Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wstyd! Wilno, Tallinn, Islandia... Dlaczego nie wyciągają wniosków?!

włącz .

Trener Mariusz Rumak, któremu zarzucano nadmierną asekurację przed meczem na Islandii, miał rację. Całkiem trafnie ocenił umiejętności swego zespołu i przeciwnika. Potwierdziło się, że Islandczyków stać na pokonanie Lecha, bo ostatnio stać na to prawie każdego w Europie. Co się dzieje z drużyną, która została wzmocniona i specjalnie zmieniła koncepcję przygotowań do sezonu, by lepiej spisywać się w pucharach? Nie szkoda pieniędzy na sprowadzanie piłkarzy, którzy nie potrafią stworzyć zespołu? W pierwszej połowie tylko Szymon Pawłowski spisywał się na miarę swoich możliwości. W drugiej – nikt, a to, co zrobiła poznańska defensywa, dyskwalifikuje ją całkowicie.

Zgodnie z przewidywaniami, Lech rozpoczął mecz na Islandii w najbardziej sprawdzonym składzie, z Vojo Ubiparipem w ataku i biegającym za nim Hamalainenem, z Darko Jevticiem i Łukaszem Trałką na pozycji defensywnych pomocników, z Kamińskim i Wołąkiewiczem na środku obrony, z żelazną parą skrzydłowych Pawłowski i Lovrencsics. Brak eksperymentów dowodzi, jak poważnie trener Mariusz Rumak potraktował to spotkanie.

Tylko na samym początku było groźnie pod bramką Lecha. Stjarnan niebezpieczny strzał oddał już w pierwszej minucie, a Burić musiał się wykazać refleksem, by zapobiec bramce. Potem już zarysowała się przewaga Lecha i rosła z każdą minutą. Bliscy zdobycia gola byli Jevtić i dobijający jego strzał Lovrencsics. Zabrało zimnej krwi, by uzyskać prowadzenie. Najlepszym piłkarzem Lecha był Pawłowski, po jego strzałach bramkarz Stjarnan ratował się desperackimi obronami.

Przewaga Lecha stała się miażdżąca. Pojedynek Pawłowskiego z bramkarzem trwał w najlepsze. Mnożyły się też rzuty rożne dla Kolejorza. Za każdym razem Islandczycy wiedzieli, jak się ustawić, by nie dopuścić żadnego piłkarza w bordowych strojach do strzału, a najczęściej próbowali Kędziora i Ubiparip. Serb nie rozgrywał najlepszego spotkania. Nie podejmował dobrych decyzji, marnował akcje strzałami z nieprzygotowanych pozycji, gdy trzeba było obsłużyć dobrze ustawionego kolegę.

W pierwszej połowie Lech zmagał się z bramkarzem i z silnym, zimnym wiatrem. Sprzyjał Islandczykom, więc wydawało się, że po przerwie Lechowi łatwiej będzie atakować i oddawać strzały. Jeżeli czegoś można się było bać, to niestabilnej formy poznańskiej drużyny, której jakoś w tym sezonie nie udaje się sztuka rozegrania na wysokim poziomie całego spotkania. I stało się. Fatalny błąd popełnili Kamiński i Burić, właściwie Lech sam sobie strzelił gola. Znów!

Lech powinien był jak najszybciej złapać równowagę, doprowadzić do wyrównania. Nic z tego, to Islandczycy, choć grali pod wiatr, złapali go w żagle i zaatakowali. Wiedzieli już, że Lech to drużyna, którą łatwo skarcić. Co z tego, że poznaniacy otrząsnęli się wreszcie, skoro nadal nie potrafili zdobyć gola, i to w najlepszych sytuacjach. Kapitalna postawa bramkarza Stjarnan to tylko część prawdy. Planujący zawojowanie Europy Lech jest słaby w ofensywie, a obrońcy w najważniejszych meczach popełniają kompromitujące błędy.