Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech awansował w Pucharze Polski. Jest o dwa mecze od finału

włącz .

Mickey van der Hart zapewnił Lechowi awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Bronił fantastycznie. Jego kolegom wystarczyły dwa zrywy, dwa gole, by wypunktować Stal ze Stalowej Woli. Kolejorz zagrał bardzo źle, w niczym nie tłumaczy go katastrofalny stan boiska. Przeciwnik przez większą część meczu miał dużą przewagę, był jednak nieskuteczny.

Ujemna temperatura, zamrożone wertepy udające boisko w Boguchwale – w takich warunkach Lechowi przyszło grać mecz Pucharu Polski przeciwko Stali Stalowa Wola. Trener Dariusz Żuraw nie chciał, by jego zawodnicy ryzykowali kontuzję, wolał uniknąć tego spotkania, ale zapadła decyzja, że zostanie ono rozegrane. Lech zapraszał rywala na Bułgarską pokrywając koszty wyprawy do Wielkopolski, nie znalazło to niestety akceptacji.

W eksperymentalnym składzie Lech wyszedł na ten mecz, z Kamińskim na prawej obronie, Moderem u boku Tiby na środku boiska, Marchwińskim na rozegraniu, Amaralem i Puchaczem wspierającymi ze skrzydeł Gytkjaera, Crnomarkoviciem i Dejewskim na środku obrony.

Minęło półtorej minuty, gdy stało się oczywiste, że gospodarze niczym Lecha nie zaskoczą. Już pierwsza akcja ofensywna Lecha przyniosła mu gola, po zagraniu Gytkjaera na lewą stronę i precyzyjnym lobie pozostawionego bez opieki Puchacza. Piłka wpadła w narożnik, za kołnierz bramkarzowi. W pierwszej fazie meczu Lech dominował, więc złe boisko nie było atutem Stali. Nie wolno jej jednak było lekceważyć, bo szybko potrafiła poważnie zagrozić po stałym fragmencie gry.

Po kwadransie gospodarze przestali walczyć z tremą i boiskiem, a zaczęli z Lechem. Mecz niespodziewanie się wyrównał. Stal dochodziła do dobrych sytuacji, kilka razy była blisko gola, sytuację musiał ratować van der Hart. Mnożyły się rzuty rożne dla Stali, która w przeciwieństwie do Lecha nie uspokajała gry lecz bez zwłoki kierowała piłkę na połowę Lecha. Próby kontrataków były nieudane. Gościom brakowało zdecydowania, a przede wszystkim dokładności w rozegraniu.

Im dłużej trwał mecz, tym więcej do powiedzenia miała agresywna Stal. Tylko ona grała w piłkę. Momentami spotkanie zamieniało się w starcie van der Harta z ofensywnymi graczami z Podkarpacia. Lech sprawiał wrażenie stłamszonego, niepewnego siebie. Musiał zapomnieć o finezji i walczyć, a z tym były problemy. Brakowało zdecydowania w pojedynkach, jakby najważniejsza była chęć uniknięcia kontaktu z podłożem. Stało się jasne, że jeżeli sposób gry się nie zmieni, bardzo trudno będzie utrzymać prowadzenie.

Niestety, druga połowa zaczęła się dokładnie tak samo. Już w pierwszych minutach van der Harta musiał dwukrotnie ratować swoją drużynę. Próby wyjścia przez Lecha z kontratakiem były fatalne, kończyły się niecelnym podaniami i natychmiastowym powrotem piłki pod pole karne, a po chwili rzutem rożnym, bo obrońcy Kolejorza raz po raz ratowali się bezładnym wybijaniem piłki poza boisko.

Jedynym efektem niemrawych ataków Lecha było kilka rzutów rożnych, gdy Stal wykonywała ich kilkanaście. Miała przewagę w środku boiska, wykorzystywała zwyczajne lenistwo pomocników przeciwnika, którzy spacerowali, w najlepszym wypadku truchtali. Po 20 minutach trener Żuraw zareagował wpuszczając na plac gry Muhara, którego zadaniem było rozbijanie akcji „Stalówki”. Była i druga zmiana: Satka, czyli prawdziwy obrońca zastąpił udawanego – Kamińskiego. I już po chwili Lech dowiódł, że futbol bywa okrutny. Stal strzelała i strzelała, była blisko wyrównania, ale wystarczyło jedno wejście Tiby w pole karne, podanie wzdłuż linii bramkowej, a Dejewski z bliska, bez problemu wbił piłkę do siatki.

Dopiero wtedy Lecha było stać na odrobinę pewność siebie, swobodniejsze granie piłką. Szkoda, że tylko na chwilę. Stal otrząsnęła się i ponownie zaatakowała wykorzystując słabą postawę obrońców. Crnomarković dawał się drugoligowcom ogrywać jak dziecko. Kiedy wydawało się, że musi wreszcie paść gol dla gospodarzy, na posterunku był van der Hart. I tak do samego końca.

Stal Stalowa Wola – Lech Poznań 0:2

Bramki: Tymoteusz Puchacz 2, Tomasz Dejewski 69.

Żółte kartki: Stelmach – Crnomarković

Stal: Krystian Kalinowski, Michał Mistrzyk (79 Kacper Śpiewak), Piotr Mroziński, Krzysztof Kiercz, Szymon Jarosz, Bartosz Sobotka, Przemysław Stelmach, Łukasz Pietras (75 Filip Wójcik), Bartłomiej Ciepiela (67 Michał Płonka), Michał Fidziukiewicz, Robert Dadok.

Lech: Mickey van der Hart, Jakub Kamiński (68 Lubomir Satka), Tomasz Dejewski, Djordje Crnomarković, Wołodymyr Kostewycz, Joao Amaral (66 Karlo Muhar), Jakub Moder, Pedro Tiba, Filip Marchwiński, Tymoteusz Puchacz, Christian Gytkjaer (75 Paweł Tomczyk).