Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

A poza tym nic nowego

włącz .

Kibice Lecha ciągle nie mogą dojść do siebie po blamażu w Łodzi, gdy ich drużyna zrezygnowała z pewnego zwycięstwa. O nieszczęsnym meczu dyskutuje się wszędzie, na głowy piłkarzy sypią się gromy. W klubie wstrząsu nie było. Życie toczy się swoim tokiem, pracuje się nad marketingiem, organizacją kolejnego meczu. Nawet piłkarze doszli do równowagi. Nie tylko tacy, jak Kasper Hamalainen (na zdjęciu), którzy w Łodzi nie zagrali najgorzej.

– Jesteśmy rozczarowani, bo prowadziliśmy 2:0 i nie wygraliśmy, w jakiś dziwny sposób straciliśmy 3 punkty – mówi Fin. – Ale to tylko 3 punkty i ciągle jesteśmy w grze. Wszystko jeszcze jest możliwe. Wyciągniemy nauczkę, skupiamy się na następnym meczu, mamy dobrą drużynę. Po meczu czuliśmy się fatalnie, ale teraz jest dużo lepiej, bo mamy nowy dzień. Po analizie widzimy wiele pozytywów w naszej grze. Stworzyliśmy mnóstwo groźnych sytuacji, zdobyliśmy dwa gole. Taki jest futbol. Nie udało się wygrać w poniedziałek, trzeba wygrać w piątek.

Czego Lechowi zabrakło do zwycięstwa nad Widzewem? Zdaniem trenera Mariusza Rumaka – przede wszystkim doświadczenia. Drużyna prowadząca na wyjeździe 2:0 nie może sobie pozwolić na takie błędy. – Nie zagraliśmy z wyrachowaniem, nie pilnowaliśmy wyniku – twierdzi trener. – Dużo nas to nauczyło w kontekście rozgrywania meczów. Chcieliśmy dołożyć trzecią, czwartą bramkę, otworzyliśmy się, wdaliśmy się z Widzewem w wymianę ciosów i przez to straciliśmy okazję dołączenia do czołówki.

W Łodzi Lech stracił nie tylko twarz, ale i Szymona Pawłowskiego, który doznał urazu mięśnia przywodziciela. Nie wiadomo, czy do piątku wyzdrowieje. Z pewnością nie zagra ukarany kolejną kartką Łukasz Trałka. Trener będzie więc miał problemy z zestawieniem drugiej linii, choć największym jego problemem powinna być obrona. Niezależnie od tego, kto tworzy formację defensywną, popełnia ona szkolne błędy, które kosztują Lech stratę wielu bramek. Co zrobić, by było lepiej? – Musimy poprawić grę obronną – mówi trener.

Nie zapadła jeszcze decyzja w sprawie losów Manuela Arboledy. Wiele osób twierdzi, że w Łodzi zagrał on w barwach Lecha po raz ostatni. Nawet oficjalna strona klubowa głosi, że jego odejście po sezonie jest najbardziej prawdopodobne. Trener twierdzi natomiast, że przez najbliższe miesiące będzie służyć drużynie dużym doświadczeniem. – W swojej karierze sześciokrotnie zdobył mistrzostwo kraju i wie, co drużynie potrzebne jest między meczami, jak zespół powinien zachowywać się w szatni. Jest to dla nas bezcenne – zapewnia Mariusz Rumak.

Drużyna w Łodzi popełniała indywidualne błędy, po jednym z nich na bramkę gości popędziło aż czterech Widzewiaków, mających przeciwko sobie jednego Lechitę. – Ale strzału nie oddali, bo szybko zorganizowaliśmy się w obronie i potrafiliśmy zaradzić zagrożeniu. Podczas pomeczowej analizy pochwaliłem za to moją drużynę – dodaje trener.

Dla kibiców, obserwatorów, komentatorów zupełnie niezrozumiałe było zdjęcie z boiska, po stracie drugiej bramki, Łukasza Teodorczyka, jedynego piłkarza, o którym można powiedzieć, że grał dobrze i stale stwarzał zagrożenie pod bramką Widzewa. – Decyzja o zdjęciu go z boiska zapadła wcześniej. Nie zmieniłem jej po stracie gola, bo wiem, co drużynie może dać Dawid Kownacki. Pamiętamy jego dwie asysty z meczu z Piastem. Myślałem, że będąc świeżym zawodnikiem, gdy zawodników Widzewa chwytały skurcze, zapewni nam zwycięstwo – tłumaczy Mariusz Rumak.

Dlaczego jednak na boisku nie zostali i Teodorczyk, i Kownacki? W meczu z Piastem, na który powołuje się trener, ten pierwszy zdobył bramkę po asyście tego drugiego. – Dziś możemy na ten temat dywagować. Ale gdyby Dawid Kownacki strzelił dwie bramki i byłoby 4:2, nie byłoby dziś tego tematu – ucina trener Lecha.