Lech faworytem nie jest, ale bardzo chce pokonać Cracovię

włącz .

Powtarza się sytuacja z ostatniego domowego meczu Lecha. Znów zainteresowanie kibiców jest wielkie, na trybunach zasiądzie co najmniej 30 tys. osób. Znów Kolejorz zmierzy się z jedną z czołowych ligowych drużyn. Oby tylko wynik tym razem był inny, ale radykalnie odmłodzonej drużynie zwycięstwo łatwo nie przyjdzie.

To już nie te czasy, gdy w każdym meczu, zwłaszcza rozgrywanym na własnym terenie, Lech był faworytem. Nadal dysponuje dużym jak na warunki polskiej ligi budżetem, ma wielkie możliwości, ale jest klubem po przejściach, bardziej stawiającym na ogrywanie młodzieży niż na zdobywanie trofeów. Na szczęście inne są też styl gry i nastawienie piłkarzy, co kibice szybko docenili. Kolejorz gra tak, że chce się go oglądać.

Do tej pory odniósł trzy zwycięstwa, ze słabą na początku rozgrywek Wisłą Płock i z beniaminkami. Dużo gorzej radzi sobie z lepszymi, doświadczonymi, pokazującymi dojrzały, skuteczny futbol zespołami. Nie dał rady Śląskowi Wrocław, liderowi tabeli. Teraz zmierzy się z podobnie grającą Cracovią. Trener Dariusz Żuraw zna jej walory.

– Nasz przeciwnik prezentuje wyrachowany futbol. Potrafi szybko przechodzić z ataku do obrony i odwrotnie. Cracovii może w meczu iść słabo, ale zawsze potrafi wyprowadzić groźny atak i strzelić bramkę. Ma dobrych piłkarzy, potrafi wykorzystywać swe okazje na gola, jak każda drużyna Michała Probierza – ocenia trener Lecha podkreślając, że jego podopieczni muszą być skupieni, by nie pozwolić się zaskoczyć.

Nie jest łatwo stawić czoła dobrze zgranym i nastawionym zespołom, gdy ma się w składzie kilku młodzieżowców, pokazuje piłkę radosną, ofensywną. Trener Żuraw, gdy ma wybór, woli postawić na ogrywanego juniora niż na zawodnika klasowego, potrafiącego przechylić szalę zwycięstwa na stronę Kolejorza. Przykładem jest Joao Amaral. Jeden z najlepszych piłkarzy ekstraklasy, gracz o wielkich umiejętnościach, skuteczny i przebojowy, ostatnio nie gra prawie wcale. Z ławki rezerwowych przygląda się próbom wychowanków klubu.

– Mam w kadrze 28 zawodników – tłumaczy tę sytuację Dariusz Żuraw. – Nawet ktoś, kto ma wysokie umiejętności, musi siadać na ławkę rezerwowych. Joao nie wypadł z moich łask. Pracuje, jest brany pod uwagę przed najbliższym meczem. W Bełchatowie miał wejść na boisko, ale w ostatnich minutach wynik się zmienił na 3:2 dla nas, więc postawiliśmy na wariant defensywny. Zagrał Rogne.

Podobna sytuacja zaistniała w Gdyni. Lech uparcie dążył do strzelenia w końcówce zwycięskiej bramki, młodzi piłkarze mieli problemy ze spokojnym i składnym rozegraniem ataku, a Amaral, który niejedną decydującą bramkę zdobył w ostatnich sekundach meczu, pozostawał w rezerwie. – Nie skreślam go. Jeszcze będziemy się cieszyć z jego dobrej gry – zapewnia Dariusz Żuraw. Oby tylko ten klasowy gracz nie stracił rytmu meczowego zanim trener sobie o nim przypomni.

Dynamika sprzedaży wejściówek na niedzielny mecz (godzina 17.30) sugeruje, że widownia może być nawet liczniejsza niż w poprzednim spotkaniu rozgrywanym przy Bułgarskiej, a przyszło wtedy ponad 32 tys. kibiców. Wszyscy piłkarze Lecha gotowi są do gry w meczu z Cracovią oprócz Juliusza Letniowskiego, który wciąż trenuje indywidualnie, ale i on w przyszłym tygodniu ma dołączyć do kolegów. Piłkarze Lecha zgodnie twierdzą, że bardo im zależy na rewanżu za niepowodzenie w meczu ze Śląskiem.