Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech znów na kolanach. Totalna bezradność

włącz .

Lech przegrał kolejny mecz, bo nie miał pomysłu na zdobycie gola, miał za to fatalną, łatwo dającą się ogrywać defensywę. Obie drużyny starały się grać ambitnie, często strzelały. Piłkarze Kolejorza mają więcej jakości, ale tylko teoretycznie, bo zespół nie istnieje. Najdroższa drużyna w historii klubu jest zadziwiająco bezradna.

Gytkjaer na ławce, Tomczyk w wyjściowym składzie, znów obok siebie Gajos i Trałka, powrót po kontuzji Kostewycza – tym zaskoczył nie tyle przeciwników, co własnych kibiców Ivan Djurdjević. Nie było natomiast zaskoczenia jakością gry. Lech poruszał się po boisku żwawiej niż ostatnio, ale nic z tego nie wynikało. Brakowało pomysłu na rozegranie akcji, precyzji w podaniach. Kiedy udało się dobrze podać, piłka odskakiwała przyjmującemu.

Arka częściej była przy piłce. Wiedziała, co z nią zrobić. Miała więcej stałych fragmentów gry. Były momenty, gdy zepchnięci do defensywy goście nie wiedzieli, jak przenieść grę na połowę rywala. Dopiero po 20 minutach udało się zagrozić gospodarzom, po dwóch błyskawicznych atakach. Najpierw Amaral wypatrzył wbiegającego w pole karne na pełnej szybkości Jóźwiaka, ten jednak nie dał rady dobrze uderzyć. Po chwili po błędzie obrońców Arki sam na sam znalazł się Tomczyk. Strzelił dobrze, ale gola nie zdobył.

W grze Kolejorza wciąż widoczne były liczne niedoskonałości, ale przynajmniej nie odpuszczał. Biegał, oddawał strzały. Niewiele do szczęścia brakowało Amaralowi. Kiedy wydawało się, że Lech jest na dobrej drodze , by przynajmniej nie przegrać, fatalny kikis Goutasa o mało nie kosztował utraty gola. Po chwili jednak zrehabilitował się dwoma doskonałymi interwencjami. Najciekawsze były ostatnie sekundy przed przerwą. Rzut rożny dla Arki, po chwili dla Lecha, a po nim błyskawiczna kontra gospodarzy, objechany Putnocky, strzał do pustej bramki, cudem piłkę zdążył zatrzymać Kostewycz.

Druga połowa nie przyniosła przełomu w grze obu drużyn. Mecz nadal był wyrównany i zacięty. Jedna i druga drużyna próbowała uwalnić się spod pressingu rywala. Jednej i drugiej brakowało jakości, co w przypadku Lecha bulwersuje, ma bowiem w składzie znacznie wartościowszych zawodników. Tyle, że jakoś nie pokazują, na co ich stać. W Lechu momentami mógł podobać się Amaral. Tym razem był lepszy od Jóźwiaka, któremu niewiele wychodziło. Kostewycz grał znacznie gorzej niż przed kontuzją, ale i tak notował mniej strat niż rekordzista pod tym względem – beznadziejny Cywka.

Obie drużyny miały sporo stałych fragmentów, ale nie potrafiły zrobić z tego użytku. Niewiele było strzałów z dystansu. Kiedy Gajos uderzył w ten sposób, a włożył w to dużo siły i precyzji, Arkę uratowała dobra interwencja bramkarza. Było jasne, że ten wyrównany mecz wygra drużyna, której uda się zdobyć gola. Niestety, fatalna gra Lecha w defensywie sprawiła, że powiodło się to Arce. Zarandia mijał nieruchawych obrońców, w tym Goutasa i podał do Janoty, który stał kompletnie niepilnowany i nie miał problemu z trafieniem do siatki.

Dość szybko mógł wyrównać Amaral. Uderzył minimalnie niecelnie, a kilka sekund jedynego piłkarza, który mając piłkarską jakość mógł coś dobrego zdziałać, na boisku nie było. Trener zastąpił go młodym Klupsiem. Tuż przed końcem Lechowi udało się wreszcie zdobyć gola, ale sędzia orzekł, że Trałka, zanim trafił głową do siatki, faulował obrońcę. Kapitan Kolejorza nie mógł sie z tą decyzją pogodzić. Kolejna porażka, po kolejnym słabym meczu Lecha stał się faktem.

Arka Gdynia – Lech Poznań 1:0 (0:0)

Bramka: Michał Janota (76’).

Żółte kartki: Łukasz Trałka (60’), Joao Amaral (70’).

Arka : Pavels Steinbors – Damian Zbozień, Luka Marić, Frederik Helstrup, Adam Marciniak – Michał Nalepa, Adam Deja - Luka Zarandia (90’ Tadeusz Socha), Michał Janota (88’ Adam Danch), Maciej Jankowski - Aleksandar Kolev (75’ Rafał Siemaszko).

Lech: Matus Putnocky – Tomasz Cywka, Rafał Janicki, Dimitris Goutas, Wołodymyr Kostewycz – Pedro Tiba, Łukasz Trałka, Maciej Gajos – Joao Amaral (82’ Tymoteusz Klupś), Paweł Tomczyk (65’ Christian Gytkjaer), Kamil Jóźwiak (90’ Piotr Tomasik).