Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Żegnaj Doktorze Jurku!

włącz .

Od 21 lutego 2014 roku, czyli od dwóch dni nie ma wśród nas doktora Jerzego Danielewicza. Piłkarze poznańskiego Lecha, kierownictwo Kolejowego Klubu Sportowego i sztab szkoleniowy, a także kibice dobrze pamiętają Go z drugiej połowy lat siedemdziesiątych, kiedy pojawił się w Poznaniu trener Jerzy Kopa, osiemdziesiątych i potem początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Był lekarzem futbolistów. Rzetelnym, konkretnym chirurgiem, który trafił do nich z dobrze notowanego kolejowego szpitala przy Orzeszkowej. Był też świadkiem narodzin wielkiego Lecha: zdobycia w 1982  roku  pierwszego Pucharu Polski, w 1983 roku pierwszego tytułu mistrzowskiego, w 1984 r. jedynego dubletu (mistrzostwo i Puchar Polski), w 1988 r. trzeciego zwycięstwa w finale PP plus mistrzowskich tytułów w 1990, 1992 i 1993 roku. Czyli – co tu dużo mówić - najwspanialszego okresu w dziejach kolejowego klubu.

Współpracował z takimi trenerami jak ten, który po trofea sięgał najczęściej czyli bliski muWojciech Łazarek, jego prawa ręka Włodzimierz Jakubowski, Leszek Jezierski i Jacek Machciński, Bronisław Waligóra, Grzegorz Szerszenowicz, Henryk Apostel,  Jerzy Kopa i Andrzej Strugarek, Roman Jakóbczak, Roman Łoś. Z pozostałych najbliższy był mu wieloletni kierownik drużyny Mirosław Jankowski, a także inni: kierownik sekcji piłkarskiej, nieżyjący już Andrzej Mroczoszek, prezesiBogdan Zeidler, Hilary Nowak i Stefan Antkowiak.

Wielkopolanin. Urodzony w Ostrowie Wielkopolskim skąd jako uczeń szkoły podstawowej z rodzicami przeniósł się do Poznania. Poznałem Jurka w III Liceum Ogólnokształcącym przy Strzeleckiej. Tam wspólnie dane nam było przeżyć ciekawą drugą połowę lat pięćdziesiątych, w tym 28 Czerwca, Październik i Powstanie Węgierskie. Liceum świetnie zarządzał niezapomniany dyrektor Wacław Zembrzuski. Mieliśmy wielu wspaniałych nauczycieli. Maturę zdawaliśmy przed prawie 55 laty.  Choć przez 30 lat nie spotykaliśmy się to potem, do 2009  roku, najpierw co pięć lat. A od wspomnianego 2009 roku co trzy miesiące! Dlaczego? Czas mija szybko i – po prostu – jeszcze chcemy być z sobą.  

Życie nie rozpieszczało doktora Danielewicza. Swoją niezwykłą pracowitością wywalczył sobie pozycję jednego z najlepszych w licealnej klasie. Potem wybrał trudne studia medyczne. Zawsze starał się w pełni profesjonalnie wykonywać zadania, których realizację mu powierzano.

Wysoki, męski typ. Mocny w życiu i w pracy. Nie pasjonował się sportem w latach młodzieńczych, ale w wielkim Lechu wzorowo wypełniał swe powinności. To był także Jego Kolejorz.

Niestety okrutny, złośliwy nowotwór brutalnie zaatakował go w trzech minionych miesiącach ze wszystkich stron. Na opłatkowym spotkaniu Rodziny Kolejorza, 18 grudnia 2013 roku pojawił się z młodszym synem Pawłem. Już wiedział dobrze o swojej bardzo ciężkiej chorobie. Jego wspaniała małżonka Danuta pożegnała się z ziemskim padołem około dwa i pół roku temu. Mieszkał sam, ale do końca mógł liczyć na wsparcie córki Anny i obydwu synów, w tym także starszego z nich – Macieja. Nie mógł prawie nic jeść, choć kiedyś lubił spożywać soczyste mięsiwo, a szczególnie golonki i nie stronił od mocnych alkoholi. Niemal do końca oglądał telewizję. Niezmiernie cieszyły go olimpijskie sukcesy Polaków w zimowych igrzyskach w Soczi.

We wtorek, 25 lutego br. planowaliśmy z kolegami z Eki Maturalnej odwiedziny Jurka w jego mieszkaniu w Swarzędzu. Los chciał inaczej. Z Jurkiem spotkamy się w najbliższy wtorek, ale już o godz. 13.30 na cmentarzu w Swarzędzu-Gortatowie przy ulic Cmentarnej. Odszedł od nas o około piątej rano w miniony piątek. Nie był świadkiem upokarzającej porażki piłkarzy Lecha w Szczecinie…

Żegnaj Doktorze Jurku! Cześć Twojej pamięci. A Twoim Dzieciom oraz najbliższych przekazujemy wyrazy szczerego współczucia.

Andrzej Kuczyński

Rysunek autorstwa Jarka Czyża pochodzi z "Alfabetu Lecha Poznań". Postać doktora Danielewicza jest tam przedstawiona.