Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Upadek

włącz .

Czy to już jest dno, od którego można się odbić, czy też Lech potrafi upaść jeszcze niżej? To pytanie zadawaliśmy sobie w ciągu ostatnich dwóch lat często. Zawsze okazywało się, że kolejne historyczne klęski to jeszcze nie jest maksimum sportowej degrengolady, że może być jeszcze gorzej. Po remisie ze Stjarnan trener Mariusz Rumak nie podał się do dymisji. Czeka na ruch zarządu. Okolicznościowe oświadczenie władz Lecha, w którym wyrażają one dezaprobatę dla postawy drużyny, chyba właśnie powstaje.

Przed meczem trener Mariusz Rumak zapowiadał pełną determinacji walkę o odrobienie strat z pierwszego spotkania i wyeliminowanie drużyny spod koła polarnego. – Nie obronią się – mówił o Islandczykach. Kiedy jednak zaczął się mecz, szybko przekonaliśmy się, że Lech nie ma argumentów, które dałyby mu zwycięstwo. Grał jednym tempem, bez przyspieszenia pod bramką przeciwnika. Nie widzieliśmy żadnej taktyki, żadnego rozgrywania piłki. Kiedy trafiała ona pod pole karne Stjarnan było oczywiste, co się wydarzy. Bramkarz Jonsson, choć amator, to fachowiec dużej klasy, ale nie miał wielu okazji wykazać się kunsztem. Wystarczyło dobrze się ustawiać, wyłapywać bezmyślne wrzutki, bez kłopotu łapać anemiczne strzały Pawłowskiego.

W drużynie z Islandii grają półamatorzy i kilku studentów z Danii. Na boisku zachowywali się jednak jak profesjonaliści. Umiejętnie się przesuwali, mądrze grali w obronie. Lech miał optyczną przewagę, tylko na początku po uderzeniach głową Kędziory i Kamińskiego mogły paść bramki. Potem już dużego zagrożenia nie było. Im bliżej końca, tym większa panowała nerwowość wśród piłkarzy Lecha. Mnożyły się błędy, denerwowało zwalnianie akcji, gdy należało przyspieszyć. Niecelne przerzuty i głupie straty to była woda na młyn dla gości liczących cenne minuty. Pod koniec meczu spróbowali kontratakować i to oni mieli najlepszą sytuację bramkową w meczu. Kotorowski wybronił w sytuacji sam na sam.

Piłkarze z dalekiej Islandii zagrali dokładnie tak, jak zapowiedzieli w przeddzień meczu. Wiedzieli, że Lech będzie wrzucał piłkę ze skrzydeł, że będzie miał przewagę. Mówili, że nie pozwolą sobie strzelić gola i słowa dotrzymali. Choć to amatorzy, zachowali się jak profesjonaliści. W Lechu grają dobrze opłacani zawodowcy, którzy jednak postępowali jak amatorzy z drużyny podwórkowej. Piłka nożna nawet w polskim wydaniu to sport zbyt drogi, by zarządzanie klubem traktować jak zabawkę. Trener Rumak bardzo chciał awansować, nie jest sabotażystą. Natomiast ludzie odpowiadający za Lechowy dział sportu od kilku lat systematycznie trwonią to, co zastali po zdymisjonowanych poprzednikach. To oni mają teraz problem, co zrobić z "trenerem na lata".

Na mecz przyszło ponad 22 tysiące widzów. Wspierali ulubieńców, dopóki mieli cierpliwość. Z czasem słychać było pojedyncze, a potem coraz częstsze, wreszcie przeraźliwe gwizdy i zachęty trenera do złożenia dymisji. Po meczu kibice Lecha wyrazili swojej drużynie potężną dezaprobatę, a dla Islandczyków mieli nie oklaski, ale wręcz owacje. Piłkarze z dalekiej wyspy długo wiwatowali wspólnie z fanami z Kotła. Dziennikarze na konferencji prasowej oklaskami powitali i pożegnali mądrego trenera Sigmundssona. Pytali go, czy nie podjąłby pracy w Poznaniu. – Może kiedyś?.. – odpowiedział tamten dyplomatycznie. W Lechu przydałby się ktoś, kto potrafi zbudować ducha drużyny.

LechPoznań – Stjarnan 0:0

Widzów: 22 629

Sędzia: Pavle Radovanović (Czarnogórzec)

Żółte kartki: Henriquez, Kownacki - Rauschenberg

Lech: Krzysztof Kotorowski - Tomasz Kędziora (76. Dawid Kownacki), Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen (54. Łukasz Teodorczyk), Muhamed Keita (59. Gergo Lovrencsics) - Vojo Ubiparip

Stjarnan: Ingvar Jonsson - Niclas Vemmelund, Daniel Laxdal, Martin Rauschenberg, Hordur Arnason - Michael Praest (74. Porri Runarsson), Atli Johannsson - Arnar Bjorgvinsson (79. Johann Laxdal), Pablo Punyed, Olafur Finsen - Rolf Toft (22. Heidar Aegisson).