Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Młody Lech słabszy od Herthy

włącz .

Cenne doświadczenia – to jedyny zysk juniorów Lecha rywalizujących z Herthą Berlin w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Szans na awans nie było, różnica w wyszkoleniu i sile fizycznej okazała się zbyt duża. Młodzi Lechici początkowo grali nerwowo i niepewnie, popełniali błędy, szybko stracili dwa gole. Odważna i aktywna postawa w drugiej połowie zatarła złe wrażenia z pierwszej. Na pożegnanie rozgrywek strzelili dwa gole przegrywając 2:3.

Mecz był w pierwszych minutach wyrównany, żadnej z drużyn nie udało się zdominować rywala, ale i chyba żadnej na tym zbytnio nie zależało. Hertha prowadziła grę, Lech był przyczajony na własnej połowie i po każdym przechwycie inicjował atak. Prawie każdym, bo sporo było niedokładności, przez co niektóre akcje kończyły się w zarodku. Po 10 minutach świetną okazję miał Hubert Sobol. Po szybkim ataku wyszedł sam na sam, ale przegrał pojedynek z bramkarzem.

Hertha też miała świetne szanse. Wykorzystując dobre warunki fizyczne i siłę swych graczy przejmowała piłkę, oddawała strzały mocne i celne. Po rykoszetach egzekwowała rzuty rożne. Uwidoczniała się przewaga lepiej operujących piłką gości. Po jednej z akcji z wieloma podaniami strzelili gola. Bramkarz Kolejorza odbił pierwszy strzał Ngankama, bezradny był przy jego dobitce. Nie było odpowiedzi, Lech nie zaatakował, nie potrafił przytrzymać piłki, szybko się jej pozbywał. Nie przejawiał inicjatywy, grał nerwowo.

Niemiecka drużyna zachowywała się pewniej, swobodniej. Wycofała się, pozwalała Lechowi przejąć inicjatywę, z której nic nie wynikało za sprawą niecelnych podań, częstych strat, powolnej gry. Kiedy Hertha po dłuższej przerwie przedostała się pod bramkę Lecha, od razu podwyższyła wynik. Na jaw wyszło jej lepsze wyszkolenie i piłkarskie obycie. Potrafiła stworzyć liczebną przewagę w polu karnym, gola znów strzelił Ngankam.

Chwilę później mogło być jeszcze gorzej. Lech wyszedł z atakiem, Sobol przegrał pojedynek w polu karnym z dwoma obrońcami, piłka błyskawicznie trafiła na przedpole Lecha, gracz Herthy, Polak z pochodzenia Denis Jastrzębski został sfaulowany i sam egzekwował rzut karny. Bartosz Przybysz, bramkarz Lecha spisał się świetnie – obronił sygnalizowany strzał.

Na samym początku drugiej połowy Lech miał okazję do strzelenia gola. Szybka wymiana piłki na lewej stronie zakończyła się niecelnym strzałem, choć wydawało się, że bramka jest pewna. Kolejorz szedł za ciosem, po kolejnej akcji piłka trafiła w słupek. Przez kilka minut gospodarze oddali więcej strzałów niż w całej pierwszej połowie i wciąż atakowali. Po kolejnym uderzeniu piłka odbiła się od poprzeczki. Lech nie miał szczęścia, podobnie jak w meczu berlińskim.

W 57 minucie padł wreszcie gol dla Lecha, bardzo ładny zresztą. Długie podanie na lewą stronę, po minięciu rywala wyłożenie piłki Sobolowi, ten nie miał żadnych problemów z umieszczeniem jej w bramce. Zaświtały nadzieje na dobry wynik, ale tylko na chwilę, bo po dwóch minutach Hertha łatwo strzeliła gola numer 3. Wydawało się, że rywalizacja została w ten sposób zakończona, ale oba zespoły miały jeszcze dobre okazje. Jak Tupaj, który w sytuacji sam na sam strzelił wprost w bramkarza. Kwadrans przed końcem, po rzucie rożnym Mateusz Skrzypczak, syn kierownika pierwszego zespołu Kolejorza, strzelił z bliska drugiego gola. Zabrakło zimnej krwi, by dołożyć kolejne trafienia. Postawy w drugiej połowie Lechici nie muszą się wstydzić. Szkoda, że odpuścili pierwszą.

Lech Poznań – Hertha BSC 2:3 (0:2)

Bramki: Sobol (‘57), Skrzypczak (‘76) – Ngankam (‘16, ‘38), Albrecht (‘58).

Skład Lecha: Bartosz Przybysz – Michał Zimmer, Mateusz Skrzypczak, Kacper Andrzejewski, Karol Smajdor – Eryk Kryg (‘60 Jakub Białczyk), Bartosz Bartkowiak (‘46 Paweł Tupaj), Łukasz Norkowski – Kacper Janiak, Hubert Sobol (‘84 Bartłomiej Burman), Oskar Nowak (‘60 Jakub Karbownik).