Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bezradny jak Lech

włącz .

W Kielcach Lech stracił punkty, kilku piłkarzy i opinię drużyny ambitnej, potrafiącej skutecznie atakować. Grając w osłabieniu przez niemal cały czas nawet nie próbował przyspieszyć. Gra na wynik bezbramkowy nie opłaciła się. Jedyna bramka meczu padła w 88 minucie, po jednym z kilkudziesięciu dośrodkowań Korony i braku komunikacji między Arboledą i Gostomskim, którzy zresztą wcześniej grali bardzo dobrze, szczególnie bramkarz. Korona zwycięstwo zawdzięcza błędowi Kamińskiego, bojaźliwej grze i kunktatorskiej taktyce Lecha, kłopotom ze wzrokiem sędziego Marcina Borskiego, który nie ukarał Jovanovicia i Pylypczuka czerwonymi kartkami za ewidentne faule.

Gorzej się ten mecz dla Lecha zacząć nie mógł. Już po kilku minutach nieciekawej, ślamazarnej gry w charakterystyczny dla siebie sposób Marcin Kamiński dał się ograć będąc ostatnim obrońcą przed bramkarzem. Próbował się ratować zatrzymując ręką wychodzącego sam na sam Korzyma. Wyleciał z boiska, a jedyne szczęście polegało na tym, że nie stało się to w polu karnym i że po paradzie poznańskiego bramkarza Golański nie zdobył gola z rzutu wolnego. W tym momencie plany taktyczne obu trenerów wzięły w łeb, ale „Pacheta” z tego powodu nie rozpaczał.

Lech postawił zasieki przed własną bramką. Korona, która początkowo się cofnęła, bo to nakazał trener, potem zaatakowała. Była jednak schematyczna w swoich poczynaniach, przewidywalna, nieustannie wrzucała piłki w pole karne, albo do ustawionego na skrzydle Kiełba, a ten próbował dryblować lub centrować. Kilka razy po takich akcjach Macej Gostomski mógł dowieść, ż jest klasowym bramkarzem.

Aż się prosiło, by nawet grając w osłabieniu spróbować skontrować Koronę. Wszystkie takie akcje zatrzymywały się w okolicach środka boiska, po dwóch celnych podaniach następowało jedno fatalne, albo wręcz podarowanie piłki przeciwnikowi. Lech grał dziwnie ospale, zarzucił to, co było jego mocną stroną na wyjazdach – błyskawiczne ataki. Na domiar złego wrócił koszmar z lata – kontuzje. Rafał Murawski już po 20 minutach musiał zejść z boiska z powodu urazu mięśnia. Całego meczu nie wytrzymał też Dima Injac.

Kiedy Lech grał u siebie z Widzewem mógł podpatrzeć, jak się gra w osłabieniu. Widzew stracił gola i piłkarza już na początku meczu, ale do wyrównania zabrakło mu niewiele. Przede wszystkim próbował, starał się, atakował. Lech natomiast wyprowadzał z obrony piłkę tylko do koła środkowego. Tam kończyły się pomysły i następowało podanie wszerz, albo – najczęściej – wycofanie do obrony lub nawet do wybijającego piłkę „na aferę” bramkarza.

Nie było żadnego pożytku z Teodorczyka, mającego problemy z rozegraniem piłki, nie stwarzającego żadnego zagrożenia dla rywali. O wiele lepiej zagrał jego zmiennik – Bartosz Ślusarski. Przechwytywał piłki, a raczej bezładne wybicia kolegów, próbował im odgrywać. Katastrofalnie zagrał Lovrencsics, bijący klubowe rekordy w stratach piłek. Cieniem siebie był Hamalainen. Nie można mieć zastrzeżeń do obrońców, a szczególnie do Gostomskiego, który uratował Lecha przed stratą kilku bramek.

Dla „ambitnego” Lecha szczytem marzeń w tym meczu był remis 0:0. I bliski był wywiezienia punktu z Kielc, ale jedna z kilkudziesięciu wrzutek w pole karne zakończyła się golem dla gospodarzy. Dopiero wtedy Lech zaatakował i niewiele brakowało, by dopiął swego. Kilka razy dobrze zachował się Dariusz Formella, była z niego większa korzyść niż z Teodorczyka. Szkoda, że Lech nie próbował wcześniej zdobyć gola. Pomyślał o tym dopiero wtedy, gdy było już za późno.

Lecha tłumaczy osłabienie drużyny, gra w eksperymentalnym zestawieniu, bo Barry Douglas zajął z konieczności miejsce na środku obrony. Szkot spisał się w tej roli nadspodziewanie dobrze. Nie ma natomiast żadnego wytłumaczenia dla taktyki, jaką drużyna przyjęła. Tak nie grają drużyny, którym zależy na zdobywaniu punktów. W piątkowym meczu z Wisłą, który trzeba rozegrać na kartoflisku przy Bułgarskiej, nie zagra Kamiński i prawdopodobnie Rafał Murawski.

Korona Kielce - Lech Poznań 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Gołębiewski (88)

Widzów: 5786 (w tym 480 w sektorze gości)

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

Żółte kartki: Jovanović, Pylypczuk

Czerwona kartka: Kamiński

Korona: Zbigniew Małkowski - Paweł Golański, Pavol Stano, Radek Dejmek, Kamil Sylwestrzak - Vanja Marković, Vlastimir Jovanović - Paweł Sobolewski (90. Marcin Trojanowski), Jacek Kiełb (73. Michał Janota), Siergiej Pylypczuk - Maciej Korzym (60. Daniel Gołębiewski)

Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Dimitrije Injac (83. Dariusz Formella), Rafał Murawski (22. Barry Douglas) - Karol Linetty, Kasper Hamalainen, Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk (59. Bartosz Ślusarski)