Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Skandaliczna forma Lecha. Nie widać światełka w tunelu

włącz .

Nie wiemy, kto będzie nowym trenerem Lecha. Wiemy, że ktokolwiek by nim nie został, czeka go mnóstwo roboty. Musi od nowa zbudować drużynę, nauczyć jej gry w piłkę. Kilkuletnia praca poprzedniego sztabu szkoleniowego i wydane niemałe pieniądze poszły w błoto, co doskonale było widać w meczu przeciwko zmęczonemu, słabnącemu z minuty na minutę Ruchowi. Wykonywane na ślepo dośrodkowania i strzały z daleka to jedyny pomysł Lecha na zdobycie gola. Mecz był mimo wszystko do wygrania, ale nawet celny strzał z rzutu karnego przerasta umiejętności dzisiejszego Lecha.

Już w pierwszej minucie Lech powinien był wyjść na prowadzenie. W idealnej sytuacji znalazł się Hamalainen i gdyby był w swej normalnej dyspozycji, oddałby strzał taki, przy którym bramkarz miałby problemy z obroną. Kopnął jednak anemicznie w jego kierunku i wielka szansa przepadła. Kolejne minuty to przewaga Ruchu, momentami miażdżąca. Lech był fatalnie ustawiony, dawał gospodarzom dużo miejsca na rozgrywanie akcji, więc dośrodkowania i strzały powtarzały się raz za razem. Kotorowski miał co robić, a spisywał się bez zarzutu, wybronił kilka groźnych strzałów Kuświka. Gdyby wpuścił gola, rozbity psychicznie Lech już by się nie podniósł. Punkt, jaki Lech zdobył, to żaden dorobek, ale bez "Kotora" nie byłoby i tego.

W tym momencie trudno było o optymizm. Wydawało się, że bramka dla Ruchu to tylko kwestia czasu, w końcu jak długo można bezkarnie tworzyć dobre sytuacje, oddawać strzały? Zadanie gospodarzom ułatwiała fatalna postawa Lecha. Obrońcy zachowywali się tak, jakby czekali tylko na sposobną chwilę, by uciec ze stadionu. Zagubieni byli pomocnicy, a skrzydłowi właściwie nie istnieli. Wiadomo było, że Lech to drużyna po przejściach, psychicznie rozbita, ale postawa Ruchu to niespodzianka, bo piłkarze z Chorzowa mieli w kościach ciężkie pucharowe spotkanie z Metalistem Charków rozegrane trzy dni wcześniej. Wyglądało to tak, jakby gospodarze szybko chcieli zdobyć gola i nastawić się na grę z kontry.

Na szczęście dla Lecha plan ten się nie spełnił. Mecz stopniowo wyrównywał się, akcje Lecha, choć ciągle ślamazarne, stały się trochę szybsze. Padła też piękna bramka dla Kolejorza, gdy Kędziora w swoim stylu z prawego skrzydła dośrodkował, a celnym strzałem głową popisał się Ubiparip. Strzelec nawet nie zdążył się ucieszyć, bo w górę powędrowała chorągiewka sędziego. Jak wykazały telewizyjne powtórki – zupełnie bez sensu. Mający problemy ze wzrokiem (albo bezstronnością) arbiter pozbawił Lecha prawidłowo zdobytej bramki. Mecz był potem wyrównany, akcja za akcję, a w końcu Kolejorz zdominował grę i miał więcej okazji bramkowych. Właściwie miał kilka, ale Ruch ani jednej.

Jeszcze bardziej było to widoczne w drugiej połowie. Ruch słabł, wycofał się na własne pole karne, a Lech udawał, że atakuje. Rozgrywał piłkę w środku w miarę płynnie, bo tam nie było przeciwników. Kłopoty zaczynały się, gdy pojawiał się w pobliżu zawodnik w niebieskim stroju. Wtedy jedynym pomysłem okazywało się skierowanie piłki na skrzydło i wrzucenie jej pod bramkę, albo oddanie strzału.

O dziwo któryś z takich strzałów mógł zakończyć się powodzeniem. Szymon Pawłowski miał pecha, uderzył w słupek. Kasper Hamalainen celował, z milimetrową dokładnością, w sam środek bramki. Gdyby za którymś razem piłka zeszła mu o metr lub dwa w bok, bramkarz byłby bezradny. W miarę czasu bezładny napór Lech rósł. Bramka nie chciała wpaść, zresztą przewaga Lecha nie przekładała się na liczbę oddawanych strzałów. Tuż przed końcem Stawarczyk brutalnie w polu karnym sfaulował Ubiparipa i sędzia nie mógł nie pokazać rzutu karnego.

Wyznaczenie Marcina Kamińskiego do jego wykonania było dużą niespodzianką. Wydaje się, że połowa drużyny lepiej z tym elementem piłkarskiej sztuki sobie radzi. „Kamyk” wziął rozbieg i uderzył lekko w róg. Bramkarz, też Kamiński, nie miał problemu z obroną. Ta sytuacja pokazuje, w którym miejscu jest Lech. Ten karny to symbol postawy chłopców z Bułgarskiej. Lech gra powoli, schematycznie, zawodnicy ciągle są psychicznie rozbici. Nie jest to wina piłkarzy. Także poprzedni trener sam siebie nie powołał. Oceniając z perspektywy czasu niektóre podejmowane w klubie w ostatnich latach decyzje możemy zaryzykować stwierdzenie, że ocierały się one o sabotaż. Błąd sędziego i nieuznanie bramki to nie jest wytłumaczenie, bo piłkarze tej klasy powinni w meczu ze słabym Ruchem strzelić ich kilka.

Ruch – Lech 0:0

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Widzów 4 tysiące.

Żółte kartki: Malinowski, Babiarz, Stawarczyk - Jevtić, Kędziora, Linetty

Ruch: Krzysztof Kamiński – Marcin Kuś, Marcin Malinowski, Piotr Stawarczyk, Daniel Dziwniel (46. Roland Gigołajew) - Łukasz Surma, Bartłomiej Babiarz - Jakub Kowalski (78. Sebastian Janik), Filip Starzyński, Marek Zieńczuk - Grzegorz Kuświk (63. Michał Efir)

Lech: Krzysztof Kotorowski - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Maciej Wilusz, Luis Henriquez - Karol Linetty, Darko Jevtić (46. Barry Douglas) - Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski - Vojo Ubiparip.