Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Belgijska lekcja futbolu

włącz .

Porażkę w Genk wynikiem 0:2 trzeba uznać za dobry wynik Lecha. Miejscowa drużyna, grająca szybko, z polotem, lepsza pod każdym względem miała niezliczone sytuacje bramkowe. Mnożyły się groźne strzały przyjmowane na ciało przez obrońców Kolejorza, poprzeczki, słupki, udane parady Buricia. Różnica w jakości gry była zatrważająca, więc trudno liczyć na odrobienie strat w Poznaniu.

Wiadomo było, że kluczową dla Lecha formacją będzie defensywa. Ivan Djurdjević ustawienia nie zmienia, posłał na boisko trzech środkowych obrońców, tych samych zresztą, co w ostatnim spotkaniu: Rogne, Orłowski, De Marco. Zdrowy już i najbardziej z nich doświadczony Vujadinović zasiadł na ławce, by zmienić w drugiej połowie Rogne. Nie mógł grać Tiba, w rezerwie pozostał jego rodak Amaral, ale i on boiska nie powąchał. Po tym meczu widać, dlaczego belgijski futbol robi furorę w świecie, a polskie kluby rozwijają wszystko oprócz piłki nożnej.

Początkowo Lech radził sobie jako tako, starał się rozgrywać piłkę w środku boiska. Kiedy Belgowie przyspieszyli, do końca meczu robili już co chcieli. W 5 minucie rozklepali obronę poznańską. Strzelali do pustej bramki, trafili w broniącego ciałem Orłowskiego. Genk prowadził akcje na pełnej szybkości, piłka krążyła między gospodarzami, Lech mógł się tylko przyglądać. Stać go było na podania do Buricia, który wybijał na ślepo, by po kilku sekundach znajdować się w opałach.

Tylko raz Lech poważnie zagroził gospodarzom, gdy Jevtić podawał ze stojącej piłki. Kilku poznaniaków minęło się z dobrze wrzuconą piłką, na końcu fatalnie skiksował Gytkjaer. Jedynym, co Lechowi dobrze wychodziło, było łapanie gospodarzy na spalone. Sędzia nie uznał im nawet gola, bo boczny sędzia podniósł chorągiewkę. Najgroźniej pod bramką Lecha robiło się po stratach Gytkjaera w ataku. Był aktywny, ale mylił się raz po raz, odskakiwała mu piłka, za każdym razem Belgowie w ciągu sekund meldowali się w polu karnym Lecha. Po jednej takie stracie Burić musiał niemal natychmiast bronić w sytuacji sam na sam. Czynił to zresztą tego wieczoru raz po raz. Chwilę później jednak padł gol „do szatni”, gdy Ukrainiec Malinowski szybkim zwodem wyszedł na dobrą pozycję i oddał mocny, precyzyjny strzał.

Drugą połowę Lech znów zaczął dobrze, ale już po 10 minutach padł drugi gol. Żaden z obrońców nie interweniował, gdy zawodnik Genku wyskakiwał do dośrodkowania i celnie strzelał głową. Belgowie zachowywali się, jakby wpadli w trans. Grali z dużą swobodą, Lech był bezradny, gdy wymieniając błyskawiczne podania przedostawali się pod jego bramkę, ośmieszali obronę, oddawali strzały. To cud, że trafili tylko dwa razy. Kilka razy dobrze interweniował Burić.

Pod koniec meczu Lech spróbował zaszachować gospodarzy pressingiem. Był on jednak żałosny, bo jeżeli nawet udało się w ten sposób odzyskać piłkę, to już sekundę później padała ona łupem dużo lepiej wyszkolonych technicznie przeciwników i na bramkę Buricia sunął kolejny szybki atak. Gospodarze nie mylili się, nie podawali niecelnie. Natomiast Gajos, Gytkjaer, Jevtić, Makuszewski psuli każdą akcję, nie potrafili celnie podać na kilka metrów. Z taką jakością gry nie ma czego szukać w Europie. Być może uda się za rok, ale pod warunkiem, że w koszulkach Kolejorza zagrają dużo lepsi piłkarze. W poprzednich meczach Lech grał do końca, strzelał ważne gole. Teraz był na to zbyt słaby, a jako sukces należy uznać to, że Genk, który stworzył w ostatnich minutach istne tornado w polu karnym, miał pecha i nie pokonał więcej „Jasia”. Co zresztą niczego nie zmienia…

KRC Genk – Lech Poznań 2:0 (1:0)

Bramki: Malinovsky (44’), Samatta (56’)

Żółte kartki: Maciej Makuszewski (25’), Thomas Rogne (49’), Vernon De Marco (73’), Wołodymyr Kostewycz (82), Łukasz Trałka (90’)

KRC Genk: Daniel Vuković – Joakim Maehle, Sebastian Dewaest, Jhon Lucumi, Jere Uronen – Sander Berge, Ruslan Malinovsky, Alejandro Pozuelo – Leandro Trossard (82’ Edon Zhegrova), Dieumerci Ndongala – Ally Samatta (64’ Zinho Gano).

Lech Poznań: Jasmin Burić – Maciej Orłowski, Thomas Rogne (68’ Nikola Vujadinović), Vernon De Marco – Maciej Makuszewski (54’ Kamil Jóźwiak), Tomasz Cywka, Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Wołodymyr Kostewycz – Darko Jevtić (75’ Paweł Tomczyk), Christian Gytkjaer.