Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nic do stracenia, wszystko do zyskania

włącz .

Lech nie będzie faworytem w starciu z Genk. Ma przed sobą rywala bardzo dobrego, zaprawionego w pucharowych bojach i w zmaganiach w lidze stojącej na bez porównania wyższym poziomie niż polska. Rzadko grywa z zespołami o tak wysokiej piłkarskiej kulturze, bo zwykle odpada na wcześniejszych etapach pucharowej rywalizacji, czasami kompromitując siebie i polską piłkę. Tym razem eliminacja Lecha wstydu mu nie przyniesie, szczególnie po twardej walce.

Nie jest zresztą wcale powiedziane, że trzeba odpaść. Owszem, jest to wielce prawdopodobne, ale jeszcze nie przesądzone. Futbol to nie hokej, nie koszykówka. Tu faworyci, jeśli mają słabszy dzień i ktoś znajdzie na nich sposób, często zawodzą. Dowodem na to jest choćby Lech, który potrafił wygrać z Manchesterem City i ulec amatorom z Islandii. Problem w tym, by zagrać mądrze taktycznie i dać z siebie wszystko.

Skutki złego zarządzania pierwszą drużyną jeszcze długo będą widoczne. Trwa właśnie jej odbudowa, ale trzeba poczekać na waleczność od początku do końca, rozmach w grze, pełną determinację i piłkarską jakość. Zbyt wiele było fatalnych zdarzeń, byśmy z dnia na dzień zobaczyli nowego Lecha. Już jest dużo lepiej niż było. Świadczą o tym wyniki i gole zdobywane w końcówkach. Brakuje jeszcze piłkarskiej jakości, wysokiej formy wszystkich kluczowych zawodników. Dwumecz z Genk pokaże, na jakim etapie znajduje się Lech. Nawet jeśli trzeba się będzie żegnać z pucharami, lekcja okaże się wartościowa.

Nie ma więc niczego do stracenia. Wiadomo, jak szybko gra drużyna belgijska, jak sprawnie operuje piłką w ataku, jakie umiejętności mają jej piłkarze. Znając trenera Djurdjevicia, włoży on w ten mecz, najważniejszy w jego trenerskim życiu, wszystko, co zdobył obcując z futbolem, by znaleźć sposób na Genk. Nie ma wielkiego komfortu, bo najwięcej zależy od wykonawców, czyli tych, co będą jego plan realizować. Belgowie są mocniejsi w ataku niż w defensywie. Atakują z rozmachem, skrzydłami i środkiem, a to wymaga odsłonięcia się. To stworzy idealne warunki na wyprowadzenie kontr, czyli strzelenie co najmniej jednej bramki na wyjeździe.

Nie może grać ten, który okazał się największym wzmocnieniem w nowym sezonie – Tiba. Amaral nie ma jeszcze sił na cały mecz, ale jeśli wyjdzie mu błyskotliwe zagranie, może uciszyć stadion. To samo dotyczy Jevticia, oszczędzanego w ostatnim meczu ligowym, a także znajdującego się w życiowej formie Kostewycza. Co prawda Makuszewski jeszcze nie jest w optymalnej dyspozycji, ale kto wie, czy sukcesu nie zapewni Lechowi Kamil Jóźwiak, którego wejście na boisko we Wrocławiu odmieniło ofensywę Lecha.

Wątpliwe, by trener zrezygnował z wystawienia trzech środkowych obrońców. W tym meczu dużo będzie zależało od defensywy, a niestety nie można jeszcze powiedzieć, że to silna strona Lecha. Z pewnością zagra najlepszy obecnie obrońca, Rogne. Prawdopodobnie też Vujadinović. Trzecim będzie De Marco, rzucony na głęboką wodę w sytuacji, gdy prawie żegnał się z klubem z poczuciem niewykorzystanej szansy. Kto wie, czy największym problemem Lecha nie będzie bramkarz, ktokolwiek by nie zagrał. Obaj są elektryczni, popełniają pomyłki, ich forma odbiega od tego, co pokazywali w poprzednim sezonie. Rywal będzie nacierał, odda co najmniej tuzin groźnych strzałów, bo tak robi w każdym meczu. Powód do niepokoju istnieje. Lech uzyska korzystny wynik tylko wtedy, gdy nikt nie będzie odstawał od poziomu całego zespołu, zdeterminowanego i grającego ze szczęściem.