Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rozpędzona lokomotywa rozjechała beniaminka

włącz .

Lech liderem ekstraklasy. Cztery mecze, cztery zwycięstwa, tylko jedna stracona bramka. Zagłębie Sosnowiec zostało pokonane w Poznaniu 4:0, ale gdyby wynik brzmiał 6:4 dla Kolejorza, nikt by nie był zdziwiony, bo beniaminek dochodził do dobrych sytuacji bramkowych prawie równie łatwo, jak w czwartek KRC Genk.

Piłkarze Lecha mają prawo odczuwać zmęczenie po meczach rozgrywanych co kilka dni. Trener Djurdjević dał odpocząć kilku swym ważnym zawodnikom, takim jak Trałka, Gytkjaer, Kostewycz, którego w meczu ligowym nie było nawet na ławce rezerwowych. Pierwszy raz w wyjściowym składzie znalazł się Paweł Tomczyk. I to on został bohaterem tego spotkania zdobywając dwa gole i zaliczając asystę. Mogło być jeszcze lepiej.

Zaczęło się od ataku Zagłębia i starcia w polu karnym, gdy Sanogo padł domagając się rzutu karnego. Sędzia nie miał wątpliwości – to była klasyczna „symulka”, ukarana żółtą kartką. Napastnik z Sosnowca wyróżnił się nie tylko tym, ale i masowo marnowanymi okazjami bramkowymi. Mógł uzyskać co najmniej hat tricka. Trafiał wprost w Buricia albo w słupek. Zanim do tego doszło, na prowadzenie wyszedł Lech wykorzystując błyskawiczną kontrę. Tiba „wypuścił” Tomczyka, ten będąc sam na sam z bramkarzem podał do Amarala, a Portugalczyk strzelił do pustej bramki.

Tomczyk mógł skończyć tę akcję, ale wolał obsłużyć kolegę. Za to potem już sam celnie strzelał. Jóźwiak podał na skrzydło do Makuszewskiego, ten wycofał do młodego napastnika, który zdobył filmowego gola. Zanim piłka wpadła w narożnik bramki, otarła się o poprzeczkę. Potem dobił strzał głową Amarala. Mógł zdobyć i trzeciego gola, ale tym razem nie trafił. Do przerwy grający swobodnie Lech prowadził 3:0 i wynik był rozstrzygnięty. Dużą klasę demonstrował Jóźwiak, mijający rywali z dużym luzem. Celnie podawał Tiba. Straty notował Tomasik.

I tylko ta defensywa… W zadziwiający sposób pozwalała beniaminkowi z Sosnowca na dochodzenie do strzałów. Kilka razy wydawało się, że bramka musi wreszcie paść, ale zawsze na posterunku był Burić, albo w ostatniej chwili sytuację ratował któryś z defensorów. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Okresami Lech grał tak, jakby chciał oszczędzać siły, a nie mający niczego do stracenia goście nacierali i łatwo meldowali się w polu karnym Buricia. Nie dość jednak, że nie strzelili gola, to sami go stracili. Gajos, który wszedł na boisko w drugiej połowie świetnie wykonał rzut wolny. To by strzał nie do obrony – piłka wpadła w sam „okienko”.

Na ostatnie minuty wszedł na boisko debiutujący w polskiej ekstraklasie Dioni. Wyprowadził kilka szybki ataków, ale nie próbował wchodzić w dryblingi, nie szedł na przebój, co jest jego mocną stroną, lecz podawał kolegom. Wynik już się nie zmienił. Lech przetrwał ostatnie ataki Zagłębia, nie potrafił wykorzystać własnych sytuacji, ale i tak boisko opuszczał jako nowy lider ligowej tabeli.

Lech Poznań – Zagłębie Sosnowiec 4:0 (3:0)

Bramki: Joao Amaral (7’), Paweł Tomczyk (20’, 41’), Maciej Gajos (70’)

Żółte kartki: Rafał Janicki (58’), Maciej Makuszewski (81’) - Vamara Sanogo (3’), Piotr Polczak (65’), Giacomo Mello Corbeliini (68’).

Lech PoznańJasmin Burić – Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Vernon De Marco – Kamil Jóźwiak (84’ Darko Jevtić), Tomasz Cywka (64’ Maciej Gajos), Pedro Tiba, Piotr Tomasik – Maciej Makuszewski, Joao Amaral (73’ Dioni Villalba)– Paweł Tomczyk.

Zagłębie Sosnowiec: Dawid Kudła – Michael Heinloth, Arkadiusz Jędrych, Piotr Polczak, Nuno Malheiro – Adam Kokoszka, Bartłomiej Babiarz (82’ Junior Torunarigha) – Konrad Wrzesiński (85’ Adam Banasiak), Tomasz Nowak, Žarko Udovičić (67’ Giacomo Mello Corbelini) – Vamara Sanogo.

Mecz bez udziału publiczności.