Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lokomotywa wypadła z torów

włącz .

Kiedy grający z Wisłą Kraków Lech bardzo szybko strzelił dwa gole wydawało się, że kolejne są kwestią czasu. Tym bardziej, że dobrych okazji nie brakowało. Nastąpiła jednak wielka katastrofa. Pozbawiona defensywy i zmęczona po czwartkowym meczu drużyna dała sobie strzelić aż pięć bramek i poniosła historyczną porażkę.

Trener Djurdjević zaufał tym zawodnikom, którzy trzy dni wcześniej grali przeciwko KRC Genk. Dokonał tylko jednej, wymuszonej zresztą zmiany – na prawym wahadle pojawił się Maciej Makuszewski. W tym czasie wypoczęci piłkarze siedzieli na ławce rezerwowych. Po meczu trener Wisły, Maciej Stolarczyk przyznał, że jego zespół nastawił się na wykorzystanie zmęczenia gospodarzy. Plan ten powiódł się w pełni.

Już pierwsza akcja meczu mogła przynieść gola dla Wisły. Nie minęło pół minuty gry, a przedostała się pod pole karne Lecha, wymanewrowała obronę i Ondrasek mógł oddać celny strzał, pewnie na szczęście wyłapany przez Buricia. Goście stosowali pressing, stale naciskali na wyprowadzających piłkę defensorów Kolejorza, utrudniali nawet wyrzucanie piłki z autów, inicjowali ataki bokami boiska, stale byli groźni. Było im o tyle łatwo, że piłkarze Lecha popełniali coraz głupsze błędy, grali nonszalancko, na luzie, jakby byli przekonani o swej sile ofensywnej, która potrafi zdziałać cuda.

Jednak już po kilku minutach Lech prowadził, właśnie za sprawą niezwykłego luzu, z jakim Amaral minął zwodem przeciwnika i oddał piękny strzał zewnętrzną stroną stopy. To był widowiskowy gol. Niebawem Lech prowadził 2:0, po rzucie karnym za zagranie ręką. Gytkjaer oddał pewny, górny strzał, poza zasięgiem bramkarza. Na stadionie nie było takiego, który by wątpił w dalsze bramki strzelone przez klasowych ofensywnych graczy Lecha. I rzeczywiście okazji im nie brakowało, nie potrafili ich jednak wykorzystać. Niestety, oprócz graczy ofensywnych, Lech ma też defensywnych. Na tym polega jego nieszczęście. Ten mecz ujawnił ich słabość.

Być może Lech wygrałby ten mecz, gdyby nie strata gola jeszcze w pierwszej połowie po katastrofalnym błędzie Janickiego. Chciał odegrać głową do bramkarza, ale zrobił to tak, że przeciwnik łatwo przejął piłkę, znalazł się sam na sam i pokonał Buricia. Mecz był wyrównany, Lech atakował, ale Wisła była równie groźna i dużo bardziej agresywna. Nie zaprzestała pressingu, zmuszała obrońców do kolejnych złych zagrań. Szczególnie fatalnie spisywał się Vujadinović. Także Jóźwiak nie miał swego dnia i po jego licznych stratach Wisła miała okazje wyprowadzać szybkie kontry.

To, co wydarzyło się po przerwie, trzeba nazwać jedną z większych katastrof w dziejach Lecha. Gdy gra została wznowiona, każda ofensywna akcja Wisły kończyła się golem. W kilkanaście minut potrafiła wyjść na dwubramkowe prowadzenie, w jednym przypadku po wideweryfikacji, bo sędzia początkowo widział pozycję spaloną, w drugim przy pomocy Gytkjaeera, który do gola dla Lecha dorzucił samobója. Te trzy gole wstrząsnęły Lechem. Niby atakował, tworzył kolejne okazje bramkowe, ale wszystkie partolił. Najlepsze zmarnowali Gytkjaer, Tomczyk i Tiba. A Wisła potrafiła zadać jeszcze jeden cios przekonując Ivana Djurdjevicia, ile taktycznej pracy przed nim, a władze klubu, że obecny skład obrony to proszenie się o kolejne klęski.

Lech Poznań – Wisła Kraków 2:5 (2:1)

Bramki: Joao Amaral (8’), Christian Gytkjaer (18’) - Martin Koštál (24’), Zdeněk Ondrášek (50’, 61’), Christian Gytkjaer (sam.)(55’), Marko Kolar (89’)

Żółte kartki: Vernon De Marco (47’), Joao Amaral (58’), Paweł Tomczyk (85’), Mihai Radut (90’) - Martin Koštál (57’), Jesus Imaz (84’), Marcin Wasilewski (87’)

Lech Poznań: Jasmin Burić - Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Vernon De Marco - Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka (76’ Paweł Tomczyk), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak (61’ Piotr Tomasik) - Maciej Gajos (83’ Mihai Radut), Joao Amaral - Christian Gytkjaer.

Wisła Kraków: Mateusz Lis - Jakub Bartkowski, Marcin Wasilewski, Maciej Sadlok, Rafał Pietrzak - Vullnet Basha, Dawid Kort - Jakub Bartosz (62’ Rafał Boguski), Jesús Imaz, Martin Koštál (79’ Zoran Arsenić) - Zdeněk Ondrášek (74’ Marko Kolar).