Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Tomasz Magdziarz, Fabryka Futbolu: Wychowani na Lechu

włącz .

Dlaczego nasza piłka jest taka słaba? Coraz większe pieniądze, nowiutkie stadiony, coraz lepsi i drożsi piłkarze, a kiedy dochodzi do rywalizacji z europejskimi średniakami, nasze kluby przegrywają z kretesem.

– Myślę, że potrzeba jeszcze czasu, by kluby zrobiły się sportowo mocne. Wydawało się, że nadrabiają dystans do Europy, wciąż jednak tylko nieliczni zagraniczni piłkarze ściągani do ekstraklasy podnoszą jej poziom, a najlepsi polscy zawodnicy z naszej ligi każdego roku wyjeżdżają do zagranicznych klubów.

Ale z innych lig przychodzą gracze coraz drożsi.

– Jako agencja nie zajmujemy się ściąganiem zagranicznych piłkarzy. Uważamy, że w Polsce można znaleźć o wiele ciekawszych i zrobić z nich mocną drużynę.

W tym kierunku poszła Viktoria Pilzno.

– Tam ludzie potrafili być cierpliwi. Pavel Vrba budował drużynę od 2008 roku. Czy w Polsce byłoby to do pomyślenia? Szefom klubów brakuje cierpliwości. Poza tym ciągle jest różnica w szkoleniu. Lech robi to coraz lepiej, kilka innych klubów też, ale kiedy spojrzy się na piłkarską jakość młodego Belga, to ciągle jest ona dużo wyższa niż u rówieśnika z Polski. Widać jednak postęp. Wychowankowie naszych klubów już robią kariery zagraniczne. Kiedyś tego nie było. Lech ze swoją akademią wykonuje świetną robotę.

Zdarza się, że do zagranicznych klubów wyjeżdżają chłopcy w wieku 15-16 lat.

– Moim zdaniem jest to poważny błąd. Naszą specyfiką jest mentalność rodzinna. Wielu chłopaków bez opieki rodziców nie potrafi się odnaleźć nawet w klubowych akademiach, a co dopiero za granicą. Nawet sobie nie wyobrażamy, jak wielu chłopaków opuściło Polskę z wielkimi nadziejami. Nic z tego nie wyszło, a tu mieliby szanse dużo większe.

W jakim miejscu byłby teraz Krystian Bielik, gdyby wygrał inną ścieżkę piłkarskiego rozwoju?

– Moim zdaniem dużo większą karierę by zrobił, gdyby został jeszcze półtora roku w Polsce. Nieważne, czy w Lechu, czy w Legii, ale grałby więcej, szybciej się rozwijał. Porównajmy, gdzie jest teraz Janek Bednarek, a gdzie Bielik. Według mnie, piłkarz przed 20 rokiem życia nie ma prawa wyjechać. Najpierw musi być najlepszy tu, w swoim zespole. Skoro ma być sprzedany za ileś milionów euro, to musi trafić do mocnego klubu. Takiego, który kupuje potencjał, ale daje możliwości pokazania się. Klasyczny przykład – właśnie Janek Bednarek. Rozegrał w Anglii kilka spotkań, ostatnio stracił miejsce w drużynie, bo zespół przeszedł na grę z dwoma stoperami. Mówi się, że zostanie wypożyczony.

– Kiedy z naszej strony padały takie sugestie, Anglicy kategorycznie je odrzucali. Są Jankiem zachwyceni – tym, jak się rozwija, jak trenuje. Wiedzą, że zrobią z niego mega piłkarza. Każdy może się pomylić przy transferze. Dla takiego klubu, jak Southampton wydanie sześciu milionów euro jest niezauważalne. Gdyby nie wierzyli w Janka, bez wahania zgodziliby się na wypożyczenie. Oni jednak twierdzą, że to absolutnie nie wchodzi w rachubę. Wiedzą, że dostanie szansę, będzie grał. Są przekonani, że to będzie ich stoper na lata. Jestem przekonany, że także reprezentacja będzie w nim miała solidnego obrońcę, zwłaszcza po dwóch-trzech sezonach w Premier League.

Fabryka Futbolu to agencja bez formalnych związków z Lechem, ale i tak kojarzy się was właśnie z nim.

