Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jacek Rutkowski podzielił się Lechem. Z rodziną

włącz .

Jak oficjalnie poinformował Lech Poznań na swej stronie internetowej, akcje klubu, warte 2,1 miliona zł, objęli Piotr i Maja Rutkowscy, dzieci Jacka Rutkowskiego, dotychczas jedynego właściciela. Przekazuje on w ten sposób własność następnemu pokoleniu. Klub będzie miał charakter rodzinny. Dobra to dla kibiców wiadomość czy zła? Z jednej strony dobra, bowiem organizacyjnie klubowi nic nie grozi, nie podzieli losu Polonii Warszawa, czy Wisły Kraków. Z drugiej strony nic nie zapowiada jakościowej zmiany na dobre. Lechowi brakuje nie tylko wyników na swoją miarę, ale i strategii rozwojowej, pomysłów na lepszą przyszłość.

Jacek Rutkowski, właściciel holdingu Amica przejął Lecha Poznań w 2006 roku z rąk osób władającym Stowarzyszeniem, bo w takiej formie klub funkcjonował. Jeszcze w latach 80. i 90 zdobywał mistrzowskie tytuły, grał w europejskich pucharach. Potem pojawiły się problemy organizacyjne. Bezpowrotnie stracił głównego sponsora, jakim niemal od początku istnienia była kolej. Po zmianie ustroju pozbywała się nie tylko klubów sportowych.

Przez długie lata klub utrzymywał się z tego, co otrzymywał od drobniejszych sponsorów i dzięki sprzedaży najlepszych piłkarzy. Talentów piłkarskich przy Bułgarskiej nigdy nie brakowało, znający się na futbolu działacze potrafi znaleźć zdolnych zawodników w innych klubach, sprowadzić ich do Poznania. Długa jest lista tych graczy, którzy musieli odejść, by klub nadal wiązał koniec z końcem.

W 2000 roku zakończył się 28-letni okres nieprzerwanej gry w ekstraklasie. Degradacja mogła nawet zakończyć historię Lecha Poznań. Zaczął się jeden z najgorszych momentów w dziejach Kolejorza. Piłkarską kadrę stanowiła młodzież nie mająca dużych oczekiwań finansowych. Wyniki były beznadziejne. Jednak od klubu nie odwrócili się kibice, a walkę o jego przetrwanie rozpoczęli trzej młodzi ludzie – Radosław Majchrzak, Radosław Sołtys, Michał Lipczyński. Sytuacja stała się stabilniejsza gdy udało się uzyskać opiekę poznańskiego samorządu, głównie ś.p. Macieja Frankiewicza, wiceprezydenta miasta.

Lech uniknął kolejnej degradacji, po roku wrócić do ekstraklasy. Ruszyła rozbudowa stadionu i przyszłość rysowała się w ciekawych barwach. Oczekiwania kibiców rosły, wciąż jednak brakowało strategicznego sponsora. Gdyby nie desperacja młodych ludzi z zarządu, którzy jakimś cudem uzyskiwali licencję na grę w ekstraklasie, ryzykowali własnym majątkiem, pukali po prośbie do wszystkich możliwych drzwi, nie byłoby obecnego Lecha. Dopiero w 2006 roku, gdy sytuacja wydawała się już beznadziejna, udało się porozumieć z właścicielem Amiki. Nastąpiła tzw. fuzja klubów. Ten z Wronek przejął nazwę, tradycję, pozostałe wartości niematerialne. Materialne miał własne.

Nowy Lech początkowo rozwijał się dobrze. Zdobył Puchar Polski, mistrzostwo, wspaniale pokazywał się w europejskich pucharach. Zdobycie biletu na nowy, 40-tysięczny stadion graniczyło niekiedy z cudem. Umiejętnie zbudowana została mocna drużyna, z gwiazdami, których Lechowi zazdrościła cała Polska. Dużo gorzej zaczęło mu się dziać, gdy nastąpiła zmiana prezesa, a zwłaszcza szefa działu sportu. Został nim syn właściciela, Piotr Rutkowski. Sytuacja była nietypowa. Jako syn właściciela miał najwięcej do powiedzenia, choć formalnie był tylko wiceprezesem.

Ekipie trenera Macieja Skorzy udało się jeszcze zdobyć tytuł w 2015 roku. Potem zaczęła się trwająca do dziś szamotanina. W błoto poszły miliony, bo klub sprowadzał niewłaściwych graczy, nie nastawiał się na dobre wyniki, nie wykorzystywał olbrzymiego potencjału, za nic miał oczekiwania fanów. Mogli już tylko pomarzyć o silnej drużynie sprzed kilku lat. Od 2009 roku żaden trener nie wypełnił kontraktu, wszyscy byli wyrzucani, gdy drużyna wpadała w kryzys. Dziś Lech jest na 9 miejscu w lidze, rzadko wygrywa. Bardzo trudno będzie mu się załapać do czołowej ósemki (ubiegły sezon zakończył na zaledwie 8 miejscu).

Nic nie wskazuje, by cokolwiek miało się poprawić. Klub ma akademię, wychowuje dobrych piłkarzy, potrafi zarobić na transferach. Nikt tu jednak nie ma pojęcia o budowaniu drużyny, w której młodzież pokazałaby swe walory, błysnęła także w Europie. Zapadają sprzeczne ze sobą decyzje, chaos trwa. Właśnie dowiedzieliśmy się, kto ten bałagan będzie firmować. Podobno przez długie lata.