Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mistrz Polski na kolanach

włącz .

Ledwo 8 tysięcy widzów zjawiło się w zimny wieczór przy Bułgarskiej. Wiara, że można ograć Piasta Gliwice była wśród kibiców niewielka. Lech jednak zaprzeczył tezom, że nie radzi sobie z mocniejszymi rywalami i że słabo prezentuje się po reprezentacyjnych przerwach. Łatwo ograł dużo wyżej notowanego przeciwnika.

Piast Gliwice zanotował piękną serię ośmiu meczów bez porażki. Natomiast Lech nie wygrał czterech kolejnych spotkań. Obie serie zostały przerwane. Pojedynek zaczął się spokojnie. Piast grał pewnie, nie mylił się w rozgrywaniu swych akcji, ale i nie nacierał zbyt energicznie. Potrafił sprawie wymieniać piłkę, gubić zawodników gospodarzy, z czego na szczęście dla Lecha nic groźnego nie wynikało.

Lech bardziej się starał w ofensywie. W pierwszej połowie wykonał aż osiem rzutów rożnych przy tylko jednym Piasta. Podania Kostewycza nie docierały do Gytkjaera, akcję za akcją marnował aktywny, ale rozkojarzony i chaotyczny Puchacz. Jak profesor grał za to Jóźwiak, mijał przeciwników, obsługiwał kolegów. Błędem Lecha było zbyt wolne rozgrywanie piłki, mała liczba akcji na jeden kontakt lub bez przyjęcia. W ten sposób trudno było zaskoczyć uważną defensywę gości. Nie miała ona problemów z przecinaniem lub przejmowaniem podań.

Niewiele brakowało, by gola podarował Piastowi Karlo Muhar. Ten powszechnie krytykowany zawodnik precyzyjnym prostopadłym podaniem obsłużył Parzyszka. Napastnik z Gliwic nie skorzystał z tego prezentu, van der Hart obronił jego kiepski strzał. To nie był jedyny w tym meczu błąd Chorwata. Wyróżniał się też zwalnianiem akcji, bezpiecznym podawaniem w bok lub do tyłu. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowo, w polu karnym sfaulowany został Tiba, a Gytkjaer pewnym strzałem z 11 metrów strzelił swego dziewiątego gola w sezonie.

Kto się spodziewał szarży Piasta po przerwie, mógł być zdziwiony. Obraz spotkania nie zmienił się. Goście grali płynnie, łatwo zdobywali teren, co nic im nie dawało, bo strzałów nie mieli prawie wcale. Lech natomiast atakował bardziej żywiołowo, miał okazje bramkowe. Miał też Gytkjaera. Kostewycz popisał się doskonałym podaniem, a Duńczyk celnym strzałem głową wyszedł na pozycję lidera ligowych strzelców.

Zwycięstwo stało się bardzo prawdopodobne, ale przyszły i złe momenty, gdy trzeba było zmienić kontuzjowanych zawodników, najpierw Gumnego, a potem Jóźwiaka. Obaj doznali urazów kolana. „Guma” i tak by nie grał w następnym meczu, bo zobaczył czwartą w sezonie żółtą kartkę. Uraz „Józia” wyglądał nieciekawie. Sztab szkoleniowy Lecha z niebojem czeka na wyniki badań, bo młody skrzydłowy to teraz najlepszy ofensywny zawodnik Lecha. Na boisko weszli Dejewski i Klupś.

Na ostatni kwadrans trener odkurzył Amarala, który zaczyna już zapominać, jak to jest wstawać z ławki rezerwowych. Żuraw wolał korzystać z juniorów, nawet gdy trzeba było usilnie dążyć do zmiany wyniku. Teraz przekonał się, jakie to było marnotrawstwo. Wystarczyła jedna portugalska akcja, by definitywnie zamknąć mecz. Tiba podał na lewo do Amarala, ten spokojnie przyjął piłkę i precyzyjnie posłał ją do siatki obok bramkarza. Żaden wychowanek Kolejorza takiego luzu nie ma. Portugalczyk przez krótki czas dał drużynie dużo więcej niż przez niemal cały mecz aktywny, ale tracący raz za razem piłkę Puchacz.

Lech Poznań – Piast Gliwice 3:0 (1:0)
Bramki: Christian Gytkjær 45 (k), 56, João Amaral 90
Żółte kartki: Gumny, João Amaral - Sokołowski, Korun, Rymaniak, Kirkeskov.
Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny (66 Tomasz Dejewski), Lubomir Satka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz, Kamil Jóźwiak (81 Tymoteusz Klupś), Karlo Muhar, Pedro Tiba, Darko Jevtić, Tymoteusz Puchacz (73 João Amaral), Christian Gytkjaer.
Piast: Frantisek Plach, Bartosz Rymaniak, Uros Korun, Piotr Malarczyk, Mikkel Kirkeskov, Sebastian Milewski (78 Martin Konczkowski), Patryk Sokołowski, Marcin Pietrowski, Jorge Felix, Gerard Badia (54 Patryk Tuszyński), Piotr Parzyszek (62 Dominik Steczyk).