Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech gości osłabioną Wisłę. Wreszcie wygra?

włącz .

Piłkarze Lecha zapominają, jak się wygrywa na własnym stadionie. W sobotę mają szansę na przełamanie, bo mierzą się z osłabioną Wisłą Kraków. Powinno pójść łatwiej niż z drużynami zajmującymi wysokie miejsca w tabeli, prowadzonymi przez dobrych trenerów. Jednak Wisła potrafi być nieobliczalna, a Lech ma najmłodszy zespół w lidze.

W ubiegłym sezonie nieszczęścia Lecha, czyli początek czarnej serii, po której klub zwolnił Ivana Djurdjevicia i zaczął się dogadywać z Adamem Nawałką, zaczęły się od domowego meczu z Wisłą. Lech prowadził 2:0. Amaral miał stuprocentową okazję na trzeciego gola. Spudłował, a Wisła zaczęła strzelać zadziwiająco łatwo. Do jej dorobku – pięciu bramek – samobójem dołączył się bombardier Lecha Gytkjaer.

Zapowiada się atrakcyjny dla kibiców mecz, bo Wisła to nie Cracovia, nie zamknie się na własnej połowie czyhając na kontry, nie będzie zwalniać gry symulowaniem ciężkich kontuzji. Prawdopodobnie będzie to otwarte, widowiskowe spotkanie, z dużą liczbą strzałów, z szybkimi akcjami z jednej strony boiska na drugą. Na niekorzyść gości zadziałają osłabienia, zwłaszcza w obronie – nie mogą grać Sadlok i Klemenz. Ostoją wiślackiej defensywy będzie Rafał Janicki, którego niedawno Lech się pozbył.

W Lechu sytuacja zdrowotna poprawia się. Drobny uraz wyleczył Pedro Tiba. Nie pojechał ostatnio do Zabrza, co trener przed spotkaniem przemilczał. Jak twierdzi – po to, by nie ułatwiać zadania szkoleniowcowi przeciwników. Tylko Thomas Rogne wykluczony jest z gry. Dariusz Żuraw nie zdradza, czy nadal będzie stawiać w obronie na Tomasza Dejewskiego, czy też skorzysta ze swego najdroższego letniego zakupu – Satki.

Ma też inny dylemat. Wystawiać młodego Modera, który błysnął w Zabrzu, czy nadal korzystać z zagranicznych pomocników? Od początku sezonu pierwszeństwo mają wychowankowie. Nie przekłada się to na razie na korzystne wyniki. Czy młody zespół ma szanse spełnić oczekiwania kibiców, czy też skazany jest na grę w kratkę, zwycięstwa nad słabszymi drużynami, porażki z tymi lepszymi? Trener twierdzi, że różnice w tabeli są znikome, a wszystko i tak rozstrzygnie się w fazie dodatkowej, wiosną. Tylko czy młodzi gracze, którzy wygryźli tych kupionych za niemałe pieniądze, staną na wysokości zadania?

– Nie wiemy, jak będziemy się w przyszłości prezentować. Wystarczy wygrać dwa-trzy mecze z rzędu, by znaleźć się w czołówce tabeli, jednak forma młodych piłkarzy jest raz lepsza, raz gorsza. Dlatego nasze wyniki nie spełniają oczekiwań, ale ja wierzę w tych chłopaków – zapewnia Dariusz Żuraw. Pozwolił już zadebiutować wszystkim młodym graczom trenującym z pierwszą drużyną, a na co dzień grającym w rezerwach. Jak twierdzi, żaden z nich nie otrzymał tego na kredyt. Każdy zasłużył treningami, pracą, formą.

Forma ta u młodych graczy nie ma prawa być stabilną, a ponieważ są oni ostatnio w składzie w większości, poziom gry całej drużyny faluje. Im lepszy rywal, tym więcej ujawnia się mankamentów. W ten sposób Lech przestał być drużyną z ligowej czołówki, walczącą o czołowe miejsca. Jest klubem promującym młodzież. Najwięcej niedostatków w grze widać w defensywie. Nie ma meczu, by nie popełniała ona poważnych błędów. Tak było i w Zabrzu, mimo zwycięstwa. Inna sprawa, że w tej formacji występują częste roszady. Trener twierdzi, że piłkarze nie realizują tego, co było założone przed spotkaniem.

Sobotni mecz trzeba traktować jako zagadkę. Teoretycznie, zwłaszcza w obliczu osłabienia Wisły, faworytem jest Lech, ale żaden wynik nie może zaskakiwać. Trener Kolejorza twierdzi, że ten mecz to okazja na przełamanie się na własnym stadionie i wejście na drogę zwycięstw. Kibice, jak podkreśla, nie wymagają mistrzostwa Polski, ale widowiskowej gry, twardej i ambitnej walki, gryzienia trawy. Na taką postawę widzowie, którzy przyjdą na mecz, mają prawo liczyć.