Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kolejorz zaczyna bój o wszystko

włącz .

Wszystko, co działo się do tej pory, traci ważność. Przed Lechem siedem najważniejszych meczów ostatniego roku. Wystarczy wszystkie wygrać i doczekać się potknięcia Legii, by spełniło się to, co jeszcze niedawno nie wydawało się prawdopodobne. Na szczęście u schyłku sezonu piłkarze Lecha złapali wysoką formę i zapowiadają twardy bój o mistrzostwo Polski. Na początek trzeba pokonać u siebie osłabioną Wisłę.

W klubie panuje opinia, że kalendarz sprzyja Lechowi, być może nawet bardziej niż pozostałym klubom czołowej ósemki. Zanim zagra w Warszawie na koniec rozgrywek, u siebie, gdzie w tym sezonie gra mu się o wiele lepiej, zmierzy się z Wisłą, Pogonią, Górnikiem i Ruchem, a na wyjeździe z Lechią i Zawiszą, który trzy dni wcześniej rozegra finał Pucharu Polski, co będzie najważniejszym wydarzeniem w dziejach tego klubu. Nadzieje na to, że o zdobyciu tytułu zadecyduje bezpośredni pojedynek Legii z Lechem, są więc duże.

W Wielką Sobotę piłkarze Kolejorza zmierzyli się w derbowym sparingu z Wartą. W Poznaniu mówi się o potrzebie częstszego rozgrywania takich spotkań. Nie wiadomo, czy pierwsza drużyna Lecha wygospodaruje w kalendarzu na to czas, ale jeżeli Warta nie spadnie do III ligi, bardzo prawdopodobne są jej II-ligowe mecze z rezerwami Kolejorza, które są coraz bliższe awansu. W Wielką Niedzielę zawodnicy Lecha wypoczywali, w drugi dzień świąt trenowali indywidualnie, na wspólnym treningu spotkali się we wtorek.

– W święta zregenerowaliśmy się, wypoczęliśmy, a teraz mocno trenujemy, by dobrze przygotować się do ważnego meczu z Wisłą. Choć Wisła jest osłabiona, to trzeba na nią uważać. Musimy ją zdominować, zdobyć bramki i wygrać. Nie możemy patrzyć na problemy przeciwnika, ale na siebie, skoro mamy wygrać sześć kolejnych spotkań i rozegrać decydujące w Warszawie – mówi Hubert Wołąkiewicz, kapitan Lecha.

Trenujący krakowski zespół Franciszek Smuda będzie miał problemy z zestawieniem obrony, wypadło mu kilku ważnych zawodników. Z krótką ławką rezerwowych borykał się zresztą przez cały sezon, uzyskując wyniki nadspodziewanie dobre. – Osłabienie potencjalne wcale nie musi być rzeczywistym. To jest szansa dla innych piłkarzy. Nie podchodzimy do Wisły jak do drużyny osłabionej, ale jak do mocnej, wartościowej. To będzie dla nas dobry początek decydującej fazy rozgrywek – podkreśla Jerzy Cyrak, drugi trener Lecha.

Lech miał personalne problemy u progu sezonu. Teraz tylko nieliczni zawodnicy są kontuzjowani. Ciągle indywidualnie trenuje Barry Douglas i jego występ przeciwko Wiśle raczej nie wchodzi w grę. Na szczęście Paulus Arajuuri na razie nie zgłasza żadnych nowych dolegliwości. Kebba Ceesay prawie wyleczył ciężką kontuzję, ale uskarża się na inne dolegliwości, które trzeba zdiagnozować. Nastawił się na grę dopiero w przyszłym sezonie. Także Vojo Ubiparipa zobaczymy w drużynie dopiero latem. Ciągle grać nie może Manuel Arboleda, ale o tym piłkarzu Lecha chyba już trzeba mówić w czasie przeszłym. Pozostali zawodnicy są zdrowi, trenują na pełnych obrotach.

Jerzy Cyrak zapewnia, że świąteczna przerwa w rozgrywkach ligowych nie wybije piłkarzy Lecha z rytmu. W sparingu z Wartą pokazali się zawodnicy z pierwszej drużyny i jej zaplecza. Najlepiej wypadł Daylon Claasen. Ten gracz dobrze spisuje się w sparingach, gorzej wychodzi mu w meczach o stawkę. – Liczymy, że po meczu z Wartą wejdzie na wyższe obroty i pokaże grę, która nas będzie satysfakcjonować – mówi trener Cyrak.

Z pierwszą drużyną trenuje ostatnio Mateusz Klichowicz, czołowy strzelec drużyny rezerw. Ma on już 22 lata, a zawodnicy w takim wieku rzadko trafiają z zaplecza Lecha do drużyny z ekstraklasy. Częściej pokazują się w niej piłkarze nastoletni, tacy jak Dawid Kownacki, Karol Linetty, Jan Bednarek. – Mateusz jest wiodącą postacią rezerw, zasługuje na treningi z pierwszą drużyną. To i forma nagrody, i danie mu szansy rozwoju. Będziemy się przyglądać i jemu, i innym piłkarzom rezerw – zapowiada Jerzy Cyrak.

Dawid Kownacki twierdzi natomiast, że od dawna trenuje i gra z piłkarzami o 2-3 lata starszymi od niego i zdążył się do tego przyzwyczaić, nie stanowi to dla niego problemu. – Lech korzysta z tego, że ma własną akademię. Właśnie z niej się wywodzę, podobnie jak inni piłkarze. To dobrze, że młodzi zawodnicy otrzymują szansę występów ze starszymi kolegami. Żaden trening nie zastąpi meczu, w którym można pokazać swoje możliwości – mówi Dawid. Twierdzi, że jeżeli drużyna podtrzyma formę i zaangażowanie z poprzednich spotkań, to o wynik meczu z Wisłą jest spokojny. – Bramki same przyjdą – zapewnia.