Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rozbita drużyna mogła wygrać przegrany mecz

włącz .

Wielka smuta – tak można nazwać to, co zobaczyli, zwłaszcza w pierwszej połowie, nieliczni kibice, którzy zdecydowali się wybrać w sobotni wieczór na Bułgarską. Brak dopingu, atmosfera pogrzebu, słaba gra drużyny, która próbuje się jakoś pozbierać, ale nijak jej to nie wychodzi. Do tak paskudnego stanu doprowadzili klub ludzie podejmujący najważniejsze decyzje personalne.

Piłkarzy Lecha przywitały transparenty wywieszone przez kibiców, wyrażające dezaprobatę dla braku zaangażowania i ambicji, zachęcające do walki. Osobne przesłanie kibice mieli do Łukasza Teodorczyka, który w Gdańsku powiedział: „Lech to my”. Po drugiej stronie stadionu zasiadała mniej liczna niż ostatnio ekipa Pogoni. Poznańscy kibice nie dopingowali, więc przez cały mecz słychać było tylko fanów ze Szczecina, co jeszcze bardziej podkreślało atmosferę pogrzebu.

Najgorsze było jednak to, że piłkarzom Lecha od początku nie szło. Grali tak, jakby byli ciężko wystraszeni, co szczególnie dotyczy popełniającego seryjnie błędy Wołąkiewicza. Kiedy nabawił się kontuzji i zszedł z boiska, znacznie lepiej spisywał się zastępujący go Maciej Wilusz. Nie popisał się też Teodorczyk. Chyba jeszcze nigdy nie zmarnował tylu piłek. Cała drużyna popełniała proste błędy, co spowodowało stratę bramki. Po kolejnej głupiej stracie w środka pola Pogoń wykonała kilka podań, w dobrej sytuacji znalazł się Marcin Robak, złapał Kotorowskiego na wykroku, zdobył gola.

W przeciwieństwie do słabnącego Lecha, Pogoń grała z dużym zaangażowaniem stosując pressing. Miała przewagę, ale nie dlatego, że rozgrywała piękne akcje. Stosowała bardzo prostą, a przy tym skuteczną grę. Goli mogło paść więcej. Goście są znani z dobrego egzekwowania stałych fragmentów. Tym razem jednak seryjnie bite rzuty rożne nic nie dawały, piłka za prawie każdym razem lądowała w rękach „Kotora”.

Na pożegnanie pierwszych 45 minut piłkarze Lecha otrzymali potężną porcję gwizdów. To samo było, gdy wychodzili na drugą połowę. Wygwizdał ich cały stadion, nie tylko zwyczajowo kibice Pogoni. O dziwo w drugiej połowie Lech zaczął grać lepiej. A właściwie Pogoń stopniowo słabła. Lech w normalnej dyspozycji łatwo by z nią sobie poradził. Teraz też były na to szanse, ale do tego potrzebny jest przynajmniej jeden napastnik. Teodorczyk z upływem minut grał coraz gorzej, marnował akcje, niecelnie strzelał i podawał, gubił piłkę w prostych sytuacjach.

Tymczasowy trener widział jego „popisy”, ale nie reagował. Postanowił sobie, że nie będzie podejmował radykalnych decyzji, więc prowadzenie drużyny w jego wykonaniu polegało na spokojnym staniu obok ławki. Nie wtrącał się w grę podopiecznych, nie przeszkadzał im, mogli robić co chcieli. A kilku z nich, być może dlatego, zagrało całkiem nieźle. Szczególnie dotyczy to Karola Linettego, dla którego aż do zejścia z boiska z powodu kontuzji nie było straconych piłek. Klasą piłkarską popisywał się też Jevtić, który jednak nie mógł konstruować akcji, bo zesłany został na tyły. Lechowi brakuje defensywnych pomocników, tak „profesjonalnie” budowana była ta drużyna.

Rafał Murawski nie z własnej woli odszedł z Lecha, ale grając w Pogoni bardzo mu się przysłużył. Pawłowski oddał strzał, który bramkarz Janukiewicz obroniłby, podobnie ja wszystkie pozostałe. Piłka trafiła jednak w „Murasia”, zmieniła kierunek, wpadła do siatki. Remis w pierwszej chwili Pogoni nie odpowiadał. Natychmiast przystąpiła do szturmu. I niemal natychmiast znów mogła zostać skarcona. Lech dziecinnie łatwo wyprowadził kontratak, w dobrej sytuacji znalazło się kilku piłkarzy. Nie potrafili rozegrać między sobą piłki, została ona rozpaczliwie wybita przez obrońcę.

Pod koniec meczu Pogoń prawie stanęła, Lech atakował, ale bez wielkiego przekonania, bez determinacji. Tymczasowy trener przyglądał się temu z boku z dużym spokojem. Nie wywarły na nim wrażenia kolejne akcje marnowane przez „Teo”, niecelne strzały, brak przyspieszenia w rozgrywaniu piłki. Zakończyło się remisem, który w pierwszej połowie uznany by został za sukces Lecha, ale w drugiej stanowił wielki niedosyt. Strata punktów stała się faktem.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin 1:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Robak (21), 1:1 Pawłowski (73)

Widzów: 13 174

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Żółte kartki: Jevtić, Teodorczyk - Rudol, Małecki, Dąbrowski

Lech: Krzysztof Kotorowski - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz (27. Maciej Wilusz), Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Karol Linetty (66. Dawid Kownacki), Darko Jevtić - Gergo Lovrencsics (73. Barry Douglas), Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski - Łukasz Teodorczyk

Pogoń: Radosław Janukiewicz – Sebastian Rudol (53. Takuya Murayama), Wojciech Golla, Hernani, Mateusz Lewandowski - Maciej Dąbrowski, Rafał Murawski - Adam Frączczak, Shohei Okuno (84. Mateusz Matras), Patryk Małecki - Marcin Robak (46. Łukasz Zwoliński).