Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pewne zwycięstwo Lecha w Płocku

włącz .

Przeciwnik był zaskakująco słaby, więc Lech nie musiał wielce się wysilić, by go pokonać. Grał pewnie i spokojnie, momentami po profesorsku, wykorzystał umiejętności Amarala, żywiołowość Puchacza, klasę Tiby, zmysł Gytkjaera. To kolejny mecz Lecha bez straty bramki i być może początek zwycięskiej serii.

Wiadomo było, że Robert Gumny w tym meczu nie zagra, ale były nadzieje, że zdąży wyzdrowieć Kamil Jóźwiak. Nie pojechał jednak do Płocka, na prawej obronie zastąpił go Lubomir Satka, zaś w miejsce Słowaka na środku defensywy pojawił się Tomasz Dejewski. Tym razem trener postąpił jak nie on: wystawił od początku Amarala, pozostawił na ławce wszystkich wychowanków oprócz Tymoteusza Puchacza.

Z dużą pewnością siebie, ale i mało produktywnie zaczął Lech ten mecz. Cierpliwie budował akcje, wymieniał piłki w środku boiska, przed polem karnym Wisły grał po obwodzie. Zagrożenia w tym było tyle, co nic – dwa niecelne strzały. Gospodarze z łatwością rozbijali te niemrawe ataki. Próbowali wychodzić z własnej połowy szybkimi atakami. Nie wychodziły im one, kończyły się stratami po niecelnych podaniach. Gra toczyła się głównie w środku boiska.

Lech miał grać pressingiem, zapowiedział to trener przed meczem. Kilka razy próbował naciskać, ale niewiele z tego wychodziło. Dopiero po pół godzinie gry udało się odebrać rywalom piłkę przed ich polem karnym. Amaral precyzyjnie zagrał na lewą stronę na dobieg do rozpędzającego się Puchacza, a młody gracz popisał się doskonałym strzałem w „okienko” i Lech w gościnie prowadził. To było pierwsze celne uderzenie Kolejorza w tym spotkaniu.

O ile do tej pory Lech grał spokojnie i pewnie, to teraz jego panowanie na boisku było niekwestionowane. Starał się być jak najczęściej przy piłce, nie koniecznie kierując ją w kierunku bramki przeciwnika. Były i próby ataku, ale więcej widzieliśmy chęci przetrwania przy korzystnym wyniku, zniechęcenia przeciwnika. Wisła grała zaskakująco ospale, ostrożnie, była nieskoordynowana. Aż się prosiło, by zamknąć mecz drugą bramką. Lecha satysfakcjonowało trzymanie piłki poza zasięgiem rywala.

Lech przyzwyczaił już nas do tego, że po przerwie lubi zamienić się z przeciwnikiem rolami. Miał przewagę, więc odda pole Wiśle – na to się zapowiadało w pierwszych minutach drugiej połowy. To gospodarze starali się być jak najwięcej przy piłce, wymieniać podania przedostając się pod bramkę van der Harta. Na długo wytrwałości im nie wystarczyło. Lech wrócił do poprzedniego grania, choć mecz nie był już tak jednostronny, Wisła nie czekała biernie na rozwój wydarzeń. Więcej okazji bramkowych miał Lech, który jednak nadal nie oddawał celnych strzałów.

W 71 minucie powinno być po meczu, znów po świetnej akcji Amarala, który wyprowadził Gytkjaera na równie dobrą pozycję, jak przed przerwą Puchacza. Duńczyk strzelił nie pod poprzeczkę, ale dołem, dał niemieckiemu bramkarzowi Wisły wykazać się i zamiast gola był tylko rzut rożny. W odpowiedzi groźniej wreszcie zaatakowali gospodarze, którym przypomniało się, że grają na własnym stadionie. Aż do końca Lech musiał bronić się przed naporem Wisły. Niewiele brakowało, by stracił prowadzenie, bo dość nieporadnie wyprowadzał piłkę ze strefy zagrożenia.

Wystarczyło jedno dalekie wybicie van der Harta, by pikę przejął Tiba, podał do Gytkjaera, a ten, choć był prawie nieobecny na boisku, i tak strzelił gola. W ten sposób Lech wygrał 2:0 po mało porywającym meczu. Wykorzystał słabość przeciwnika i umiejętności swych najważniejszych piłkarzy – Tiby, Amarala, Puchacza, Gytkjaera. Słabiej niż zwykle grał Jevtić, a Satka okazał się gorszym bocznym obrońcą niż środkowym.

Wisła Płock – Lech Poznań 0:2 (0:1)

Tymoteusz Puchacz 33, Christian Gytkjær 90
Żółte kartki: Kuświk - Kostewycz, Puchacz.

Wisła: Thomas Daehne, Cezary Stefańczyk, Michał Marcjanik, Alan Uryga, Damian Michalski, Giorgi Merebaszwili, Damian Rasak, Dominik Furman, Mateusz Szwoch (63 Grzegorz Kuświk), Piotr Tomasik (73 Suad Sahiti), Ricardinho, (82 Olaf Nowak).

Lech: Mickey van der Hart, Lubomir Satka, Tomasz Rejewski, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz, Joao Amaral (89 Jakub Moder), Karlo Muhar, Pedro Tiba, Darko Jevtić (84 Filip Marchwiński), Tymoteusz Puchacz (77 Jakub Kamiński), Christian Gytkjaer.