Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kolejorz przegrał pierwszy sparing

włącz .

Pierwszym przeciwnikiem sparingowym przebywającego na obozie w Turcji Lecha był bułgarski Etyr Wielkie Tyrnowo. To średniak swojej ligi, prowadzony przez sławę sprzed lat – Krasimira Bałakowa. Wystarczająco jednak mocny, by pokonać zmęczonego ciężkimi treningami Kolejorza. Wynik – 3:1 dla Bułgarów – nie oddaje tego, co działo się na boisku, bo mecz był wyrównany.

Lech zaczął w składzie: Matus Putnocky – Marcin Wasielewski, Rafał Janicki, Wiktor Pleśnierowicz, Vernon de Marco – Pedro Tiba, Łukasz Trałka – Maciej Makuszewski, Darko Jevtić, Kamil Jóźwiak – Christian Gytkjaer. Na zmiany jeszcze w pierwszej połowie wchodzili: Burić, Amaral, Cywka, Radut, Tomczyk. W drugiej połowie – Szymański, Bąkowski, Smajdor, Skrzypczak, Klupś, Gajos, Gumny, Rogne, Vujadinović, Tomasik, Goutas, Kamiński, Letniowski, Marchwiński, Szymczak.

Ledwo mecz się zaczął, a Lech przegrywał, po golu strzelonym z dystansu. Był to skutek tego, że Bułgarzy lepiej weszli w ten mecz, byli bardziej wybiegani, mieli inicjatywę. Trzeba było czekać kilkanaście minut, aż piłkarze Kolejorza wskoczą na wyższe obroty. Wreszcie przeprowadzili kilka niezłych akcji, stwarzali zagrożenie. Brakowało im jednak odrobiny szczęścia, by któryś z nich znalazł się na dobrej pozycji.

Lech z czasem uzyskał optyczną przewagę. Niewiele jednak brakowało, by na własne życzenie stracił drugiego gola, gdy fatalnym podaniem wszerz boiska Radut, który chwilę wcześniej wszedł na boisko, wyprowadził zawodnika Etyru na bardzo dobrą pozycję. Wtedy jeszcze strzał był niecelny. Co innego kilka minut później, gdy po dalekim podaniu napastnik Etyru wyszedł sam na sam z Buriciem. Lechici ścigali go niemrawo, więc Bułgar mógł swobodnie sfinalizować tę szybką kontrę. Lech nie grał źle, ale do przerwy przegrywał dwoma golami.

Rok temu Lech też grał w Turcji z Etyrem. I też do przerwy przegrywał dwoma golami, ale wygrał. Była więc nadzieja, że i tym razem uda mu się odwrócić losy meczu. Lech grał odważniej, stosował pressing, ale brakowało mu ostatniego podania. Amaral mógł stworzyć dobrą sytuację Tomczykowi, podał jednak źle. Co nie udało się Lechowi, powiodło się Bułgarom, którzy kwadrans przed końcem strzelili trzeciego gola. Honorową bramkę Lech strzelił dopiero w samym końcówce, gdy Marchwiński wykorzystał podanie z lewej strony boiska.

Lech płacił za niepewną grę w obronie i niedostatki w ofensywie. Nie potrafił zagrażać Bułgarom, oni zaś zdobywali gole zadziwiająco łatwo, mimo iż nie pokazywali wielkiego futbolu, a tylko dobre zgranie i przemyślane akcje. Być może dlatego, że trener Bałakow nie robił aż tylu zmian, co Adam Nawałka chcący dać szansę gry prawie wszystkim swoim zawodnikom, a ma ich na trzy drużyny.