Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Ograli Wisłę w śnieżycy

włącz .

Tym razem nie było zwalania winy na zbyt dobre lub fatalne boisko i inne przeciwności losu. Była mądra, ambitna gra, dostosowanie taktyki do poziomu przeciwnika i ataku zimy. Efekt –zwycięstwo 2:0 nad Wisłą i pożegnanie się drużyny z najwierniejszymi kibicami w radosnej, świątecznej atmosferze. Lepszego prezentu mikołajkowego spodziewać się od swej drużyny nie mogli. Dystans do Wisły zmniejszył się do jednego punktu.

Tylko 10 tysięcy kibiców dotarło na stadion. Wielu w domach zatrzymała zima, spora część zawróciła z drogi po długim postoju w ulicznych korkach. Kiedy piłkarze wyszli na rozgrzewkę boisko nie przedstawiało się najgorzej, a o zimie przypominała tylko płynąca z głośników muzyka ze świątecznymi dzwoneczkami. Podobnie jak podczas słynnego „syberyjskiego” pojedynku z Juventusem, śnieg zaczął sypać na początku meczu, potem było go coraz więcej, a piłkarze uprawiali jazdę figurową.

Warunki były takie same dla obu drużyn, ale to Lech szybciej się do nich przystosował. Drużyna dobrze się ustawiła na boisku, przechwytywała niemal wszystkie piłki, zepchnęła Wisłę do obrony. O ładnych akcjach nie można było mówić. Wisła nie próbowała przeprowadzać niemal żadnych nastawiając się na szczelną obronę i długie podania do Pawła Brożka. Lech nie mógł sobie poradzić z twardo grającym Głowackim i jego kolegami. Miał przewagę w posiadaniu piłki, miał też pecha, bo część boiska, na którą atakował była pod śniegiem.

Wydawało się, że w tym meczu nie padną bramki, bo nad Lechem wisiało fatum. Manuel Arboleda mógł zrobić dużą przykrość swemu ulubionemu trenerowi, Franciszkowi Smudzie. Trafił niestety w słupek. Atakujący Lech raz po raz wrzucał piłkę w pole karne Wisły, zawsze jednak obrońcom jakość udawało się ją wybić. Pod koniec pierwszej połowy kibice byli przekonani, że nic już Wisły nie uratuje, gdy Pawłowski oddał z prawej strony mocny strzał, a lot piłki zmienił głową Teodorczyk. Bramkarz miał i szczęście, i dobry refleks.

W przerwie trener wpuścił na boisko Bartosza Ślusarskiego. Zaczął się kwadrans poznański, gdy Lech uzyskał dużą i coraz większą przewagę, a Wisła już prawie nie próbowała się odgryzać. Kasper Hamalainen, jeden z bohaterów tego meczu pięknie podał do Henriqueza, a ten oddał strzał – o dziwo! – prawą nogą. Piłka trafiła w słupek, na szczęście po wewnętrznej stronie i wpadła do bramki. Nie tylko ten gol był zasługą Luisa. Przez całe spotkanie grał bardzo dobrze, oprócz Hamalainena był czołową postacią Kolejorza.

Teraz już Wisła nie mogła tylko się bronić. Spróbowała atakować, szło jej to jednak marnie. Tej drużynie, która wygrywa niemal wszystkie mecze na własnym boisku, brakuje jakości. Nie potrafiła stworzyć groźnych sytuacji, a kiedy usiłowała zamknąć Lecha na jego połowie, częściej traciła piłki niż celnie podawała. Zaczął się najciekawszy fragment meczu. Lech pokazał, że nawet na ośnieżonym boisku można stosować szybkie, gubiące rywali podania, tworzyć składne akcje. Grał też bardzo ambitnie, z poświęceniem, wyprzedzając gości w dojściach do piłki.

Kibiców Lecha czekały tego wieczoru dwie jeszcze mikołajkowe niespodzianki. Pierwszą była piękna ofensywna akcja z dobrymi, szybkimi podaniami i pewnym strzałem Gergo Lovrencsicsa. Drugą – debiut 16-letniego Dawida Kownackiego. Zastąpił Hamalainena i spisał się całkiem poprawnie, twardo i ambitnie walczył o piłkę, pokazał kilka udanych zagrać w ofensywie. Tak wygląda przyszłość Lecha.

Lech Poznań - Wisła Kraków 2:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Henriquez (56), 2:0 Lovrencsics (82)
Widzów: 10432
Sędzia: Paweł Gil (Lublin)
Żółte kartki: Douglas, Trałka, Ślusarski, Możdżeń - Garguła, Bunoza, Burliga
Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Manuel Arboleda, Barry Douglas, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Szymon Pawłowski (89. Michał Jakóbowski), Kasper Hamalainen (83. Dawid Kownacki), Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk (46. Bartosz Ślusarski)
Wisła: Michał Miśkiewicz - Łukasz Burliga, Marko Jovanović, Arkadiusz Głowacki, Gordan Bunoza - Ostoja Stjepanović (74. Piotr Brożek), Michał Chrapek (59. Emmanuel Sarki) - Rafał Boguski, Łukasz Garguła, Wilde Guerrier (79. Patryk Małecki) - Paweł Brożek

Zdjęcia: Patryk Pindral