Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pożegnalne zwycięstwo Lecha

włącz .

Tylko garstka widzów chciała oglądać ostatni domowy mecz Lecha w tym sezonie. Z Poznaniem pożegnali się zawodnicy, którzy już tu nie zagrają. Prawdopodobnie zostanie tu trener Żuraw. Gra jego odmłodzonej drużyny mogła się podoba. Stworzyła więcej okazji bramkowych niż faworyzowana Lechia.

Gdańszczanie mają za sobą udany sezon. To oni a nie Lech zagrają w Europie, zdobyli Puchar Polski, w lidze są na miejscu medalowym. W składzie Lecha znaleźli się piłkarze młodzi i tacy, co za chwilę zmienią klub. A jednak to Kolejorz lepiej się zaprezentował. Oba zespoły grały ofensywnie, stwarzały okazje bramkowe. Mecz z powodu licznych błędów nie stał na wysokim poziomie, ale był widowiskiem, mimo padającego deszczu, ciekawym.

Lechia znana jest z tego, że szybko zdobywa bramkę i do końca spotkania utrzymuje korzystny wynik. Pierwsze minuty należały do niej. Atakowała dużą liczbą zawodników. Pod bramką Buricia robiło się momentami niebezpiecznie. Lech jednak przetrwał trudne chwile nie czekają na wyrok lecz wyprowadzając równie groźne akcje. Mógł zdobyć gole po dośrodkowaniach z lewej strony i strzałach głową Wasielewskiego i Gytkjaera. Obaj spudłowali fatalnie. Po efektownej wymianie piłki z Gykjaerem Jevtić oddał mocny strzał minimalnie przenosząc piłkę nad bramkę.

Drugą połowę lepiej zaczął Lech. Wykonywał rzuty rożne, ciekawe akcje rozgrywali Jevtić, Jóźwiak, Tomasik. Ten ostatni skierował piłkę w stronę bramki nie licząc na zdobycie gola. Miał jednak szczęście, bo rykoszet zaliczył Augustyn myląc własnego bramkarza. Lech prowadził po samobóju i nie spoczywał na laurach, w dalszym ciągu usiłował dobrać się Lechii do skóry. Miał ku temu okazje, ale to goście zdobyli gola, bardzo zresztą efektownego, gdy z powietrza uderzył Mak.

Lech starał się nie przetrzymywać piłki w środku boiska, grać do przodu. Początkowo onieśmielony, debiutujący na poznańskim stadionie Skrzypczak czuł się coraz pewniej, wygrywał pojedynki z doświadczonymi przeciwnikami. Szkoda, że rzadko podawał kolegom wychodzącym do ataku. Wolał bezpieczne zagrania do najbliższych partnerów. Natomiast Trałka tym razem starał się grać ofensywnie, bliżej bramki rywala niż zwykle.

Lechia była bardziej zmotywowana i energiczniej naciskała chcąc wywieźć z Poznania zwycięstwo, a Lech nastawił się na kontry. Jak zwykle zabrakło umiejętności i spokoju, by je sfinalizować. Po drugiej stronie boiska ataki Lechii musiał przerywać Burić łapiąc piłkę lub ją wybijając w pole. Kibice skandowali jego nazwisko, ale i denerwowali się, gdy miał problemy z wyprowadzeniem piłki. Niewiele brakowało, by niecelnymi podaniami zrobił sobie krzywdę.

Sędzia przedłużył mecz o 5 minut. Na początku tego czasu Kolejorz zadał decydujący cios. Po przechwycie piłki w środku boiska skierowana została ona na lewe skrzydło do Kołodzieja, zmiennika Gytkjaera. Ten prostopadle, za linię obrony podał do Jevticia, który uprzedził bramkarza i zapewnił Lechowi zwycięstwo. W ostatnich minutach jedna i druga drużyna mogła jeszcze zmienić wynik.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:1 (1:0)

Bramki: Błażej Augustyn (‘59 - sam.), Darko Jevtić (‘90) – Michał Mak (‘71)

Żółte kartki: Jasmin Burić (‘71), Mateusz Skrzypczak (‘74) - Mateusz Sopoćko (‘68), Michał Mak (‘81), Lukas Haraslin (‘90).

Lech: Jasmin Burić - Robert Gumny, Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Piotr Tomasik - Marcin Wasielewski (‘69 Tymoteusz Klupś), Łukasz Trałka, Mateusz Skrzypczak (‘85 Filip Marchwiński), Kamil Jóźwiak - Darko Jevtić, Christian Gytkjaer (‘62 Krzysztof Kołodziej)

Lechia: Zlatan Alomerović – Joao Nunes, Michał Nalepa, Błażej Augustyn, Filip Mladenović – Tomasz Makowski, Daniel Łukasik, Patryk Lipski (‘66 Mateusz Sopoćko) – Michał Mak (‘81 Steven Vitoria), Flavio Paixao, Mateusz Żukowski (‘57 Lukas Haraslin).