Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Sezon do uratowania? Nadzieje odżyły

włącz .

Piłkarze Lecha robią teraz to samo, co ich kibice – cieszą się Bożym Narodzeniem, przebywaniem w otoczeniu najbliższych. I marzą o pozytywnych zmianach w 2019 roku. Nadzieje na to, że najbliższy rok będzie lepszy niż ten, co właśnie szczęśliwie się kończy, są duże i całkiem uzasadnione.

Jeszcze kilka tygodni temu trudno było o optymizm. Nowy sezon ligowy zaczął się lepiej niż poprzedni się zakończył, ale potem wszystko wróciło do Lechowej „normalności”. Przyjście do klubu Adama Nawałki dawało nadzieje ma zmiany organizacyjne, na dużo bardziej niż do tej pory kompetentne zarządzanie drużyną i jej otoczeniem, ale trudno było się spodziewać szybkiej poprawy wyników i lepszej gry.

Pierwszy mecz pod kierunkiem nowego trenera, przeciwko coraz lepiej grającej Cracovii, był nieudany. Potem jednak przyszły trzy kolejne zwycięstwa, wszystkie bez straty bramek. O ile w spotkaniach przeciwko Śląskowi i Zagłębiu Sosnowiec udało się wygrać dzięki wysokim umiejętnościom poszczególnych zawodników, to w starciu z Wisłą widzieliśmy już przebłyski gry takiej, jakiej można się było spodziewać po ekipie Adama Nawałki: zdyscyplinowanej, konsekwentnej taktycznie, cierpliwej.

Zespół chwilowo prowadzony przez Dariusza Żurawia mógł się kibicom podobać. Piłkarze zachowywali się tak, jakby ktoś zdjął im ciężar z pleców. Cieszyli się grą, atakowali dużą liczbą graczy, łatwo tworzyli okazje bramkowe. Tracili jednak gole, bo defensywa wciąż była najsłabszą formacją drużyny. Kiedy opiekę nad nią przejął Nawałka, błędy wciąż się zdarzały, ale Lech przestał tracić bramki. W dalszym ciągu widoczne były problemy z wyprowadzeniem piłki spod własnego przedpola, z uwolnieniem się spod pressingu przeciwnika.

Gdyby mecz z Wisłą zakończył się wynikiem odwrotnym, a mogło się tak zdarzyć, bo wynik tego wyrównanego pojedynku wisiał na włosku, odczucia i nadzieje byłyby zupełnie inne. W piłce trzeba mieć trochę szczęścia, ale nigdy ono nie dopisze, gdy nie próbuje się mu pomóc. A Lech pomagał, po jego stronie były też umiejętności czołowych zawodników. Nie grał tak ofensywnie, szybko, żywiołowo jak Wisła. Nie wymieniał tak łatwo podań w ofensywie. Stać go jednak było na przyspieszenie w decydujących momentach, na oddawanie groźnych strzałów.

Warto przyjrzeć się najważniejszej akcji meczu i skonfrontować ją z komentarzem sprawozdawców Canal plus sport. Utyskiwali na grę Lecha. Krytykowali słabą postawę piłkarzy grających na skrzydłach. Akurat w tym momencie goście przeprowadzili długą akcję, składającą się z 26 podań wymienianych w różnych strefach boiska. Najważniejsze były te z boku boiska. Skrzydłowy Klupś podał do drugiego skrzydłowego Makuszewskiego, który próbował zaskoczyć bramkarza. Odbita piłka trafiła do Tiby, a ten uderzył precyzyjnie. Teraz już wystarczyło dowieźć prowadzenie do końca, co łatwe nie było, bo zmotywowanym gospodarzom bardzo zależało na strzeleniu bramki.

W ten sposób Lech awansował na trzecie miejsce w tabeli, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nieosiągalne. Strata do Lechii jest duża, ale do odrobienia. Pokazuje ona piłkę mwyrachowaną, podobnie zresztą jak Legia. Wydaje się, że Lech wiosną będzie grał tak samo. Możemy zapomnieć o żywiołowości, ofensywnym nastawieniu. Liczyć się będzie taktyka. Zadanie numer jeden – nie stracić bramki. Jeśli atakować, to ostrożnie, z asekuracją.

Wielkich zmian personalnych zimą nie ma co się spodziewać, choć wiadomo już, którzy piłkarze nie cieszą się zaufaniem nowego trenera. Dość szybko z Lechem pożegnają się Radut, Dioni, za nowym klubem z pewnością rozgląda się Gajos. Być może zimą uda się sprowadzić dobrego środkowego defensora. Jeśli nie, to i tak wiosną trener będzie wybierał między Rogne, Janickim i Vujadinoviciem. Goutas nie zdobył jego zaufania, podobnie zresztą jak De Marco, ale zawodnicy ci ciągle są do dyspozycji.

Piłkarze Lecha nie tylko wypoczywają. Każdy z nich musi przez trzy tygodnie zbudować fizyczną i wytrzymałościową bazę do specjalistycznych treningów. W Poznaniu zjawią się dwa tygodnie po Nowym Roku. Przejdą badania, potrenują kilka dni i ruszą do tureckiego Belek na zgrupowanie, podczas którego rozegrają pięć spotkań kontrolnych, w tym dwa jednego dnia, 26 stycznia: przeciwko DAC Dunajska Streda ze Słowacji i austriackiemu Sturmowi Graz. Najciekawszy sparing odbędzie się tuż przed powrotem do Poznania. Szachtar Donieck to zespół markowy.