– Nic dziwnego, bo Lech jest nam bliski. Moi współpracownicy to byli piłkarze Kolejorza, ludzie związani z nim na różne sposoby, a mój przypadek jest szczególny. Byłem w Lechu jako trampkarz. Grałem na wszystkich szczeblach juniorskich, w rezerwach i w pierwszej drużynie, w ekstraklasie i na jej zapleczu, a teraz gram w ich oldbojach. Po prostu wszędzie. Jak tu nie czuć sentymentu?

Działacie nie tylko w Poznaniu.

– I nie tylko w Polsce. Jesteśmy profesjonalistami, mamy swoje zasady. Czujemy sentyment do Lecha i jeżeli możemy gdzieś zaoferować dobrego piłkarza, to wiadomo, że będzie to  Lech. To nic nadzwyczajnego. Managerowie Mariusz Piekarski i Cezary Kucharski byli piłkarzami Legii, więc siłą rzeczy są blisko tego klubu i nikt im tego nie wypomina.

Zarzucano wam, że nadużywacie związków z Lechem, powołujecie się na niego, choć nie macie do tego prawa.

– Podkreślam z całą mocą: nie mamy najmniejszego wpływu na politykę transferową Lecha. Nie podsuwamy mu masowo piłkarzy, tym bardziej mało wartościowych. W ostatnich pięciu latach, czyli od 2013 roku przeprowadziliśmy cztery transfery do Lecha. A właściwie trzy i pół.

Skąd ta połówka?

– Sadajewa sprowadziliśmy wspólnie z Mariuszem Piekarskim. Poza tym nasza sprawka to Marcin Robak, Radek Majewski, Rafał Janicki. To nie są słabi piłkarze. Każdy do drużyny coś wniósł. Za Robaka Lech musiał zapłacić 400 tysięcy zł, niewiele jak na króla ligowych strzelców. Pozostali przyszli tu za darmo. W tym czasie klub sprowadził dziesiątki piłkarzy różnej klasy. Na tym tle nasze transakcje wyglądają bardzo skromnie.

Dzięki transferom swych wychowanków Lech zarobił wielkie pieniądze. Macie wpływ na to, jak je wydaje?

– Absolutnie żadnego. Sprzedając naszych piłkarzy Lech, jak szacuję, zarobił jakieś 80 milionów zł. Równowartość dobrego rocznego budżetu. W zamian ściągnął wielu graczy zagranicznych. Gdybyśmy mieli coś doradzić, to wolelibyśmy, by na Bułgarską trafiali tacy piłkarze, jak Krzysztof Piątek.

Wasz piłkarz.

– Nasz. Ściągnęlibyśmy też Filipa Jagiełłę z Zagłębia Lubin, bardzo dobrego, perspektywicznego piłkarza. Można na nim zarobić kilkakrotnie więcej niż się zainwestuje. W Lechu widziałbym także innych, nie koniecznie naszych, ale chłopaków z dużym potencjałem. Takich, jak Czerwiński z Zagłębia Lubin, którego gra bardzo mi się podoba.

Nie bolało was, że Piątek, zaczynający karierę we Włoszech, nie wyjechał tam jako piłkarz Lecha?

– Cieszymy się, że wyjechał do silnej ligi. Zarobiły na nim Zagłębie i Cracovia, ale rzeczywiście Piątek był bardzo blisko transferu do Lecha. Polskie kluby, także Lech, dysponują tak niewielką kasą, że nie mają prawa się mylić. Dotyczy to nie tylko tego niedoszłego transferu. Zamiast kupować zagranicznego piłkarza, lepiej zarobione na transferze pieniądze poświęcić na młodego gracza, którego też będzie można wytransferować. Taka jest nasza wizja prowadzenia klubu, ale nie my rządzimy. My tylko chcemy, by polskie kluby zarabiały jak najwięcej pieniędzy. By za transfer jednego zawodnika nie kupowały trzech nowych, z których dwóch do niczego się nie nadaje.

Było pewne, że na Piątku będzie można sporo zarobić.

– Na niekorzyść tego transferu zadziałał fakt, że Lech miał w tym czasie Kownackiego i Robaka. Jednak „Kownaś” sprawdzał się na skrzydle, więc Piątek miałby szansę stopniowo wchodzić do drużyny.

Jak to było z Damianem Kądziorem, piłkarzem Górnika Zabrze, który miał przyjść do Lecha?

