Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Będą ratować honor. Znowu

włącz .

To będzie brzydki mecz, a jeżeli Lech nie strzeli szybko bramki, będzie też nerwowy do samego końca. Skoro na Lecha w Łodzi czekała pułapka, to jeszcze większa czai się w meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W tym spotkaniu Lech nie będzie faworytem. Lech nie będzie faworytem w żadnym meczu tego sezonu, bo strzelić mu kilka bramek nie jest ostatnio szczególnym problemem.

Ostatni domowy przeciwnik Lecha, Piast Gliwice, od początku do końca próbował prowadzić otwartą grę. Otworzył się atakując, więc można mu było strzelić cztery bramki, wszystkie po szybkich akcjach. Ani jedna bramka nie padła po ataku pozycyjnym. Podbeskidzie zagra zupełnie inaczej. – Mecz będzie zamknięty. Podbeskidzie ma doświadczonych zawodników, którzy nastawią się na twardą walkę. Musimy sobie z tym poradzić – mówi trener Mariusz Rumak.

Czekają go kolejne trudne decyzje, bo prawdopodobnie trzeba będzie sobie radzić bez kontuzjowanego Szymona Pawłowskiego, a z całą pewnością bez Łukasza Trałki pokutującego za nadmiar kartek. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gergo Lovrencsics, ustawiany ostatnio na lewym skrzydle, gdzie średnio sobie radził, będzie mógł pokazać się na prawej stronie, zwolnionej przez Pawłowskiego. Prawdopodobnie na lewym skrzydle zastąpi go Daylon Claasen. Nie pokazuje jeszcze piłkarskiej klasy, ale nikt w klubie nie zechce odstawić go od składu przyznając, że sprowadzenie go było błędem.

W miejsce Łukasza Trałki prawdopodobnie zagra Dima Injac, chyba że trener odważnie postawi na młodego Szymona Zgardę, dla którego byłby to debiut. Odwleka się za to debiut Paulusa Arajuuri. Podczas treningu pechowy Fin naciągnął mięsień. Wszystko więc wskazuje, że na środku obrony znów zagrają Marcin Kamiński i Hubert Wołąkiewicz.

Przedmeczową konferencję prasową zdominował temat poprzedniego meczu, fatalnie rozegranego przez Lecha w Łodzi. Piłkarzem, który odpowiadał na pytania dziennikarzy był Kasper Hamalainen. Ten sam zawodnik reprezentował zespół podczas briefingu pomeczowego. Jak z tego wynika, został ambasadorem drużyny. Dzień przed meczem z Podbeskidziem mówił to samo, co dzień po meczu z Widzewem.

– Straciliśmy punkty w Łodzi, ale to jeszcze nie katastrofa. Jesteśmy dobrym zespołem. Stać nas na powtórzenie meczu z Piastem. Nie potrzebujemy wstrząsu, by dobrze zagrać u siebie, czasami wystarczy zrozumieć własne błędy. Przed nami wiele meczów, faza play-off może do nas należeć – mówił Fin.

Trener Mariusz Rumak nie zastanawia się nad tym, czy straci posadę, bo nie do niego należą decyzje. Przyznaje, że żaden trener Lecha w ciągu ośmiu lat nie otrzymał tak dużego kredytu zaufania, jak on. Poważnych wpadek było kilka, ale wiosną Lech rozegrał dopiero cztery mecze.

– Nie wiadomo, co jeszcze się wydarzy. Lech może rozpocząć serię zwycięskich meczów, taką jak w ubiegłym roku. Okoliczności są teraz jednak inne, bo zbyt łatwo tracimy punkty, w niewiarygodnych okolicznościach – przyznaje Mariusz Rumak.

Wydawałoby się, że po nieudanym meczu w Łodzi niewielu kibiców zechce przyjść w piątek wieczorem na stadion. A jednak bilety kupiła taka sama liczba kibiców, jak przed meczem z Piastem. Frekwencja będzie większa o ok. 5 tysięcy osób. Klub zaprosił na ten mecz gimnazjalistów. Z tego powodu atmosfera przy Bułgarskiej z pewnością będzie gorąca. Żeby tak jeszcze dopisali poznańscy piłkarze…