Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kolejorz odpalił. Jagiellonia zdemolowana

włącz .

Lecha w tym sezonie stać na wszystko. Nie ma drużyny, która poległaby na wyjeździe 1:5., wygrała na wyjeździe 6:1, powtórzyła taki sam wynik na własnym stadionie. Kiedy kibice zaprezentowali piękną oprawę z hasłem „Kolejorz wreszcie odpali”, piłkarze poczuli się zobowiązani do ostrego strzelania od pierwszych minut meczu z Jagiellnią. Mogli nawet odnieść rekordowe zwycięstwo w całej swej historii, nie tylko tej nowożytnej.

Można się było spodziewać, że Jagiellonia poczeka na ataki Lecha na swojej połowie, by starać się odebrać mu piłkę, wyprowadzać kontrataki. Właśnie tak „załatwiła” rywala z Poznania jesienią w meczu na własnym stadionie, gdy była bez porównania słabsza, ale wyszły jej dwie szybkie akcje. Pierwsze minuty meczu były jednak inne. Goście z Białegostoku starali się prowadzić otwartą grę, przejąć inicjatywę na boisku. I błyskawicznie zostali za to skarceni, bo każde przejęcie piłki przez agresywnie grającego Lecha groziło utratą gola, jak w 7. minucie, gdy na skrzydle popisali się Pawłowski i Wołąkiewicz, a Hamalainen zakończył akcję pięknym strzałem głową.

Teraz Jagiellonia o defensywnej taktyce zupełnie mogła zapomnieć. Próbowała ratować wynik meczu, a Lech czekał na nią na swojej połowie, by po przejęciu piłki kierować ją na skrzydło. Możdżeń i Lovrencsics dowiedli, że potrafią posyłać piękne piłki do napastnika, a Łukasz Teodorczyk, że z jego skutecznością wcale nie jest źle. Tym razem przed pierwszym swym golem zmarnował tylko jedną dobrą okazję bramkową, potem już strzelał celnie i nie do obrony. W ten sposób Lech uzyskał trzybramkową przewagę i miał mecz pod kontrolą. Zwycięstwa jeszcze nie świętował, bo nie tak dawno Jagiellonia w Zabrzu też przegrywała 0:3, ale potrafiła mecz zremisować. Wtedy udało jej się zdobyć jedną bramkę jeszcze w pierwszej połowie. Teraz w przerwie mogła się cieszyć, że nie straciła ich więcej niż w meczu z Górnikiem.

Trener Piotr Stokowiec dokonał w przerwie dwóch zmian i Jagiellonia ruszyła do przodu. Jej ataki zapowiadały się groźnie, ale rzadko kończyły się strzałem. Poznańska obrona grała pewnie, nie popełniała błędów, mimo iż nigdy jeszcze nie występowała w takim zestawieniu. Zadebiutował wreszcie legendarny Fin Paulus Arajuuri i spisał się bez zarzutu. Wołąkiewicz trafił na lewą stronę. Zmieniony też został bramkarz. Mimo iż Gostomski wyleczył uraz, trener Mariusz Rumak postawił tym razem na 37-letniego Krzysztofa Kotorowskiego. Czyżby nawiązał do 2010 roku, gdy „Kotor” też bronił w ostatnich kolejkach zastępując Buricia, a Lech zdobył tytuł?

Jagiellonia miała odrabiać straty, ale je powiększała. Hat tricka skompletował Teodorczyk, choć podczas opanowywania piłki, przed strzałem, niechcąco posłużył się ręką. Sędzia Krzysztof Jakubik tego nie zauważył, co nie było jego pierwszym błędem tego wieczoru. Ostre strzelanie trwało dalej. Nie udało się zdobyć tym razem gola Szymonowi Pawłowskiemu, który długo się wstrzeliwał, ale celu przed zejściem z boiska osiągnąć nie zdążył. Po kolejnych atakach Lecha piłka odbijała się od poprzeczki, mylili się Lovrencsics i Teodorczyk.

Na ostatni kwadrans na boisko wszedł Dawid Kownacki. Ten o połowę młodszy od „Kotora” napastnik natychmiast błysnął klasą. Brał udział w ładnej akcji ofensywnej. Potem strzelił gola kończąc jeden z wielu ataków swojej drużyny, a niebawem popisał się cudowną asystą. Gdy obrońcy Jagielloni spodziewali się dośrodkowania z lewego skrzydła pod bramkę, on po ziemi umiejętnie podał przed pole karne do Lovrencsicsa, a ten oddał piękny i celny strzał, po którym piłka wylądowała pod poprzeczką.

Mogły paść kolejne gole dla Lecha, szczególnie po kontratakach. Jagiellonia próbowała atakować, starając się zdobyć choćby honorową bramkę. Nie udałoby się jej to bez pomocy sędziego. Pan Jakubik odgwizdał rzut karny, który był absolutnym błędem. Piłka trafiła Arajuuriego w nogę i odbijając się w rękę, którą miał przy ciele, Fin w żaden sposób nie mógł temu zapobiec. W ten sposób Jagiellonia, podobnie jak w 2008 roku, przegrała w Poznaniu 1:6. Wydaje się, że to wynik wysoki, ale goście nie mogliby mieć żalu, gdyby stracili nawet tuzin goli.

Trener Mariusz Rumak miał powody do radości, ale jej nie okazywał. Podkreślił tylko, że w wyjściowym składzie Lecha było zaledwie trzech obcokrajwców. Przeważali gracze od dziecka szkoleni w Poznaniu. W Jagielloni proporcje były zupełnie inne.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 6:1 (3:0)

Bramki: 1:0 Hamalainen (7), 2:0 Teodorczyk (13), 3:0 Teodorczyk (24), 4:0 Teodorczyk (53), 5:0 Kownacki (76), 6:0 Lovrencsics (78), 6:1 Quintana (89-karny)

Widzów: 17 681

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)

Żółte kartki: Trałka - Tosik, Pazdan

Lech: Krzysztof Kotorowski - Mateusz Możdżeń, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Hubert Wołąkiewicz - Łukasz Trałka, Karol Linetty (75. Dawid Kownacki) - Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen (81. Dimitrije Injac), Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk

Jagiellonia: Krzysztof Baran - Jakub Tosik (46. Dawid Plizga), Ugochukwu Ukah, Martin Baran, Georgi Popchadze - Joel Perovuo, Michał Pazdan - Maciej Gajos (46. Nika Dżalamidze), Adam Dźwigała (65. Sebastian Rajalakso), Dani Quintana - Bekim Balaj