Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gra fatalna, zwycięstwo wysokie, debiuty fantastyczne

włącz .

Bardzo wysokie zwycięstwo – 6:0 – Lech odniósł w spotkaniu, w którym nie istniał, miał problemy z podjęciem rywalizacji. Trudno sobie wyobrazić bardziej niesamowity przebieg wydarzeń. Debiutanckie gole zdobyli Gumny i Klupś, ale najdłużej będzie się mówić o 16-letnim Filipie Marchwińskim. Trener Nawałka dał mu szansę 20 minut przed końcem, a on nie tylko nie zawiódł, ale i zdobył bramkę!

Gdyby nie kontuzja Kamila Jóźwiaka, trener Adam Nawałka na mecz w Sosnowcu wystawiłby identyczny skład, jak przeciwko Śląskowi. Młody skrzydłowy padł niestety ofiarą dziurawego boiska, musi się wyleczyć, a w jego miejsce na boisku pojawił się inny młody skrzydłowy – Tymoteusz Klupś. Pierwszy raz w życiu na ławce rezerwowych w tak ważnym meczu zasiadł 16-letni Filip Marchwiński. Jego występ miał zależeć od sytuacji na boisku. Ułożyła się ona po jego myśli. I to jak!

Niespodziewanie zaczął się ten mecz – od miażdżącej przewagi beniaminka, który atakował z pasją. Już po 30 sekundach egzekwował rzut rożny, minutę później Lecha ratował Burić, dzięki któremu gospodarze nie wykorzystali sytuacji sam na sam. W polu karnym gości kotłowało się, sędzia mógł podyktować karnego po faulu na Pawłowskim. Stłamszeni goście sprawiali wrażenie nieobecnych.

Po chwili boisko musiał opuścić bramkarz Kolejorza, który podczas jednej z desperackich interwencji, dzięki którym wciąż było 0:0, zalał się krwią. Na boisko wszedł Matus Putnocky. Inicjatywa nadal należała do gospodarzy, bo Lech wycofał się na własną połowę. Wyglądało to źle, jakby Kolejorz nie zamierzał podjąć walki. Można się było zastanawiać, czy taki był plan taktyczny Adama Nawałki na starcie z ostatnią drużyną tabeli. Chyba nie, skoro Lech przegrywał bezpośrednie pojedynki, starty do piłki, nie udawało mu się wymienić choćby kilku celnych podań.

Po 20 minutach okazało się, jak nieprzewidywalny jest futbol. Wystarczyła jedna akcja, dośrodkowanie Kostewycza z lewej strony boiska, piłka znalazła się na drugiej, gdzie dopadł do niej Gumny i oddał strzał z dystansu. Niespodziewanie dla wszystkich piłka nie zatrzymała się na żadnym z obrońców Zagłębia, minęła bramkarza i wpadła do bramki. To był pierwszy gol w ekstraklasie młodego obrońcy. Po tym niespodziewanym objęciu prowadzenia Lech ani na jotę nie zmienił postawy. Nadal markował grę w środku pola, przyglądał się akcjom gospodarzy, którzy w pewnym momencie mieli 80 procent posiadania piłki. Goście byli bezradni i nic nie robili, by sobie pomóc, ale prowadzili.

Dopiero pod koniec pierwszej połowy Zagłębie opadło z sił, przestało dominować, pozwoliło Lechowi przeprowadzić kilka spokojnych akcji ofensywnych. Natychmiast przyniosło to gola. Gytkjaer spod pola karnego podał na prawo do Gumnego, ten dośrodkował, a Duńczyk bez wielkiego wysiłku trafił głową do siatki, przy biernej postawie bramkarza. Rzadko ogląda się takie spotkania. Drużyna udająca, że przystąpiła do meczu i ogranicza się do obserwacji poczynań rywala, wychodzi na dwubramkowe zwycięstwo. Lech potem robił, co mógł, by mecz był ciekawszy. Rafał Janicki doskonałym podaniem wyprowadził gracza z Sosnowca na idealną pozycję, ten jednak sam sobie nie pomógł, piłka zatrzymała się na słupku.

Tuż po przerwie Lech oddał trzeci celny strzał w tym spotkaniu. I zdobył trzeciego gola. Do dalekiego podania na prawym skrzydle doszedł Gytkjaer, dośrodkował, a nadbiegający Klupś umiejętnie przyłożył lewą nogę zdobywając pierwszą bramkę w ekstraklasie – w wieku zaledwie 18 lat. To nie koniec. Po kilku minutach Lech oddał czwarty celny strzał w meczu. Z podania Klupsia mądrze, po ziemi uderzył Amaral. Był kompletnie niewidoczny, słabiutki, ale po tej jednej akcji wpisał się na listę strzelców. Z Zagłębia uszło powietrze, więc wreszcie goście uzyskali przewagę i oddawali kolejne celne strzały, ale już bronione przez bramkarza.

Po 70 minutach gry stało się: Lech pokazał kolejnego wychowanka. Szansę otrzymał Filip Marchwiński, który na początku stycznia skończy 17 lat. Zastąpił Klupsia. Debiutant występował na pozycji rozgrywającego. Początkowo nie miał okazji za bardzo się pokazać. Na skrzydło w miejsce Klupsia miał przejść Amaral, ale nadal Portugalczyk grał głównie w środku, co zresztą zaowocowało piątą bramką, strzeloną kilkanaście minut przed końcem. Był najsłabszy w Lechu, swoje umiejętności pokazał dopiero gdy Zagłębie przestało grać.

Była 86 minuta, gdy niemrawy, marzący o końcu meczu Lech przyspieszył. Niewidoczny Makuszewski przeprowadził rajd, idealnie obsłużył Marchwińskiego, a ten zaliczył podwójny debiut. Nie dość, że pierwszy raz zagrał w ekstraklasie, to strzelił gola! Trudno sobie wyobrazić piękniejszy początek kariery. Sędzia był wyrozumiały dla gospodarzy. Nie pozwolił na wyższą ich porażkę, zakończył mecz dokładnie po 90 minutach.

Zagłębie Sosnowiec – Lech Poznań 0:6 (0:2)

Bramki: Robert Gumny (‘22), Christian Gytkjaer (‘41), Tymoteusz Klupś (‘50), Joao Amaral (‘58, ‘79), Filip Marchwiński (‘86).

Żółte kartki: Piotr Polczak (‘37), Konrad Wrzesiński (‘70) – Robert Gumny (‘82)

Zagłębie: Dawid Kudła - Michael Heinloth (‘76 Konrad Kumor), Arkadiusz Jędrych, Mateusz Cichocki, Piotr Polczak, Patrik Mraz - Bartłomiej Babiarz, Sebastian Milewski (‘64 Callum Rzonca), Dejan Vokić (‘61 Adam Banasiak) - Szymon Pawłowski, Konrad Wrzesiński.

Lech: Jasmin Burić (‘9 Matus Putnocky) - Robert Gumny, Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś (‘71 Filip Marchwiński), Pedro Tiba, Łukasz Trałka, Maciej Makuszewski - Joao Amaral (‘83 Marcin Wasielewski), Christian Gytkjaer.