– Lech się nim zainteresował, więc prowadziliśmy rozmowy. Podkreślam – nie było tak, jak niektórzy sugerują, że Lech nam zlecił przeprowadzenie tego transferu. Reprezentowaliśmy Kądziora w sprawie przejścia do Lecha, potem umowę rozszerzyliśmy na inne kluby. To wszystko. W imieniu Lecha nigdy nie prowadziliśmy żadnych rozmów transferowych. Klub ma osobę, która tym się zajmuje. Piotra Rutkowskiego. To on prowadzi rozmowy z agentami, piłkarzami. My występujemy tylko w imieniu zawodników, których reprezentujemy, a więc zaledwie kilku. Wolelibyśmy, by było ich więcej. Kiedy ktoś mi zarzuca, że rządzimy transferami Lecha, to głośno się śmieję. Daliśmy trzech piłkarzy, a w tym czasie klub sprowadził chyba z osiemdziesięciu innych, którzy kosztowali grube miliony.

Chyba zdarza się wam, choćby w towarzyskich rozmowach, podpowiedzieć władzom Lecha ciekawe, waszym zdaniem, rozwiązania.

– Oczywiście, że zdarza się nam coś zasugerować. Każdy ma jednak swoją wizję prowadzenia klubu, budowania drużyny. My w futbolu jesteśmy tak długo, że swoich racji jesteśmy pewni. Wiemy też, jacy piłkarze nadają się dla Lecha, a jacy nie. Nie polecamy naszych zawodników, jeżeli wiemy, że to zły pomysł. Proponowani przez nas zawodnicy sprawdzają się w klubach prawie zawsze.

W poprzednich latach klub walczył z zadłużeniem, co miało wpływ na politykę transferową.

– Uporał się z tym. Prowadzony jest tak, że dla wszystkich mógłby być finansowym wzorem. W obecnej sytuacji aż się prosi o większe wydatki na solidne wzmocnienia, ale warto się zastanowić, czy najlepszą drogą nie byłoby promowanie zdolnych piłkarzy z polskiej ligi. My jesteśmy o tym przekonani. Piłkarze z zagranicy rzadko się zwracają. Polscy spłacą się prawie na pewno.

Przy waszym pośrednictwie pierwszą drużynę zasila młodzież z Lechowej akademii.

– Zgadza się, ale i ich nie było wielu. Przez pięć lat – Karol Linetty, Jakub Serafin, Janek Bednarek, Tymek Klupś, Jakub Moder, ostatnio Hubert Sobol. Karol i Janek grają już w innych ligach, a Lech zarobił na nich miliony euro. Niewiele brakowało, by ich śladem poszedł Robert Gumny. Kiedyś pójdzie, szybciej niż myślimy. Pomogliśmy też przy sprzedaży Kędziory, Teodorczyka, Kadara, Tetteha, choć poza tym ostatnim nie byli oni z nami związani umową. Przypomnę, że Kucharski wyciągnął z Lecha Miłosza Kozaka właściwie za darmo. Bielika też. To my jesteśmy gwarancją, że Lech tak potraktowany nie będzie i konto klubu i akademii zasilą grube miliony euro. Akademię Lecha w sumie opuściło około stu piłkarzy, a my reprezentowaliśmy tylko siedmiu. Mamy najlepszych, bo takich wyszukujemy, a później pracujemy z nimi na wielu płaszczyznach, zarówno sportowych, jak i typowo ludzkich

Skoro o związkach z Legią mowa, to warto wspomnieć o innym waszym piłkarzu – Bartoszu Bereszyńskim.

– Nalegaliśmy, by Lech dał mu szansę, sprawdził go w roli bocznego obrońcy. Klub miał inne plany, chciał przedłużyć kontrakt i go wypożyczyć do 1 ligi, poza tym nie widział go na boku obrony . Nie można więc powiedzieć, że wyrwaliśmy Lechowi gracza, na którego stawiał, przyszłą gwiazdę. Wprost przeciwnie. Chcieliśmy pomóc piłkarzowi, bo to nasz obowiązek. Nie jesteśmy agencją Lecha, nie wobec klubu mamy zobowiązania. Bartek dostał atrakcyjną sportowo propozycję, dzwonił i namawiał go do transferu trener Jan Urban. Nie chcieliśmy, by cofał się w rozwoju, właśnie tym się zajmujemy. Życie pokazało, że dla niego był to dobry wybór, choć pewnie fani Lecha nie zmienią opinii o nim.

Czy obserwując rozwój młodych zawodników stwierdzacie, że do Akademii Lecha trafiają coraz większe talenty?

