Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dobry mecz, podział punktów, niedosyt na pożegnanie roku

włącz .

Po dobrym meczu Lech zremisował w Bydgoszczy z Zawiszą 2:2. Była szansa na zwycięstwo, bo Lech dwukrotnie prowadził. Można było też przegrać, bo w drugiej połowie Lech nie pokazał niczego ciekawego, dał się zdominować, popełnił błąd w defensywie. Obie drużyny dowiodły, że nieprzypadkowo w rundzie rewanżowej zdobyły największą liczbę punktów. Kolejorz żegna się na dwa miesiące z kibicami pokazując, że ma duże możliwości i kiedy ustabilizuje formę, wiosna może być jego.

Dość niemrawo zaczął się ten mecz, ale z minuty na minutę się rozkręcał. Zawisza początkowo częściej był przy piłce, płynnie i szybko rozgrywał akcje, nie stwarzał jednak groźnych sytuacji. Lech natomiast był przyczajony, wbrew zapowiedziom trenera nie rzucił się przeciwnikom do gardeł. Kiedy już przejął piłkę, Zawisza miał się czego bać. Wystarczyło kilka podań, szybkich wyjść na pozycje, by publiczność cichła. Łukasz Teodorczyk mógł strzelić gola już po kilku minutach. Obrońcy nie kryli go zbyt dokładnie, był sam, powinien był przymierzyć głową o wiele lepiej i zamiast uderzyć w poprzeczkę, trafić do siatki.

To nie była ani pierwsza, ani ostatnia okazja Teodorczyka. Obrońcy gubili krycie jeszcze co najmniej dwukrotnie i za każdym razem to się na nich mściło. Najpierw umiejętnie pewnym strzałem z pierwszej piłki wykorzystał dokładne podanie Pawłowskiego z prawej strony boiska. Dużą zasługę miał tu Arboleda, który najpierw wyprowadził piłkę z obrony, a potem absorbował przeciwników przed polem karnym. Lech cieszył się prowadzeniem pół minuty. Za długo się koncentrował i już w pierwszej akcji po wznowieniu dał się zaskoczyć Masłowskiemu.

Gospodarze mieli mnóstwo pretensji do sędziowskiej trójki. Lech znów wyszedł na prowadzenie, po bardzo ładnej akcji, kiedy dwukrotnie zawodnicy Kolejorza znajdowali się na granicy spalonego. Gdyby pan Gil przerwał grę, nikt by nie miał pretensji. Piłka trafiła od Hamalainena do Teodorczyka, który dołożył głowę zdobywając dziesiątego gola w sezonie. Zawisza nie rezygnował, nadal szybko przedostawał się pod bramkę Lecha. Nie było miażdżącej przewagi gospodarzy, była ładna, płynna gra. Kiedy Zawisza posiadał piłkę, trudno mu ją było odebrać.

Pod koniec pierwszej połowy w zamieszaniu w polu karnym przepychali się Vasconcelos i Arboleda. Portugalczyk upadł, powtórki wykazały, że był ściągany ręką, sędzia tego nie dostrzegł. Lech próbował jeszcze wyprowadzić szybkie ataki. Bez powodzenia, Teodorczyk nie był już pozostawiany bez opieki. Gdyby udało się strzelić w pierwszej połowie jeszcze jednego gola, szanse na zwycięstwo byłyby duże, bo druga połowa do gości już nie należała. Zawisza miał przewagę, Lech skupił się na obronie, nie atakował już dużą liczbą zawodników. A szkoda, bo obrona Zawiszy nie była monolitem i trzeba było próbować ją rozmontować.

Zawisza wyrównał po indywidualnych błędach dwóch Lechitów. Lovrencsics w kompromitujący sposób dał się ograć Lewczukowi, ten podał do Vasconcelosa, a Możdżeń nawet nie markował gry w obronie, lecz przyglądał się, jak Portugalczyk składa się do strzału głową i pakuje piłkę do bramki. Zawisza poszedł za ciosem, miał jeszcze kilka dobrych sytuacji. Lech w sumie oddał więcej celnych strzałów, ale nie wystarczyło to, by wygrać. Zabrakło odwagi w atakowaniu, zdecydowania. Zachowawcza gra nigdy nie zapewnia zwycięstwa.

W ostatniej minucie doliczonego czasu Zawisza mógł strzelić zwycięskiego gola. Henriquez zatrzymał zmierzającą do Masłowskiego piłkę ręką, ratując Lecha, ale i wylatując z boiska, podobnie jak w pierwszym meczu tych drużyn. Dobrze, że rozgrywki się skończyły, bo Lech traci w ten sposób kolejnego obrońcę. Po pierwszej połowie zszedł z boiska z urazem dobrze grający Arboleda. Kontuzji potem doznał Trałka, także opuszczający boisko Pawłowski nie sprawiał wrażenia tryskającego zdrowiem.

Zawisza Bydgoszcz - Lech Poznań 2:2 (1:2)
Bramki: 0:1 Teodorczyk (22), 1:1 Masłowski (24), 1:2 Teodorczyk (30), 2:2 Vasconcelos (59)
Widzów: 7000 (w tym pół tysiąca kibiców Lecha)
Sędzia: Paweł Gil (Lublin)
Żółte kartki: Skrzyński - Linetty, Trałka, Douglas, Teodorczyk, Injac
Czerwona kartka: Henriquez (90-za zagranie ręką)
Zawisza: Wojciech Kaczmarek - Igor Lewczuk, Paweł Strąk, Łukasz Skrzyński, Sebastian Ziajka - Herold Goulon (34. Hermes), Kamil Drygas - Jakub Wójcicki, Michał Masłowski, Luis Carlos (90. Wahan Geworgian) - Bernardo Vasconcelos
Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Manuel Arboleda (46. Marcin Kamiński), Barry Douglas, Luis Henriquez - Łukasz Trałka (64. Dimitrije Injac), Karol Linetty - Szymon Pawłowski (73. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen, Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk