Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nowy Lech? Same niewiadome

włącz .

Za kilka tygodni piłkarze Lecha spotkają się na pierwszych przedsezonowych zajęciach. To będzie kadra szczątkowa. Może się jeszcze nie wyjaśnić przyszłość Gumnego, Gytkjaera, Jevticia, Makuszewskiego, którego kusi Pogoń, innych. Na młodzież też nie od razu można liczyć. Rezerwy jeszcze trochę pograją, podobnie jak młodzieżowe reprezentacje kraju.

Budowę drużyny zaczyna się od tyłu, czyli od defensywy. Tak twierdzą znawcy. W Lechu wzięli to sobie widać do serca, bo sprowadzanie zawodników zaczęli od bramkarza, Holendra van der Harta. To żadne zaskoczenie, od dawna pisano o nim jako o potencjalnym graczu Kolejorza. Teraz będzie trudniej. Największe braki Lech ma w obronie.

Nie wiemy, kto zarządzającym klubem podsunął pomysł sprowadzenia Janickiego i De Marco, ale nie można deklarować walki o czołowe lokaty i opierać się na graczach niechcianych w przeciętnych klubach. Gdy o futbolu pojęcie ma się mgliste, trzeba słuchać zawodowców, albo na stałe zatrudnić solidnego, obdarzonego możliwością podejmowania kluczowych decyzji dyrektora lub wiceprezesa. To jednak inny, choć w tym klubie nieśmiertelny temat…

W Lechowej akademii chyba nie ma teraz, oprócz młodziutkiego Pleśnierowicza, obrońców kwalifikujących się do zasilenia kadry pierwszego zespołu. Z pewnością nie ma takich, który gotowi byliby już dziś na grę w ekstraklasie. Trzeba więc sprowadzić nowych, i to kilku, bo przy Bułgarskiej został tylko znany z problemów zdrowotnych Rogne. Lepiej nie iść na łatwiznę. Znając rynek i potrafiąc odróżnić gracza przeciętnego od takiego z potencjałem można znaleźć kandydata do gry nie szastając wielkimi pieniędzmi. Przykład Piasta Gliwice jest wymowny.

Podobno Lech ubiega się o Olkowskiego na prawą obronę. Mógłby zastąpić Gumnego, gdyby ten latem zmienił klub. Taki ruch był tu przygotowany, ale „Guma” został w Polsce. Gdy nie mógł grać, zastępował go Wasielewski. Trzeba więc mieć jeszcze jednego gracza na tę pozycję. Na lewej stronie Lech ma Kostewycza. Jest też Tomasik, a z wypożyczenia wraca Puchacz. To paradoks, bo w polskiej lidze trudniej o lewych obrońców niż o prawych.

Lechowy środek boiska to bogactwo ludzi młodych. Marchwiński, Jóźwiak, Klupś, Skrzypczak, wracający Moder, być może Skóraś… Treningi z pierwszą drużyną zaczną kolejni ciekawie się zapowiadający juniorzy. To piłkarze z potencjałem, ale jakości Lechowi jeszcze nie zagwarantują. Tiba i Amaral to trochę za mało, jak na szkielet drużyny. Potrzeba co najmniej dwóch zawodników doświadczonych, solidnych, gwarantujących jakość. Ponoć klub z takimi się właśnie dogaduje. Oby podpowiedzi były tym razem trafne.

Nie wiemy, gdzie w nowym sezonie zagra Paweł Tomczyk, gdzie losy rzucą (lub nie) Gytjaera. Nie ma jednoznacznego komunikatu w sprawie przyszłości Żamaletdinowa. Od Rosjanina (a właściwie Tatara) piłkarzem bardziej przydatnym okazał się Kołodziej. Różne okoliczności sprawiły, że dopiero teraz zagrał na dużym stadionie. Szansę wykorzystał. Szuka gry, czuje ją, potrafi znaleźć się we właściwym miejscu, dobrze podać. Przyda się Lechowi, ale go nie zbawi. Jeśli Duńczyk odejdzie, równy mu klasą napastnik będzie niezbędny. Trener już wie, jak trudno wygrywać mecze bez zawodników zdobywających gole.

W nowym sezonie Lech nie powalczy o trofea, ale o siebie, o przetrwanie. Wątpliwe, by stać go było na coś więcej niż górna połówka tabeli. Popadł w przeciętność. Zmarnował potencjał, w błoto wyrzucił miliony, a wszystko bezkarnie, bo to przecież biznes prywatny, a nawet rodzinny. Ustalający priorytety właściciel klubu za nic ma oczekiwania tych, co Kolejorza mają w sercu. Rewolucji nie zrobi.