Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Młodzież Lecha rozstrzelała Piasta

włącz .

To nie był doskonały mecz w wykonaniu piłkarzy Lecha. Zmierzyli się jednak z przeciwnikiem słabym, który w dodatku ułatwił im zadanie prowadząc w drugiej połowie otwartą grę, wystawiając się na szybkie ataki. Efekt – zwycięstwo 4:0. Najbardziej może cieszyć gra 16-letniego Dawida Kownackiego. Tydzień temu zdobył gola, teraz popisał się dwoma świetnymi asystami. Rośnie nam zawodnik dużej klasy. Cieszymy się jego grą, póki możemy. W innych klubach już zacierają ręce.

Po szczecińskim "popisie" można było mieć obawy, jak poznanska publiczność przyjmie swoich piłkarzy. Udzieliła im wsparcia, mogli myśleć tylko o zwycięstwie. Pierwsze 10 minut, według zapowiedzi trenera Mariusza Rumaka, miało pokazać siłę Lecha. Rzeczywiście zaatakował, zamykał przeciwnika na jego połowie, stwarzał groźne dla niego sytuacje. Nie potrafił jednak tego zamienić na gole, mimo iż sam Łukasz Teodorczyk mógł pójść w ślady Marcina Robaka. Kilka razy spudłował w sposób kompromitujący, a kiedy już trafił do bramki, miał pecha – kilka sekund wcześniej chorągiewka bocznego arbitra poszła w górę.

Tym razem była to słuszna decyzja, ale w innych przypadkach prowadzący mecz pan Przybył z Kluczborka nie popisywał się. Przerywał akcje po wątpliwych faulach, a gdy przewinienie rzeczywiście miało miejsce, zapominał o przywileju korzyści i przerywał ciekawie zapowiadające się akcje. Najgłupszy błąd popełnił po faulu kilka metrów przed polem karnym Piasta. Mateusz Możdżeń już się cieszył, że będzie mógł się popisać jednym ze strzałów, nad którymi dużo trenuje, ustawiał piłkę, ale pan Przybył pozbawił go przyjemności i nakazał bić rzut wolny z punktu odległego od miejsca przewinienia o 10 metrów, blisko linii autowej. Zamiast strzelać na bramkę, trzeba było dośrodkować.

Lech atakował jednostajnym tempem, schematycznie, ale i tak był groźny, stwarzał kolejne sytuacje. Tylko raz udało się zaskoczyć bramkarza Piasta, a uczynił to precyzyjnym i mocnym strzałem Szymon Pawłowski. To było jego pierwsze trafienie dla Lecha w lidze. Do przerwy nic się nie zmieniło, a w drugiej połowie zobaczyliśmy Piasta odmienionego – atakującego, posyłającego piłki do ataku i odsłaniającego się. To była woda na młyn dla Lecha. Oglądaliśmy radosną grę, piłka znajdowała się raz pod jednym raz pod drugim polem karnym. Było to dla Lecha niebezpieczne, bo Piastowi czasami udawało się dojść do dobrych pozycji. Gdyby wyrównał, Lech mógłby się już nie podnieść.

Niewiele z tego wszystkiego wynikało, żadnej z drużyn długo nie udawało się zdobyć gola. Piast był na to zbyt słaby, a Lech dramatycznie nieskuteczny. Sam Teodorczyk mógł zostać po tym meczu liderem w klasyfikacji ligowych snajperów. Pudłował jednak jak junior. A kiedy aż się prosiło o sensowne rozegranie piłki, oddawał strzały w kierunku rożnych chorągiewek, ku rozpaczy kibiców. To był mecz ekstraklasy, ale piłkarze jednej i drugiej drużyny popełniali błędy na poziomie A-klasy.

Wszystko się zmieniło, gdy na boisko wszedł 16-letni Kownacki, zastępujący lekko kontuzjowanego, podobnie jak Teodorczyk dramatycznie nieskutecznego Hamalainena. Rozruszał atak Lecha, wywalczył kilka piłek, popisał się udanymi zagraniami do partnerów. Wreszcie zarobił gola. Pobiegł w kierunku obrońcy będącego przy piłce, odebrał mu ją po walce bark w bark i wykonał idealne podanie pod bramkę, do Teodorczyka, demonstrując starszemu koledze, jak powinien postępować klasowy, pozbawiony egoizmu napastnik. "Teo" tym razem już nie spudłował i zwycięstwo stało się jeszcze bardziej realne. Potem znów popisał się Szymon Pawłowski strzelając jeszcze mocniej i precyzyjniej niż w pierwszej połowie. To była piękna bramka.

Piast atakował do ostatnich minut, więc można było liczyć na jeszcze jednego gola dla Lecha. Ponownie sprawy wziął w swoje ręce, a raczej nogi Dawid Kownacki. Popisał się kolejnym fantastycznym podaniem, tym razem do Karola Linettego, który z bliska strzelił swego pierwszego gola w ekstraklasie. To była bramka wywalczona przez dwie największe nadzieje Lecha. Karol miał kilka okazji w tym meczu, pokazywał ładne zagrania, ale i wiele kiksów i pudeł. Nikt o tym nie będzie pamiętał. Najbardziej się liczy gol. W najbliższej przyszłości możemy się spodziewać przy Bułgarskiej odwiedzin licznych skautów obserwujących talenty Lecha.

Lech Poznań – Piast Gliwice 4:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Pawłowski (35), 2:0 Teodorczyk (75), 3:0 Pawłowski (86), 4:0 Linetty (90)

Widzów: 13 621

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Żółta kartka: Claasen

Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Szymon Pawłowski (90. Jan Bednarek), Kasper Hamalainen (68. Dawid Kownacki), Gergo Lovrencsics (62. Daylon Claasen) - Łukasz Teodorczyk

Piast: Jakub Szumski - Bartosz Szeliga, Kornel Osyra, Hebert, Adrian Klepczyński - Victor Nikiema - Radosław Murawski (70. Matej Izvolt), Gerard Badia (87. Rabiola), Łukasz Hanzel, Tomasz Podgórski - Ruben Jurado (82. Wojciech Kędziora)