Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nieskuteczność? Raczej nieudolność

włącz .

Zadziwiające szczęście ma Arka Gdynia, a zwłaszcza jej bramkarz Steinbors, do meczów z Lechem. Potrafi ratować punkty mimo miażdżącej przewagi Kolejorza. Nawet osłabienie liczebne rywala nie wystarczyło mu do zwycięstwa. Jesień kończy z niedosytem i bez wielkich nadziei w lepszą przyszłość.

Tylko niecałe pół godziny Arka miała na boisku 11 piłkarzy. I tylko wtedy Lech grał nieźle. Atakował wprawdzie dość schematycznie, ale wystarczyło przyspieszyć, by stworzyć okazje bramkowe. Od włos od gola był strzelający prawą nogą Jevtić. Fantastyczny strzał oddał Jóźwiak. W obu przypadkach gości świetnymi interwencjami ratował Steinbors.

Wreszcie dobrym podaniem Muhar uruchomił Puchacza. Skrzydłowy był metr od pola karnego, wychodził sam na sam z bramkarzem, gdy nieprzepisowo zatrzymał go Zbozień. Czerwona kartka była w zasłużona. W tym momencie Lech stracił koncept. Nie atakował już płynnie, raczej się miotał, nie miał pomysłu na zawiązywanie akcji. W dodatku niepewnie grał w obronie i… stało się. Osłabiona Arka zaskoczyła go dość przypadkową akcją, po której beznadziejnie zachował się Crnomarković. Działo się to tuż przed przerwą.

Można było się spodziewać, że w przerwie trener Żuraw przemebluje zespół, ustawi go ofensywniej, zrezygnuje z co najmniej jednego gracza defensywnego. Na boisko wyszła niestety ta sama drużyna, w dodatku równie nieporadna. Dopiero po 10 minutach trener zamienił bezproduktywnego Muhara na kreatywnego Amarala. Kolejny raz trwonił jego potencjał. Piłkarz o dużych umiejętnościach odpoczywał, a grali ludzie wcale nie lepsi od zawodników Arki.

Najbardziej kibicom Lecha zalazł za skórę Jakub Moder. Oddał rekordową liczbę strzałów, a wszystkie były nieudane. Decydował się na uderzenie nawet gdy szanse powodzenia były zerowe. Gwizdy publiczności wydawały się nie robić na nim wrażenia. Niewiele dawał drużynie Puchacz. Za to Amaral szybko zrobił różnicę. Pierwszy jego doskonały, groźny strzał Steinbors z trudem wybił na róg. Jeszcze więcej kłopotów miał przy mocnym i celnym uderzeniu z dystansu. Znów ratował się wybiciem na róg, a po nim Satka z bliskiej odległości wepchnął piłkę do bramki.

Były szanse odnieść zwycięstwo. Lech denerwował publiczność długą, jałową grą po obwodzie, ale od czas udo czasu wchodził w pole karne i było groźnie. Co najmniej siedem razy Steinbors uratował swą drużynę. Trener wprowadził do gry drugiego napastnika – Tomczyka. A właściwie pierwszego, bo Gytkjaer tylko udawał, że przebywa na boisku. Młody gracz mógł w kilka minut ustrzelić hat tricka. Zabrakło mu szczęścia, spokoju, umiejętności. Jego strzały były niecelne.

Denerwujące były ostatnie minuty, gdy zamiast przyspieszyć grę, przedostać się pod bramkę Arki, Lech grał spokojnie, podaniami, jakby z obawą przed kompromitacją. Nie dość, że Steinbors obronił wiele groźnych strzałów, to zwalnianiem gry, przetrzymywaniem piłki oszczędził mnóstwo czasu. Sędziemu jego ostentacyjne kradzenie minut nie wadziło, nie reagował. Natomiast Dariusz Żuraw nie reagował na schematyczną grę swej drużyny, na powtarzające się nieudane zagrania.

Lech Poznań – Arka Gdynia 1:1 (0:1)

Bramki: Ľubomír Šatka 74 - Fabian Serrarens 45
Lech: Mickey van der Hart, Ľubomír Šatka, Tomasz Dejewski, Djordje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz, Kamil Jóźwiak, Jakub Moder (77 Paweł Tomczyk), Karlo Muhar (55 Joao Amaral), Darko Jevtić, Tymoteusz Puchacz (82 Jakub Kamiński), Christian Gytkjaer.
Arka: Pavels Steinbors, Damian Zbozień, Luka Marić, Frederik Helstrup, Adam Marciniak, Mateusz Młyński (Jakub Wawszczyk), Marko Vejinović, Marcin Budziński (29 Adam Danch), Michał Nalepa (90 Azer Busuladzić).
Żółte kartki: Puchacz, Crnomarković - Helstrup.
Czerwona kartka: Damian Zbozień (24. minuta, Arka, za faul taktyczny).