Popis ofensywnej nieudolności

włącz .

Rozkład Lecha Poznań trwa. Już nawet najsłabsza ekipa w lidze, Korona Kielce jest zbyt mocna, by dał radę ją pokonać. Ledwo zremisował bezbramkowo bijąc głową w mur przez 90 minut, marnując wiele okazji bramkowych, psując bez liku akcji. To była fatalna promocja klubu wobec tysięcy zaproszonych na mecz uczniów w ramach akcji „Kibicuj z klasą”.

Po meczu trener Lecha i piłkarze mówili, że pierwsze 45 minut było najlepsze, jakie drużyna zagrała w tym sezonie. Skoro tak wyglądały najlepsze, to łatwo sobie wyobrazić te gorsze. Owszem, Lech przeprowadził kilka akcji na pełniej szybkości, stworzył wiele okazji bramkowych, ale wszystkie koncertowo zmarnował. Trzeba też wziąć pod uwagę, z jak marnym przeciwnikiem się mierzył.

Obecna Korona Kielce sprawia wrażenie grupy przypadkowo dobranych zawodników. Żaden z nich nawet nie umywa się umiejętnościami i piłkarskim potencjałem do piłkarzy Kolejorza. Taką drużynę łatwo zdominować. I Lech nie miał z tym większego problemu. Gorzej było z finalizacją akcji ofensywnych. Sam Jóźwiak miał dwie stuprocentowe okazje. W jednym przypadku źle trafił piłkę. W drugim najpierw błysnął świetnym podaniem do Tiby, który w idealnej sytuacji uderzył w bramkarza. Do odbitej piłki dopadł „Józiu” i zamiast ja opanować, huknął z całej siły wysoko nad bramkę.

Jóźwiak był nieskuteczny, ale kilka razy dobrze obsłużył kolegów. Nie potrafili z tego skorzystać. Najlepszą sytuację miał Gytkjaer. Doszedł do górnej piłki, skierował ją głową do bramki, ale tak pechowo, że odbiła się od desperacko interweniującego bramkarza. Korona Lechowi w tej części gry nie zagroziła ani razu. Jeżeli nawet wydostała się z głębokiej defensywy, zapędziła się pod pole karne van der Harta, to była tam bezradna.

W poprzednich meczach Lech zwykle grał słabo w pierwszej połowie, a dużo lepiej po przerwie. Można się było spodziewać, że drugie 45 minut będzie wygrane, gdy do ofensywnej gry dołączona zostanie skuteczność. Nic z tego, gospodarze zaprezentowali się dużo gorzej. Już nie atakowali z rozmachem. Słabli, z każdą minutą stawali się coraz bardziej nerwowi, jedna nieudolna akcja goniła drugą, mnożyły się złe podania i głupie straty. Trener nie pomagał drużynie zmianami. W meczu, w którym jego ekipa miała zdecydowaną przewagę, bardzo długo trzymał na boisku notorycznie mylącego się, nie mającego za grosz kreatywności, surowego technicznie, defensywnego Muhara.

Chorwata zdjął z boiska dopiero na ostatnie minuty, by Gytkjaer, któremu tym razem podań nie brakowało, miał w ataku partnera – Tomczyka. Wcześniej wymienił Puchacza na Marchwińskiego, ale młody zawodnik nic do gry tym razem nie wniósł, psuł akcje. Publiczność zadawała sobie pytanie: gdzie jest Amaral? Dlaczego piłkarz, którego umiejętności, nawet gdy brakuje mu rytmu meczowego, mogą się okazać na wagę złota – znów siedzi na ławce? Trener go nie lubi, nie ma do niego zaufania. Nie wykorzystał wszystkich zmian, nie pomyślał, by Portugalczyka wpuścić w miejsce któregoś ze zbędnych w takim meczu obrońców.

Po godzinie gry zniecierpliwieni kibice zaczęli nieudolne akcje Lecha kwitować gwizdami. I właśnie w tym momencie Kolejorz strzelił bramkę, podobną do tej w Szczecinie – z rzutu rożnego podał Jevtić, a Rogne wbił głową piłkę do siatki. Korona chciała rozpocząć grę od środka, ale trener skorzystał z sygnału VAR-u, obejrzał powtórkę i stwierdził, że Rogne pomógł sobie ręką. Piotr Lasyk nie miał dobrego dnia. Odgwizdywał urojone faule Lechitów, za to był zadziwiająco pobłażliwy dla gości, pierwszą żółtą kartkę pokazał im dopiero kilka minut przed końcem. Tolerował grę na czas.

W doliczonym czasie nie Lech, ale Korona przeszła do ofensywy i przy odrobinie szczęścia mogła sprawić sensację, bo Lech bronił się bojaźliwie i nerwowo. Jednak to Lech miał szansę zdobyć trzy punkty. Tuż przed końcem meczu wybitą do przodu „na aferę” piłkę przejął Tomczyk, kopnął w stronę bramki, po rykoszecie trafił w poprzeczkę.

Lech Poznań – Korona Kielce 0:0

Żółte kartki: Tiba – Radin

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Lubomir Satka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewyczm Tymoteusz Puchacz (67 Filip Marchwiński), Karlo Muhar (79 Paweł Tomczyk), Pedro Tiba, Darko Jevtić, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer.

Korona: Marek Kozioł, Mateusz Spychała, Ivan Marquez, Adnan Kovacević, Michael Gardawski, Andres Lioi (73 Ivan Jukić), Ognjen Gnjatić, Milan Radin, Marcin Cebula (87 Matej Pucko), Uros Duranović, Michal Papadopulos (79 Michał Żyro).

Widzów 22,2 tys.