Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech walczy o mistrzostwo. Wielkopolski

włącz .

Uniknięcie obsunięcia się do grupy spadkowej będzie stawką sobotniego meczu Lecha z Jagiellonią. Dla klubu mającego co rok walczyć o mistrzostwo Polski i o możliwość pokazania się w Europie jest to powód do wstydu i potwierdzenie, że zarządzanie sportową częścią Lecha stoi na amatorskim poziomie.

Od kiedy rok temu Lech skompromitował się tracąc pewne wydawało się mistrzostwo było już tylko gorzej. Co kilka miesięcy zmieniali się trenerzy, drużyna nie mogła się pozbierać, rządy Adama Nawałki doprowadziły ją do stanu agonalnego. Po objęciu rządów przez Dariusza Żurawia Lech błysnął strzelając trzy gole Pogoni, ale potem poległ w Gdańsku.

– Ta porażka nie świadczy o spadku formy, ponownym popadaniu w przeciętność – przekonuje Dariusz Żuraw. – Po prostu Lechia obnażyła nasze słabości i braki. Jest mocna w defensywie. Próbowaliśmy atakować, ale brakowało nam argumentów. W meczu z Pogonią oddaliśmy 14 strzałów, w tym 8 celnych. W Gdańsku oddaliśmy 11 niecelnych strzałów, jeden celny. Lechia miała podobną statystykę, więc przepaści między nami nie było.

Jagiellonia jest jedyną drużyną, z którą Lech zmierzy się dwukrotnie pod wodzą tego samego trenera. Już samo to świadczy o sytuacji przy Bułgarskiej i o jakości zarządzania klubem. W Białymstoku Lech przygrywał, ale zremisował 2:2, miał szanse na strzelenie kolejnych bramek. Grał ofensywnie. Podobnie ma być w sobotnim rewanżu. Trener zapewnia, że drużyna dobrze wykorzystała tydzień dzielący mecze. Powinno to zaprocentować.

Forma Gytkjaera, najgorszego na boisku w Gdańsku, podobno poszła w górę. Także Timur Żamaletdinow, zdaniem trenera, prezentuje się już znacznie lepiej. W meczu rezerw strzelił gola, miał więcej okazji, lecz je zmarnował. Od początku tygodnia z zespołem trenuje Amaral. Trener twierdzi, że ma szansę wybiec na boisko w pierwszym składzie, obok Gytkjaera w ataku lub na „dziesiątce”. Decyzja zapadnie w piątek.

Siła ofensywna Jagiellonii jest mniejsza niż jesienią. Straciła Frankowskiego, Świderskiego, Bezjaka, Sheridana. Jedynym napastnikiem jest słabszy od nich wszystkich Klimala. Ta drużyna słynie jednak z płynnej, ofensywnej gry, umiejętności kontrowania. Potrafi wygrać z każdym przeciwnikiem, choć ostatnio często zdarza się jej przegrywać. Odniosła sukces – awansowała do finału Pucharu Polski, gdzie zmierzy się z Lechią. Jeśli przegra na Stadionie Narodowym, sam udział w finale nie zapewni gry w pucharach, więc będzie jej zależało na grze w czołowej ósemce, a tego nie osiągnie bez pokonania Lecha.

Od sobotniego meczu zależą losy Lecha, ale nawet porażka nie pozbawia go szans. Musiałby jednak w takiej sytuacji liczyć na zwycięstwo pewnego już pozostania w grupie mistrzowskiej Zagłębia Lubin nad Wisłą Kraków, która z pewnością będzie zmotywowana (zagra jednak bez doświadczonych Błaszczykowskiego i Wasilewskiego). Dariusz Żaruw zapewnia, że nie zamierza nasłuchiwać wieści z innych boisk. Wierzy, że Lech będzie wystarczająco dobrze przygotowany do meczu, aby liczyć tylko na siebie.