Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wiosna Lecha: teraz albo nigdy

włącz .

Jeżeli Lech w tym roku nie zdobędzie mistrzostwa, wykorzystując zawirowania w obozie największego rywala, w przyszłości może się to okazać niewykonalne. Na plus Lecha działa bardzo dobre – jak się wydaje – przygotowanie do rundy wiosennej. Na minus –osłabienie drużyny po odejściu „Murasia” i „Ślusarza”. Niezależnie od przyczyn rozstania się ich z klubem i tego, czy doczekają się oficjalnego podziękowania za wszystko, co zrobili dla Lecha, wdzięczność są im winni kibice. Póki co – portrety tych zasłużonych piłkarzy ciągle dekorują klubowe wnętrza.

Z Warszawy docierają wieści o nieciekawej atmosferze w obozie Legii. Drużyna stała murem za Janem Urbanem. Rozstanie się z nim było dla większości zawodników traumą, podobno nie wszyscy doszli już do równowagi, ciągle wspominają ulubionego szkoleniowca, pod kierunkiem którego odnieśli sukcesy. Jego następca to wielka niewiadoma, postać wielce tajemnicza, nie przez wszystkich zaakceptowana. Długo potrwa, zanim zaskarbi sobie sympatię zawodników i przekona ich, że na Łazienkowskiej będzie „jak w Premier League”. Wystarczy jedno, drugie potknięcie, by sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. W Warszawie rośnie balon oczekiwań, ale różowo nie jest, skoro wielką rangę nadano pozyskaniu 16-latka, którego nie chcieli w Poznaniu, bo to człowiek o skomplikowanej osobowości.

Także w Lechu atmosfera nie jest idealna. Pożegnanie takich postaci, jak Rafał Murawski i Bartek Ślusarski nie mogło przejść bez echa. Do ostatniej chwili ich koledzy liczyli, że jednak wrócą do drużyny. Nic z tego. Dowiedzieli się, że mogą sobie szukać klubu. Prezes Lecha bardzo by chciał, by zeszli z klubowego budżetu, a szczególnie „Muraś” pobiera w Poznaniu godziwe pieniądze. Nie bardzo mu zależy na rezygnacji z nich. Władze klubu mogą się więc przeliczyć.

Wydaje się, że w Lechu ciągle priorytetem jest szukanie oszczędności. Nie widać determinacji w dążeniu do sportowego sukcesu. To może się zemścić. Nie trudno dostrzec, że w klubie piłkarskim sukces sportowy ma bezpośrednie przełożenie na finansowy. To ostatni moment na przegonienie Legii w wyścigu po mistrzowski tytuł, a w konsekwencji w walce o Ligę Mistrzów. W Warszawie, w przeciwieństwie do Poznania, determinację widać, i to bardzo. Jeśli uda się w tym roku, Legia może stać się siłą, którą trudno będzie w najbliższych latach dogonić.

Lechowi pozostanie rola ligowego średniaka. To będzie równoznaczne z regresem, bo w Poznaniu kibice nigdy nie zadowalają się byle czym, zawsze myślą o największej puli, za nic mają takie wartości, jak biznesowa oszczędność, finansowa równowaga, ostrożność. One kłócą się z tym, czym żywi się piłka – z emocjami, żądzą zwycięstw i szybkich sukcesów, bezgraniczną miłością do własnego klubu. Tu nie ma miejsca na długofalowe planowanie, szacowanie zysków w perspektywie iluś lat. To nie ten świat. Każda zapowiedź cięcia kosztów zniechęca kibiców do kupowania biletów. To dobre warunki dla kogoś, kto chce po prostu przetrwać, bezpiecznie przeczekać nie martwiąc się, że atmosfera wokół klubu „siada”.

Jedyna nasza nadzieja na tę wiosnę to sportowa klasa drużyny. Wydaje się, że jest do sezonu przygotowana o wiele lepiej niż w poprzednich rundach. Piłkarze czują się mocni, są pewni własnej klasy. – Jesteśmy gotowi do rundy wiosennej, przechodzimy jeszcze ostatnie szlify. Wszystko wydaje się nam sprzyjać, nawet pogoda pozwalająca trenować na własnych obiektach. Sparingi okazały się wartościowymi sprawdzianami, potwierdziły naszą formę. Nie byłem naocznym świadkiem wydarzeń w Jarocinie. One miały na nas wpływ, ale to już historia. Czuję się lepiej niż jesienią. Jeśli zdrowie dopisze, dopiero teraz pokażę pełnię swych możliwości – mówi Szymon Pawłowski.

Karol Linetty: – Atmosfera w zespole jest wyśmienita. Ciężko pracowaliśmy i nie możemy się doczekać początku rozgrywek. Mecze w kadrze podbudowały mnie mentalnie, nabrałem pewności siebie. Mówi się, że naszym największym przeciwnikiem jest Legia, ale tak powinniśmy traktować każdą drużynę, z którą się mierzymy. Brakuje mi mentora, czyli Rafała Murawskiego, który był moim „tatą”. Postaram się robić swoje, nie przynieść mu wstydu. Czy to będzie moja wiosna? Przekonamy się.

Maciej Gostomski: – Nie wiem, czy będę podstawowym zawodnikiem, zadecyduje o tym trener. Wszyscy jedziemy na jednym wózku. Nie ma znaczenia, kto wyjdzie na boisko. Wszystkim zależy na zwycięstwach Lecha. Czuję, że jestem dobrze przygotowany do rozgrywek. Ostatnie lata pokazały, że nie ma w lidze drużyn, które wszystko wygrywają. Każdego można pokonać. Poziom się wyrównuje. Jestem jednak przekonany, że teraz jesteśmy bardzo silni. Wcześniej nie pokazywaliśmy się tak korzystnie w grach kontrolnych. Powinno być dobrze. Trzeba wygrać pierwszy mecz, a potem pójdzie z górki.

Także trener Mariusz Rumak wierzy w siłę swego zespołu i cieszy się, że problemy z kontuzjami, jakie wystąpiły jesienią, to już przeszłość. Wszystko wskazuje, że kadra zespołu jest zamknięta, ale trener podkreśla, że dopóki okienko transferowe jest otwarte, wszystko może się zdarzyć. Zawsze też można sięgać po najlepszych piłkarzy z drużyny rezerw. – Czas pokaże i liga zweryfikuje, czy „afera jarocińska” będzie miała wpływ na postawę drużyny. Nie ma sensu do tego wracać. Mamy 23 zdrowych piłkarzy w kadrze, oni rywalizują, by wejść do pierwszego składu i zapewnić Lechowi zwycięstwa – mówi trener.

W Lechu pozostał tylko jeden klasyczny napastnik (nie licząc młodzieży), ale trener podkreśla, że w każdym spotkaniu na tej pozycji wystąpi co najmniej jeden zawodnik. – Mogę uznać, że napastnikiem zostanie Daylon Claasen. W Lechu wszyscy muszą bronić, wszyscy atakują, pierwszym napastnikiem jest bramkarz – dodaje trener.

Józef Djaczenko