Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech jedzie do Częstochowy. Awans czy blamaż?

włącz .

Skompromitowany w Szczecinie Lech chce uniknąć kolejnego blamażu – odpadnięcia z Pucharu Polski. To może się nie udać. Drużyna jest źle przygotowana, nie walczy, nie biega, nie radzi sobie w żadnym ustawieniu taktycznym, kluczowi piłkarze gubią formę z meczu na mecz. Szczególnie źle to wygląda na wyjazdach. Przeciwnikiem jest lider I ligi – Raków Częstochowa.

W ekipie Lecha nie bardzo wiedzą, dlaczego drużyna tak fatalnie spisała się w Szczecinie. – Jesteśmy po analizie meczu, który nam zdecydowanie nie wyszedł. Chcemy wyciągnąć wnioski i grać zdecydowanie lepiej. Mogę obiecać, że jako sztab i drużyna zrobimy wszystko, by wygrać. Boisko to zweryfikuje, ale nie będzie żadnego odpuszczania. Nie stoimy na straconej pozycji. Jesteśmy zespołem lepszym niż Raków – przekonuje Marek Bajor, asystent Ivana Djurdjevicia.

W meczu z Pogonią, jak twierdzi „Lechowi troszeczeczkę zabrakło determinacji i walki, a trzecia bramka spowodowała, że z drużyny całkowicie zeszło powietrze”. Nie było już co myśleć o skonstruowaniu akcji, która mogłaby się zakończyć zdobyciem bramki kontaktowej. To, że drużyna nie walczy do końca, jest – jak twierdzi trener Bajor – „dużym problemem”. W Zabrzu potrafiła gonić wynik. Tu takiej próby nie było. Lech znów przeszedł obok meczu, jak w Warszawie, czy w Gdyni.

Lech nie tylko nie walczył. Także nie biegał, o czym świadczą statystyki. Piłkarze Pogoni pokonali 10 kilometrów więcej. Marek Bajor nie wie, czym to wytłumaczyć. – Mam nadzieje, że to się więcej nie powtórzy. Teraz będziemy zdecydowanie lepiej dysponowani – zapewnia. W drużynie nastąpią korekty. W dwóch poprzednich spotkaniach trener posłał na boisko identyczną jedenastkę i teraz tego z pewnością nie powtórzy. Zmiany, których dokonał w Szczecinie, niczego nie poprawiły. Zastępujący Wasielewskiego Makuszewski znów pokazał, że źle się czuje jako wahadłowy. Trzeci gol dla Pogoni padł po akcji jego stroną boiska.

Dramatycznie źle w wykonaniu Lecha wyglądają stale fragmenty gry w obronie. Nikt nie wyciągnął wniosków z popełnionych wcześniej błędów i przeciwnik miał ułatwione zadanie w zdobywaniu bramek. – Mamy zawodników z dobrymi warunkami fizycznymi, potrafiących walczyć w powietrzu. Trudno powiedzieć, z czego wynikają te ich błędy, może z gapiostwa. Ale zamykamy tamten rozdział. Teraz liczy się tylko mecz w Częstochowie – podkreśla asystent trenera Lecha.

Jednym z zawodników, którzy mogą w Częstochowie dostać szansę gry, jest Maciej Gajos. Pierwszy raz w meczu o stawkę zmierzyłby się ze swym byłym klubem. Grał dla niego przez 11 lat, zanim wypatrzyła go Jagiellonia, wypromowała i po kilku latach sprzedała Lechowi. – Jestem zdrowy, pracuję na treningach i liczę, że trener zechce mnie w pierwszym składzie – mówi pomocnik. Zdaje sobie sprawę, że Lecha czeka ciężki mecz. – Raków jest na fali wznoszącej. W obecnym ustawieniu taktycznym gra drugi rok. To dobry zespół. Mam do niego sentyment. Liczę, że awansuje do ekstraklasy. Życzę mu jak najlepiej, ale nie w meczu z nami – mówi Maciej Gajos.