Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Ślamazarny w ataku, nieskoordynowany w obronie Lech znów przegrał

włącz .

W grze Kolejorza w Gdańsku nie było widać myśli taktycznej. Wprost przeciwnie. Grał tak, jak chcieli gospodarze. Popełniał błędy w obronie, atakował nieporadnie, schematycznie. Celne strzały oddawał dopiero w końcówce. Jedynego gola zdobył dzięki przebłyskowi klasy Amarala i Gytkjaera. Przegrał 1:2, bo był słabszy.

Tylko jeden młodzieżowiec znalazł się tym razem w wyjściowym składzie Lecha – Tymoteusz Puchacz. Grał źle. Na ławce zasiadło ich aż czterech, weszło potem dwóch. Do Gdańska nie pojechał kontuzjowany LubomirŠatka, więc trener Żuraw sięgnął po Thomasa Rogne. Od pierwszej minuty zagrały zagraniczne gwiazdy Kolejorza – Tiba, Amaral, Jevtić, Gytkjaer.

Obie drużyny miały sporo problemów ze złapaniem rytmu gry. Akcje były rwane, brakowało strzałów. Po kwadransie uwidoczniła się lekka przewaga ofensywnie grającego Lecha, często kierującego podania do przodu. Lechia natomiast starała się zaskoczyć gości kontratakami, w których pierwsze skrzypce grał Peszko.

Piłkarz ten zdobył pierwszego gola w tym spotkaniu, ale nie po kontrze, lecz w nietypowy dla siebie sposób – głową, po pierwszej składnej akcji gospodarzy i bardzo dobrym podaniu Sobiecha. Nie pierwszy raz w tym sezonie obrona Lecha została ośmieszona. Zawodnicy Lechii mieli mnóstwo miejsca na połowie Kolejorza. Potwierdziło się, że nie zawsze gole strzela zespół grający ofensywnie, zwłaszcza w polskiej lidze.

Lech nie ruszył do przodu odrabiać straty. Nie oddał ani jednego celnego strzału zanim przegrywał już dwoma golami. Lechia przeszła do ofensywy, łatwo sobie radziła z niemrawą, źle ustawiającą się defensywą, nękała ją ze skrzydeł, mnożyły się dośrodkowania. Jedno z nich zostało wykorzystane. Chwilę później mogło być już 3:0. Lech w tym momencie nie istniał. Stracił koncept i chyba wolę walki.

Kilka minut przed końcem pierwszej połowy Lech spróbował jednak złapać kontakt. Ożywił się niewidoczny do tej pory Puchacz. Po błędzie gospodarzy Tiba dobrze podał do Gytkjaera. Ten umiejętnie, kierunkowo przyjął piłkę, ale strzelił fatalnie i „setka” przepadła. Jednak tuż przed zejściem do szatni zrehabilitował się wykorzystując mistrzowską akcję i podanie Amarala – skontrował głową piłkę lobując Kuciaka. To był pierwszy w tym meczu celny strzał bardzo słabych gości.

Drugą połową Lech zaczął z Kamilem Jóźwiakiem zastępującym Puchacza. Obraz gry nie zmienił się. W dalszym ciągu Lechia próbowała wykorzystywać wolne miejsce na boisku wynikające z pozornie ofensywnej gry Lecha. Zmiana nastąpiła też w Lechii. Sławek Peszko stopniowo rozkręcał się, taranował kolejnych przeciwników, zobaczył żółtą kartkę, bliski był drugiej, więc trener Stokowiec szybko przerwał zabawę przeprowadzając zmianę.

Mecz zakończył się też dla Kostewycza. Doznał urazu mięśnia. Na środek obrony powędrował debiutujący w ekstraklasie Tomasz Dejewski, a na lewej stronie grał Crnomarkivić. Lech uzyskał przewagę, z której jednak nic nie wynikało oprócz narażania się na kontry. W ostatnim kwadransie grał z dwoma napastnikami, bo Jevticia, który niewiele dawał drużynie, a z pewnością dużo mniej niż Amaral, zastąpił Paweł Tomczyk. Młody napastnik robił, co mógł, dwoił się i troił, wreszcie można było mówić o stwarzaniu zagrożenia przez bezzębnego do tej pory Lecha.

Piłkarze Lechii przeczekiwali przyczajeni na własnej połowie, wychodzili do przodu skrzydłami, gdy dostrzegli miejsce na szybką ofensywę. Dopiero w ostatnich minutach Lech wreszcie przyspieszył. Kilka razy gospodarzy z opałów ratował Kuciak. Po świetny podaniu Gytkjaera mocno i celnie uderzył Tomczyk. Potem do dużego wysiłku miejscowego bramkarza zmusił Duńczyk.

W doliczonym czasie, po raz drugi w tym sezonie, z boiska wyleciał Crnomarković. Lechii było w to graj. Umiejętnie trzymała piłkę na połowie Lecha, nie pozwalała mu rozwinąć skrzydeł i łatwo dowiozła prowadzenie do końca. Po dwóch tygodniach przerwy w rozgrywkach Lech zaprezentował się równie słabo, jak w meczu z Cracovią.

Lechia Gdańsk – Lech Poznań 2:1 (2:1)

Bramki: Peszko 23, Nalepa 33 – Gytkjaer 45.

Żółte kartki: Peszko – Crnomarković.

Czerwona kartka – Crnomarković (za drugą żółtą, 90).

Lechia: Dusan Kuciak, Karol Fila, Michał Nalepa, Błażej Augustyn, Filip Mladenović, Sławomir Peszko (56 Lukas Haraslin), Maciej Gajos (73 Tomasz Makowski), Daniel Łukasik, Jarosław Kubicki, Zarko Udovicic (79 Rafał Wolski), Artur Sobiech.

Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz (61 Tomasz Rejewski), Tymoteusz Puchacz (46 Kamil Jóźwiak), Karlo Muhar, Pedro Tiba, Darko Jevtić (75 Paweł Tomczyk), Joao Amaral, Christian Gytkjaer.