie piłka trafiła w słupek. Przejął ją Vojo i skierował do siatki, ale był na pozycji spalonej.

W ostatnich minutach piłkarze Lecha zaatakowali energiczniej. Cóż z tego, skoro kompletnie się nie rozumieją, nie wiedzą, jak grać. Kiedyś tylko dośrodkowywali, teraz im tego zakazano, ale nie nauczono żadnych innych sztuczek, więc byli bezradni, jak dzieci we mgle. W całym meczu oddali zaledwie jeden celny strzał. Za poprzedniego, skompromitowanego trenera to się nie zdarzało. Maciej Skorża pociesza, że już po dwóch okresach przygotowawczych drużyna będzie grała dobrze. Czekają więc nas miesiące posuchy.

Jegiellonia – Lech 1:0 (1:0)

Bramka: 1:0 Piątkowski (5)

Widzów: 7350

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Żółte kartki: Pazdan, Madera - Trałka

Jagiellonia: Bartłomiej Drągowski - Martin Baran, Sebastian Madera, Michał Pazdan, Marek Wasiluk - Rafał Grzyb, Maciej Gajos - Przemysław Frankowski, Dani Quintana (85. Nika Dżalamidze), Patryk Tuszyński (76. Taras Romanczuk) - Mateusz Piątkowski (90. Jan Pawłowski)

Lech: Krzysztof Kotorowski - Hubert Wołąkiewicz (82. Dariusz Formella), Marcin Kamiński, Maciej Wilusz, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Gergo Lovrencsics, Dawid Kownacki (60. Muhamed Keita), Szymon Pawłowski - Zaur Sadajew (46. Vojo Ubiparip)