Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bez goli, bez rekordu zwycięstw, wicemistrzostwo też niepewne

włącz .

Nie będzie rekordowej serii zwycięstw na własnym boisku. Lech tylko bezbramkowo zremisował z Pogonią Szczecin. Trener Mariusz Rumak mówił ostatnio, że fatalne wyniki z tą drużyną to zbieg okoliczności. Skoro tak, to zdarzył się trzeci raz z rzędu. Jedyne szczęście polega na tym, że udało się nie stracić gola, choć w drugiej połowie było to prawdopodobne. Powtórzyła się sytuacja sprzed roku. Legia cieszy się z mistrzostwa nie po własnym zwycięstwie, ale po stracie punktów przez Lecha.

Widząc skład Kolejorza na ten mecz kibice nabrali podejrzeń, że trener nie wystawił do gry tych zawodników, których klub zamierza sprzedać. Mogą przecież doznać urazu, a wtedy nici z transferu Marcina Kamińskiego i Gergo Lovrencsicsa. Ten drugi ma w Poznaniu fanów, o czym świadczy transparent z napisem „Gergo we love you” powieszony na telebimach. Po meczu trener wyjaśnił, że obaj gracze (i kilku innych) borykało się w tygodniu z urazami. Obaj zresztą w drugiej połowie weszli na boisko, a „Kamyk” dlatego, że kontuzji żeber nabawił się Hubert Wołąkiewicz. Wygląda na to, że pech, który prześladował Lecha u progu rozgrywek, daje się we znaki także na zakończenie. W pełni zdrowy nie jest też Kasper Hamalainen. Najlepszy zawodnik ofensywny Kolejorza musiał w drugiej połowie zejść z placu gry.

Choć kilku kluczowych piłkarzy Lecha grało fatalnie, w pierwszej połowie Lech miał przewagę. Gdyby udało mu się strzelić choć jedną bramkę, prawdopodobnie by wygrał. Świetnych okazji miał wiele. W poprzeczkę uderzył Szymon Pawłowski, kilka razy wybronił Janukiewicz, w wielu przypadkach piłkarze Lecha w nieskończoność zastanawiali się, kto ma strzelić, aż doskonałe okazje przepadały. Bardzo aktywny był Daylon Claasen, choć nie strzelał celnie. Pogoń była zdecydowanie słabsza, ograniczała się do niezbyt groźnych kontr. Najgorszy na boisku Łukasz Teodorczyk statystował przez cały mecz. Niewiele lepiej spisywał się Pawłowski. Nie można mieć zastrzeżeń do Linettego, a Możdżeń w środku pola nie spisywał się gorzej niż na bocznej obronie.

Zdecydowanie najgorszą stroną Lecha była gra w środku pola. Przegrywał indywidualne pojedynki, mnożyły się niecelne podania. Pogoń była lepiej zorganizowana i bardziej zdecydowana, dobrze jej grę prowadził Rafał Murawski. W drugiej połowie siły opuściły Lecha, choć mówiło się przed tym meczem, że to Pogoń jest teraz słabsza niż w zasadniczej fazie rozgrywek. Ataki Kolejorza przestały być groźne, za to Pogoń seriami biła rzuty rożne. Po jednym z nich piłka po strzale Dąbrowskiego trafiła w poprzeczkę. Pogoń mogła też wyjść na prowadzenie po strzałach Robaka. Kapitalną paradą popisał się Krzysztof Kotorowski ratując drużynę w sytuacji sam na sam.

Lech – Pogoń 0:0

Widzów 28 116

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Żółte kartki: Możdżeń - Rudol, Lisowski, Ława

Lech: Krzysztof Kotorowski – Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz (68. Marcin Kamiński), Paulus Arajuuri, Luis Henriquez – Mateusz Możdżeń, Karol Linetty – Daylon Claasen, Kasper Hamalainen (62. Gergo Lovrencsics), Szymon Pawłowski (78. Dawid Kownacki) – Łukasz Teodorczyk

Pogoń: Radosław Janukiewicz – Sebastian Rudol (46. Wojciech Lisowski), Maciej Dąbrowski, Wojciech Golla, Maciej Koj (63. Bartosz Ława) – Maksymilian Rogalski, Rafał Murawski – Takuya Murayama (83. Jakub Bąk), Takafumi Akahoshi, Dominik Kun – Marcin Robak.