Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kompromitacja w Łodzi. Lechowi na punktach nie zależało?

włącz .

Prowadzić w połowie drugiej połowy z ostatnią drużyną w lidze dwoma bramkami i nie wygrać? Lechowi taka sztuka się udała, choć wszystkie statystyki wskazywały na jego przewagę, a marnie grający przeciwnik mógł liczyć tylko na cud. Najłatwiej byłoby zwalić winę na pechowe żółte koszulki (na zdjęciu). To jednak nie był pech. To było ciężkie frajerstwo.

Mecz mógł rozstrzygnąć się już przed przerwą, bo Lech miał trzy idealne sytuacje bramkowe. Wykorzystał tylko jedną, kiedy dobrze z rzutu rożnego podawał Douglas, pod bramkę głową odegrał Teodorczyk, a Arboleda zachował się jak rasowy napastnik wciskając piłkę z bliska do siatki. To nie był jedyny rzut rożny Lecha w tej połowie, ale z pozostałych zagrożenia nie było, szczególnie gdy egzekwował je prawą nogą Lovrencsics. Ani razu nie udało mu się kopnąć dalej i wyżej niż do pierwszego obrońcy.

Od pierwszych minut przewagę miał Lech, rozgrywający piłkę swobodniej, z większą kulturą i klasą. Zawsze jednak czegoś zabrakło, a najczęściej celnego podania. Im więcej mijało czasu, tym bardziej mnożyły się niecelne podania, byle jakie wybicia. Niespodziewanie sytuację opanował Widzew. Młodzi zawodnicy w czerwonych koszulkach grali piłką, a Lech za nią gonił tracąc bez sensu siły. Robiło się niebezpiecznie, gdy zawodnicy Lecha nieudolnie wybijali piłkę spod własnej bramki. Jeszcze groźniej było, gdy Widzew wyprowadzał kontry.

Potem jednak padł gol dla Lecha. Widzew na chwilę stracił rezon i mógł szybko stracić drugą bramkę, gdy Douglas posłał idealną piłkę Teodorczykowi, a ten trafił w poprzeczkę. Widzew odzyskał równowagę, atakował, zamykał Lecha w jego polu karnym. Kilka minut przed końcem Kolejorz miał najlepszą okazję. Po podaniu Lovrencsicsa Hamalainen z bliska uderzył głową wprost w bramkarza, który odbił też dwie dobitki – Fina i Teodorczyka.

Po przerwie zaczął się kwadrans poznański. Lech osiągał coraz większą przewagę, tworzył sytuacje. Jeszcze w pierwszej połowie zszedł z boiska z urazem Szymon Pawłowski. Zastąpił go Daylon Claasen, który wreszcie rozegrał się. Teraz tracił już nie każdą, ale średnio co trzecią piłkę, pokazał wiele szybkich, udanych zagrań. Popisał się bardzo dobrym podaniem do Linettego, ten idealne obsłużył Teodorczyka, który huknął lewą nogą z bliska nie do obrony. Wydawało się, że jest po meczu, Widzew już się nie podniesie. Dobry zespół nie pozwoliłby mu na to, ale Lech dał radę wszystko roztrwonić, zmarnować pewne zwycięstwo. Dowiódł, że kilkunastu zawodników to jeszcze nie drużyna.

W pierwszej połowie Arboleda grał dobrze. W drugiej poczuł się zbyt pewnie i zaczął popełniać proste błędy. Po pierwszym nic złego się nie stało, ale po drugim padała kontaktowa bramka. Wydaje się, że to był ostatni mecz „Mańka” w Lechu. Trudno zwalać całą winę na niego, trener Mariusz Rumak zawsze podkreśla, że broni cała drużyna. Ostatnio ma do dyspozycji wielu obrońców, ale nie ma obrony. Lech ma wielu pomocników, ale nie ma kto rozegrać piłkę, stworzyć kolegom sytuacje bramkowe.

W drugiej połowie Lech grał zatrważająco bezmyślnie, bez jakiejkolwiek taktyki, jakby nie miał nie tylko obrony, pomocy i ataku, ale na dodatek trenera. Jedynym zawodnikiem stwarzającym zagrożenie pod bramką Widzewa był Łukasz Teodorczyk. W kluczowych momentach go zabrakło. Zszedł z boiska, bo prawdopodobnie już przed meczem trener sobie założył, że w jego miejsce wpuści Kownackiego. W ostatnich minutach, gdy trzeba było spróbować odzyskać zwycięstwo, przydaliby się obaj.

Kiedy patrzy się na taką grę Lecha, jaką pokazał w Szczecinie i w Łodzi trudno mieć nadzieję, że sezon zakończy się dla niego jakimkolwiek sukcesem. Brak umiejętności wyciągania wniosków z wcześniejszych błędów to tylko jedna strona medalu. Poważniejszym problemem jest brak umiejętności rozgrywania meczów. Bez tej sztuki w piłce nożnej nie zwojuje się niczego, można przegrać z każdym, nawet najsłabszym przeciwnikiem. Nie ma sensu szkolić i pozyskiwać zawodników, skoro nie potrafi się stworzyć z nich drużyny.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Arboleda (34), 0:2 Teodorczyk (54), 1:2 Kaczmarek (70), 2:2 Visnakovs (78)

Widzów: 4 000

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

Żółte kartki: Urdinov - Douglas, Wołąkiewicz, Trałka

Widzew: Patryk Wolański - Patryk Stępiński, Krystian Nowak, Piotr Mroziński, Yani Urdinov - Kevin Lafrance, Mateusz Cetnarski (46. Alex Bruno) - Patryk Mikita, Veljko Batrović (76. Xhevdet Gela), Marcin Kaczmarek - Eduard Visnakovs

Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Hubert Wołąkiewicz, Manuel Arboleda, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Szymon Pawłowski (21. Daylon Claasen), Kasper Hamalainen, Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk (79. Dawid Kownacki)