Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W kibicach wiosna nadziei nie budzi

włącz .

Dziś już nie ma wątpliwości, że pierwszy mecz w nowym roku Lech zacznie w słabszym składzie niż przed zimową przerwą. Klubowi udało się pozbyć najbardziej kreatywnych zawodników – Jevticia i Amarala. Nie udało się natomiast pozyskać nikogo. Kibice czują się zniechęceni, dają temu wyraz.

Władze klubu potwierdzają, że krok od Lecha jest Dani Ramirez, Hiszpan będący do tej pory najlepszym zawodnikiem jednego z najsłabszych ligowych zespołów – ŁKS-u. Łódzki klub pozyskał go ze Stomilu Olsztyn grając jeszcze na zapleczu ekstraklasy. Piłkarz rozwinął skrzydła krótko po rozpoczęciu występów na wyższym poziomie. Nikt jednak nie przewidzi, czy potrafi zastąpić Jevticia. Pewne jest tylko to, że z powodu kartkowej dyskwalifikacji w pierwszej kolejce nie zagra.

Lech będzie więc musiał w sobotę, w spotkaniu przeciwko Rakowowi Częstochowa poradzić sobie z młodzieżą na pozycji nr 10. Nie wiemy, czy trener postawi na Modera, czy na Marchwińskiego. Prawdopodobnie jeden będzie zmiennikiem drugiego, kolejność pojawienia się ich na boisku można ustalić rzutem monety. W kolejnym spotkaniu Ramirez, o ile zaliczy testy medyczne, zagra już w pierwszym składzie.

Lech ma poważniejszy problem – brak prawego obrońcy. Ciągle walczy o pozyskanie od razu Alana Czerwińskiego, zakontraktowanego dopiero na nowy sezon. Wydaje się, że ten bój jest beznadziejny, bo prezes Zagłębia Lubin ani myśli godzić się na warunki Lecha. W klubie z prywatnym właścicielem, a nie należącym do spółki skarbu państwa, łatwiej byłoby o racjonalne decyzje. Może się zdarzyć, że Zagłębie ani nie zarobi, ani nie będzie mogło w pełni korzystać z piłkarza, ale widać w Lubinie ważniejsze jest wstawanie z kolan.

Władze klubu zapewniają, że brak Czerwińskiego wymusi sprowadzenie wiosną nowego zawodnika. Brzmi to mało poważnie i pokazuje prawdziwy stosunek właścicieli Lecha do sportowych wyników. W jednym z wywiadów wiceprezes do spraw sportu stwierdził, że to, co dzieje się teraz ma mniejsze znaczenie, bo wszystko będzie się rozstrzygać w kwietniu i maju. Kibicom trudno zrozumieć takie podejście. Jak można odpuszczać wyniki, czekać na jakiś mityczny kwiecień? Wygrywać trzeba zawsze, zwłaszcza na początku rozgrywek. To musi być priorytetem. W klubie piłkarskim nastawianie się na wygrywanie za jakiś czas to patologia.

Na co Lech czeka? Na co liczy? Dlaczego wszystko jest ważniejsze niż zwycięstwa? W profesjonalnym klubie nikt by sobie nie pozwolił na ryzyko posiadania tylko jednego klasowego napastnika. Tu dopuszczalne jest wszystko. Możliwa jest ekstrawagancja jeszcze większa niż zmieniająca się co pół roku strategia budowy drużyny. Latem klub ogłosił sprowadzanie tylko graczy młodych, traktujących pobyt w Poznaniu jako szansę na sukces. Teraz słyszymy o zainteresowaniu 30-letnim Hiszpanem dającym z siebie wszystko nad Zatoką Perską.

Przez wszystkie dekady kibice Lecha nie mogli doczekać się wiosennego wznowienia rozgrywek. Teraz nastąpiło dziwne wynaturzenie – Lech nikogo nie porywa. Było to widać w niedzielę na placu Wolności i słychać w poniedziałek wieczorem w radiu Poznań. Prezes Karol Klimczak zgodził się na zadawanie mu pytań na żywo. Brawo za odwagę, przecież nie mógł się nie spodziewać, że dzwoniący do studia będą mu ironicznie dziękować za zrobienie z Lecha klubu-memu i żądać podania się do dymisji.