– Mamy nadzieję, żeperełki, takie jak Karol Linetty, czy Dawid Kownacki, wkrótce znów opuszczą akademię. Talentów jest naprawdę sporo. My bardzo na to liczymy.

Dokonujecie milionowych transakcji, ale jesteście kibicami Lecha. Czy czasami serce nie zadrży, że stracicie, bo będziecie kierować się sercem?

– Zdarza się, ale jeśli chodzi Lecha, to sytuacja jest jasna – rozwój w tym klubie to idealna droga dla piłkarza. Rozmawiając z klubem doradzamy, proponujemy i szukamy optymalnego rozwiązania. Nie mieliśmy wątpliwości, że czasowa gra Gumnego dla Podbeskidzia to trafne rozwiązanie. Tam się rozwinął i wrócił, by zająć miejsce po Kędziorze. Inni managerowie wywożą za granicę nie piłkarza ukształtowanego, doświadczonego, jak Karol Linetty, ale młodziutkiego, byle jak najszybciej zarobić. My tak nie działamy.

Ostatecznie i tak zarabiacie dużo więcej.

– Cieszymy się, gdy sprzedając naszych zawodników Lech bije transferowe rekordy, a na konta innych klubów wpływają potężne kwoty, bo to opłaca się wszystkim, także nam.

W jaki sposób młody piłkarz trafia pod wasze skrzydła?

– Otaczamy go opieką, gdy kończy 15-16 lat, dobrze rokuje, ma szanse zostać klasowym piłkarzem.

Skąd wiecie, że młody chłopak wyrośnie na klasowego zawodnika? Tylko siedmiu wychowanków Lecha to wasi piłkarze, ale to akurat ci najlepsi.

– Znamy się na piłce. Działamy w niej od dziecka. Mamy za sobą kursy trenerskie. Wiemy, czego potrzeba 15-latkowi, by został dobrym piłkarzem. Oceniamy szybkość, dynamikę, mentalność, zaangażowanie. Liczy się nie to, co prezentuje dziś, ale jaki ma potencjał. Powiem nieskromnie, że mamy o tym pojęcie. Potrafimy postawić na właściwego konia. Z całego rocznika wybieramy jednego, czasami dwóch, którym pomagamy w budowaniu kariery. Udzielamy wielu wskazówek, także w sprawach diety, zachęcamy do treningu personalnego. Oceniamy, że to tacy piłkarze, którzy mają szansę wyjechać za granicę, do klubu z silnej ligi.

W przypadku nieletnich trzeba dogadać się z rodzicami.

– Jeżeli piłkarz nie ma 18 lat, na umowę z nami muszą się zgodzić rodzice. Wszystko zgodnie z przepisami PZPN. Wspólnie kreślimy plany dla tego chłopaka, wybieramy optymalną ścieżkę rozwoju. Ten system idealnie się sprawdza. Jest korzystny dla obu stron. Wrócę do osoby Krzysztofa Piątka. Zainteresował się nim klub z Genui. Wiedzieliśmy jednak, że dla niego jest zbyt wcześnie na wyjazd z kraju. Nie znał żadnego języka, pochodził z małej miejscowości, po prostu brakowało mu doświadczenia. Uznaliśmy, że powinien najpierw trafić do Krakowa i Cracovii, gdzie szatnia była międzynarodowa. Ostatecznie znalazł się w Genui, ale nie za 700 tysięcy euro, jakie wtedy proponowano, ale za ponad 4 miliony. Ma lepszy kontrakt, inną pozycję w drużynie, przez co inaczej jest postrzegany.

Po tylu trafnych ruchach wasza renoma rośnie.

– Dobrze postrzegają nas w całej Polsce. Nikogo nie oszukamy, żadnemu klubowi nie podbierzemy piłkarza, to nie nasz styl. Nie wywieziemy za granicę juniora skazując go na pożarcie. Uważamy, że najlepszy rozwój gwarantuje polska liga, można tu się dobrze wypromować. Nasza filozofia znajduje uznanie wśród prezesów klubów, za nami przemawiają fakty, kluby mają do nas zaufanie. Nasi gracze to Góralski sprzedany z Jagiellonii, Bereszyński z Legii, Piątek z Cracovii, kilku zawodników z Lecha. Każdy z nich kosztował miliony euro. Zmieniają kluby na zagraniczne po to, by grać, a nie szybko wracać do polskiej ligi z podkulonym ogonem. Na kontaktach z nami kluby nie tracą.

Rozmawiał Józef Djaczenko