Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piękne gole Lovrencsicsa. Górnik pokonany

włącz .

Kibice, którzy w liczbie ponad 21 tysięcy zasiedli na trybunach INEA Stadionu, czasu nie zmarnowali. Obejrzeli mecz nie tylko zwycięski dla Lecha, ale i emocjonujący, obfitujący w szybkie akcje. Ozdobą wieczoru były trzy piękne bramki. Przeciwnikiem Lecha nie był bezradny Górnik z końcówki sezonu zasadniczego. Raczej ten z meczu jesiennego. Dzięki wspaniałej grze skrzydłowych udało się go pokonać 2:1. Wynik były znacznie wyższy, gdyby Lechici wykorzystali choćby kilka „setek”.

Kibice Lecha mogą mieć tylko nadzieję, że forma Górnika nadal będzie rosła, a apogeum osiągnie w meczu przeciwko Legii. Lech grał szybko i widowiskowo od samego początku, ale potem goście przejęli inicjatywę i nawet kiedy Kolejorz atakował, można się było spodziewać groźnych kontr przeciwnika. Mecz mógł się wspaniale ułożyć dla Lecha, już w 40. sekundzie Szymon Pawłowski znalazł się w fantastycznej sytuacji i kiedy oddawał strzał, piłka podskoczyła mu na jednej z wielu nierówności boiska.

To nie była jedyna ładna akcja w wykonaniu Pawłowskiego. Popisywał się pięknymi rajdami, wygrywał pojedynki jeden na jeden, miał jednak pecha. Kilka jego idealnych podań zmarnowali koledzy, nie wychodziły mu strzały. Co nie udało się na samym początku jednemu skrzydłowemu, powiodło się po kilku minutach drugiemu. Gergo Lovrenciscs wpadł w pole karne, oddał mocny i celny strzał, piłka trafiła do siatki przy słupku. Mogły paść kolejne gole, a najlepszą sytuację zmarnował Linetty. Z kilku metrów źle uderzył, piłka poszybowała nad bramką.

Górnik nie zamierzał się poddawać. Atakował całą drużyną, trudno było zatrzymać Nakoulmę, bramce Lecha zagrażał Zachara, dobrze spisywali się boczni obrońcy, jak zwykle mocny punkt drużyny z Zabrza. Ciosu nie zadał jednak żaden z nich, ale doświadczony Radosław Sobolewski. Po jego pięknym strzale z dystansu Gostomski był bez szans. Wydawało się, Górnik nie tylko dogonił rywala, ale i zamierza go przegonić, bo Lech był zbity z tropu i nie wyprowadzał już tak groźnych ataków, a na dodatek mnożyły się błędy w środku pola.

Druga połowa zaczęła się tak samo, jak pierwsza. Wystarczyły 4 minuty, by Lech ponownie prowadził. Znów kapitalnie strzelił Lovrencsics. Tylko on w polskiej lidze potrafi tak zawinąć piłkę zewnętrzną częścią prawej stopy. Po tym cudownym uderzeniu piłka zatoczyła łuk i tuż przy słupku wpadła do bramki. Tego strzału nikt by nie obronił. Górnik ponownie zerwał się do odrabiania strat. Przez długie minuty miał przewagę, groźnych sytuacji jednak nie stwarzał. O wiele bardziej niebezpieczne były akcje Lecha, szczególnie po wspaniałych rajdach Pawłowskiego z jednej, Lovrencsicsa z drugiej strony.

Nieco słabiej niż ostatnio, choć i tak dobrze zagrał Hamalainen. Starał się być i na skrzydle, i na szpicy, i na rozegraniu. Jako rozgrywający miał grać Claasen, częściej jednak widzieliśmy go na skrzydle. Królem środka pola był za to Karol Linetty. Wykonał ogromną robotę odbierając piłkę przeciwnikom, konstruując ataki. Jego postawa jest tym bardziej warta uznania, że w tygodniu zmagał się z chorobą, był wyraźnie osłabiony. Walczył głównie dzięki ambicji. Co ważne, nie złapał kartki, która wykluczyłaby go z gry w piątek w Gdańsku. Wyeliminował się za ta Trałka, i to aż z dwóch meczów, oglądając kartkę nr 12, gdy naprawiał błąd Tomka Kędziora. Tego bocznego obrońcę trener zdjął z boiska, bo też miał na koncie kartkę, a w dalszym ciągu stosował wślizgi. Mógł osłabić drużynę.

Lech Poznań – Górnik Zabrze 2:1 (1:1)

Bramki: 1:0 Lovrencsics (5), 1:1 Sobolewski (40), 2:1 Lovrencsics (49)

Widzów: 21 826

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

Żółte kartki: Trałka, Kędziora, Formella - Kosznik, Nakoulma, Madej, Iwan

Lech: Maciej Gostomski – Mateusz Możdżeń, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tomasz Kędziora (56. Luis Henriquez) – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Gergo Lovrencsics, Daylon Claasen (76. Dawid Kownacki), Szymon Pawłowski (86. Dariusz Formella) – Kasper Hamalainen

Górnik: Pavels Steinbors – Paweł Olkowski, Adam Danch, Oleksandr Szeweluchin, Rafał Kosznik – Radosław Sobolewski (80. Przemysław Oziębała) – Łukasz Madej (83. Rafał Kurzawa), Dzikamai Gwaze, Bartosz Iwan, Prejuce Nakoulma – Mateusz Zachara (67. Robert Jeż).