Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Porażka Lecha w Lubinie

włącz .

Kolejorz wygrywał w lidze i wygrywał, aż zaczął przegrywać. Uległ drużynie lepszej, posługujacej się prostą, ale mądrą taktyką, dobrze zorganizowanej, a przede wszystkim bardziej wyrównanej. Poczynaniami Lecha rządził chaos, mnożyły się błędy w defensywie. Brakowało argumentów w ataku i jakości w obronie. Przede wszystkim – pomysłu na rozegranie tego spotkania.

W fatalnym spotkaniu z Wisłą trener Lecha wystawił niemal identyczny skład, jak kilka dni wcześniej w meczu pucharowym. Tym razem dokonał kilku zmian, a przyczyną tego była plaga kontuzji. Do drużyny, od razu jako kapitan wrócił Łukasz Trałka. Największą jednak niespodzianką było sięgnięcie po Marcina Wasielewskiego, zgłoszonego do rozgrywek niemal w ostatniej chwili. Zagrał na nietypowej dla siebie lewej stronie. To miała być odpowiedź trenera na problemy z wahadłowymi przy zachowaniu systemu z trzema obrońcami. Ivan Djurdjević nie poddaje się, mimo problemów w defensywie nie rezygnuje z tej taktyki.

Lech początkowo dłużej utrzymywał się przy piłce, z czego jednak nic nie wynikało, bo nie tworzył zagrożenia, najczęściej podania wymieniali miedzy sobą obrońcy. Zagłębie nie atakowało frontalnie, czekało na okazję do zadania ciosu wiedząc, że defensywa gości nie jest solidna i zgrana. O jej jakości dobrze świadczy sytuacja z 10 minuty. Przestraszony obecnością napastnika Zagłębia Janicki wybił piłkę na aut. Gospodarze wrzucili ją na boisko i przeprowadzili błyskawiczną akcję, po której niewiele brakowało do gola.

Kilka minut później obrona Lecha została rozklepana kilkoma szybkimi podaniami. Wyprowadzony na dobrą pozycję Janoszka nie miał problemu z objechaniem bramkarza Lecha. Chwilę później Putnocky, zastępujący Buricia, niepewnie interweniował i znów było groźnie. Trzeba było próbować odrobić stratę, ale nic z tego nie wychodziło. Nie było przyspieszenia, energii, pomysłu. Było tylko mordowanie widzów podaniami wszerz boiska, z których kompletnie nic nie wynikało. Powróciły więc koszmary z ubiegłego sezonu. Dopiero w 31 minucie wyjście do ataku Gytkjaera i Tiby przyniosłoby gola, gdyby nie desperacka interwencja obrońcy.

W drugiej połowie, widząc bezradność Lecha i grę z pomysłem Zagłębia, można się było spodziewać wszystkiego najgorszego, nawet wysokiej porażki. A jednak Kolejorz tuż po przerwie zaskoczył gospodarzy szybkim atakiem. Tym razem podania były celne. Tiba do Gytkjaera, ten do ofensywnie grającego w tym meczu Cywki, strzał z linii pola karnego i wyrównanie. Szkoda, że tylko na chwilę. Zagłębie błyskawicznie znów wyszło na prowadzenie, po rzucie rożnym i strzale głową Tuszyńskiego mimo bliskiej obecności, i tylko obecności Orłowskiego. Zapowiadało się ostre strzelanie, podobnie jak w innych meczach tej ligowej kolejki. Ciągle jednak gospodarze byli groźniejsi, bardziej zdecydowani, grający konsekwentnie, nie notujący tylu prostych błędów, co Lech.

Trzeba przyznać, że Lech próbował grać do przodu, ale nic mu nie wychodziło. Brakowało skrzydłowych, spokoju w rozegraniu, no i ciągle trzeba było drżeć o postawę defensywy. Skandalicznie spisujący się Janicki popełniał jeden niewymuszony błąd po drugim. Orłowski był niepewny w interwencjach, często spóźniony. Widać, że nie jest przyzwyczajony do szybkiej gry w ekstraklasie. Defensywni gracze brali się za rozgrywanie, zamykanie Zagłębia na jego połowie, ale mieli problemy z powrotem pod własną bramkę po stracie piłki. A tak właśnie kończyły się wszystkie pozycyjne ataki Lecha.

Trener przeprowadził zmiany ofensywne, wpuszczając na boisko Raduta i Dioniego, na koniec Jóźwiaka. Lech w ostatnim kwadransie mocno naciskał. Kilka razy szczęścia i kilku centymetrów zabrakło Amaralowi i Tibie próbującym oddawać strzały. Trzeba było ryzykować, co nie jest łatwe przy niepewnej defensywie, Lech jednak nie rezygnował. Kilka minut przed końcem Lech miał rzut wolny z dogodnego miejsca. Niestety, za strzelanie wziął się Radut i szansa przepadła. Kolejorz atakował non stop, ale chaotycznie i niezbyt szybko. Wrzucanie piłki w pole karne nie moglo przynieść sukcesu.

Zagłębie Lubin – Lech Poznań 2:1 (1:0)

Bramki: Janoszka ('15), Tuszyński ('52) - Cywka ('48).
Żółte kartki: Cywka, Orłowski.

Zagłębie Lubin: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Maciej Dąbrowski, Lubomir Guldan, Daniel Dziwniel - Łukasz Janoszka (74. Dawid Pakulski), Filip Jagiełło (85. Damian Bohar), Filip Starzyński, Jakub Tosik, Bartłomiej Pawłowski - Patryk Tuszyński (90. Jakub Mares).

Lech Poznań: Matus Putnocky - Maciej Orłowski, Rafał Janicki, Vernon de Marco - Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka (72. Mihai Radut), Łukasz Trałka, Pedro Tiba, Marcin Wasielewski (86. Kamil Jóźwiak) - Joao Amaral (72. Dioni Villalba), Christian Gytkjaer.