Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dramat Lecha. Drużyna w totalnej rozsypce

włącz .

Tydzień temu porażka Miedzią, drużyną walczącą o utrzymanie się w lidze. Teraz jeszcze większa klęska z będącym w takiej samej sytuacji Górnikiem. Lech był w obu meczach dużo słabszy. Demolowanie drużyny trwa w najlepsze. Zdegustowani kibice wygwizdują swych piłkarzy, ironicznie kibicują przyjezdnym. Lech stał się pośmiewiskiem.

Tego jeszcze przy Bułgarskiej nie było. Teoretycznie dużo słabszy Górnik strzela trzeciego gola. Kibice w Kotle krzyczą „jeszcze jeden!”. Gwiżdżą, gdy Lechici są przy piłce. Owacjami przyjmują ataki Górnika. Czy można sobie wyobrazić większy upadek? A trener podczas pomeczowej konferencji opowiada o zrobieniu analizy, wyciągnięciu wniosków i dobrym przepracowaniu okresu przerwy w rozgrywkach, by gra była coraz lepsza. I mówi to całkiem poważnie!

Lech inaczej zaczął ten mecz niż poprzednie. Nie nastawiał się wyłącznie na przeszkadzanie rywalowi. Starał się atakować. Nawet oddawał strzały, tylko niegroźne lub niecelne, albo blokowane przez obrońców. Strzelał często z dystansu dlatego, że nie stać go było na konstruowanie płynnych akcji, czyli faktyczne zagrażanie bramkarzowi Górnika.

Goście bronili się umiejętnie i wykorzystywali każdą okazję do wyprowadzenia błyskawicznej kontry. Wychodziło im to doskonale. W jednym przypadku przed pewną stratą bramki Lecha uratował Gumny. Za drugim razem defensywa gospodarzy została ośmieszona kilkoma szybkimi podaniami i Angulo strzelił do pustej bramki. To był mistrzowsko wyprowadzony atak. Dowodzący, że Górnik ma trenera mądrego, potrafiącego nauczyć swych graczy szybkiej, efektownej piłki, zupełnie przeciwnej do tego, czym kibiców męczy Lech.

Drugą połowę Lech też zaczął od ataków., ale nadal podejmował głupie decyzje o strzałach, gdy prosiło się o szybkie rozegranie piłki, podanie do kolegi. Kompletnie bezradny był Gytkjaer, jakby został w szatni. Makuszewski go nie dostrzegał, wolał posyłać piłkę wysoko w trybuny. Amaral i Jevtić dużo, ale bezproduktywnie walczyli. Jak zwykle nie brakowało niecelnych podań i prostych strat.

Natomiast każde wyjście z piłką do przodu przez Górnika powodowało alarm w obronie Lecha. Obronie bezradnej, nieskoordynowanej, nie potrafiącej wyprowadzić piłki w kierunku środka boiska, bezładnie ją wybijającej byle dalej. Celował w tym Rogne. Brakowało jej asekuracji i zrozumienia. Dała się zaskoczyć przy rzucie rożnym, gdy Górnik strzelił drugiego gola. Trzeciego wbił Angulo sprytnym i celnym strzałem sprzed pola karnego.

Do końca już Górnik grał zespołowo, mądrze, a Lech uprawiał nerwową szarpaninę. Przykro było patrzeć na piłkarzy doskonale opłacanych, ale sponiewieranych przez trenera pozbawionego pojęcia o grze w piłkę. Ostatnie minuty toczyły się przy gwizdach kibiców i okrzykach: „Dość pośmiewiska, wyp… z boiska!”. Tak umiera Lech Poznań.

Lech Poznań – Górnik Zabrze 0:3 (0:1)

Bramki: Igor Angulo (41’, 86’), Boris Sekulić (67’).

Żółte kartki: Łukasz Trałka (85’) - Mateusz Matras (43’), Jesus Jimenez (51’), Dani Suarez (63’).

Lech Poznań: Jasmin Burić - Robert Gumny, Thomas Rogne, Nikola Vujadinović, Piotr Tomasik - Maciej Makuszewski (89’ Tymoteusz Klupś), Maciej Gajos, Pedro Tiba, Joao Amaral - Darko Jevtić (68’ Łukasz Trałka), Christian Gytkjaer (68’ Timur Żamaletdinow).

Górnik Zabrze: Martin Chudy - Boris Sekulić, Przemysław Wiśniewski, Dani Suarez, Adrian Gryszkiewicz - Szymon Żurkowski, Mateusz Matras, Valeriane Gvilla (74’ Szymon Matuszek) - Ioannis Mystakidis (56’ Adam Arnarson), Igor Angulo, Jesus Jimenez (83’ Kamil Zapolnik).

Widzów: 9,8 tysiąca.