Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Awans Lecha po fantastycznych, nikomu nie potrzebnych emocjach

włącz .

Hat trick Gytkjaera, popisy Kostewycza, techniczne fajerwerki Amarala, dogrywka, trzy czerwone kartki w samej końcówce – to wszystko otrzymali kibice, którzy w liczbie 16,5 tysiąca zasiedli na trybunach po tym, jak wojewoda otworzył stadion. Awans faworyzowanego Lecha wisiał na włosku, ale stał się faktem.

Po bramkowym remisie na wyjeździe Lechowi wystarczał wynik bezbramkowy. Świadomi tego piłkarze Szachtiora Soligorsk nie czekali na wyrok, lecz zastosowali pressing, nacierali, dążyli do strzelenia bramki. W tej sytuacji Lechowi pozostawały kontry. Jedna z nich zakończyła się golem. Najlepszy na boisku, szalejący na lewym skrzydle Kostewycz podał do Jevticia, ten znalazł znajdującego się w dobrej sytuacji Gytkjaera i goście przegrywali. Skrzydeł im to nie podcięło. Zaatakowali jeszcze mocniej.

W grze Kolejorza widać coraz więcej jakości. Nawet Burić stara się nie wybijać piłki na oślep, a koledzy wolą ją rozgrywać niż wycofywać. W środku pola imponuje Tiba, który wie, którego z kolegów uruchomić, potrafi zwolnić lub przyspieszyć grę. Jeszcze w pierwszej połowie dobrze obsługiwany Gytkjaer mógł zaliczyć hat trocka. Trafił w poprzeczkę, jego strzały bronił solidny bramkarz. Lech starał się podwyższyć prowadzenie, by szybko zakończyć emocje. Niestety, one miały narastać.

Po przerwie Białorusini nacierali jeszcze energiczniej. Nie wiadomo, jak by się to skończyło, gdyby mieli więcej jakości, nie notowali prostych strat. Nie oddawali strzałów, ale mieli inicjatywę i w każdej chwili mogli Buriciowi zagrozić. W drugiej połowie obrońcę Janickiego zastąpił dużo mniej doświadczony Orłowski. Nie grał źle, ale w kluczowym momencie popełnił błąd i pod bramką Lecha powstało ogromne zamieszanie. Nikt nie potrafił wybić piłki, Burić prawie ją złapał, ale w końcu Białorusini przepchnęli ją za linię bramkową, bardziej siłą woli i naporem fizycznym niż akcją piłkarską.

Lech miał kolejne okazje bramkowe. Kilka razy mógł trafić wprowadzony na boisko Amaral. To piłkarz o bajecznej, jak na polskie warunki, technice. Mijał przeciwników, oddawał strzały, celu niestety nie osiągał, bo jego uderzeniom brakowało mocy, albo na posterunku stał bramkarz, lub brakowało odrobiny szczęścia. Potrafił przejąć dalekie wybicie Buricia, znakomicie opanować piłkę i uderzyć mimo ataku obrońców. To była filmowa akcja. Gol był o włos. Nie padł jednak ani wtedy, ani do 90 minuty. Sędzia zarządził dogrywkę.

Tuż po jej rozpoczęciu Lech prowadził, po jeszcze jednej szybkiej akcji i strzale Gytkjaera. Białorusini przez cały mecz nie przebierali w środkach. Niemiecki sędzia raz po raz karał ich kartkami, ale czynił to tak, by nikomu nie pokazać jej dwukrotnie. Kiedy Lech strzelił jeszcze jednego gola, nie miał wyjścia, bo goście już nie tylko faulowali, ale i demonstrowali niesportowe zachowanie, wszczynali awantury. W ten sposób, raz za razem, wyrzucił z boiska trzech piłkarzy Szachtiora. Gdy goście grali w ósemkę, Lech ograniczał się do spokojnego rozgrywania piłki. Potrafił jednak przyspieszyć w doliczonym do dogrywki czasie i znów było o włos od bramki. Awans został wywalczony ku uciesze żywo reagującej na wydarzenia publiczności, ale kosztem zmęczenia, które w niedzielę spróbuje wykorzystać Śląsk Wrocław.

Lech Poznań – Szachtior Soligorsk 3:1 (1:0)

Bramki: Christian Gytkjaer (15’, 94’ 118’) – Denis Laptev (79’)

Żółte kartki: Tomasz Cywka (52’), Pedro Tiba (70’), Maciej Makuszewski (83’) - Max Ebong (17’), Igor Burko (18’), Pavel Rybak (39’), Julius Szöke (64’), Denis Laptev (93’), Sergei Matveichik (102’), Sergei Balanovich (117’)

Czerwone kartki: Sergei Balanovich (117’), Pavel Rybak (120’), Denis Laptev (120’)

Lech Poznań: Jasmin Burić - Rafał Janicki (46’ Maciej Orłowski), Thomas Rogne, Vernon De Marco - Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka, Maciej Gajos (89’ Mihai Radut), Wołodymyr Kostewycz - Pedro Tiba (97’ Łukasz Trałka), Christian Gytkjaer, Darko Jevtić (66’ Joao Amaral)

Szachtior Soligorsk: Andrei Klimovich – Igor Burko, Pavel Rybak, Maksim Bordachev, Sergei Matveichik – Aleksandr Selvaya, Julius Szöke (91’ Mikhail Shibun), Yuri Kovalev, Roger Cañas (73’ Vitali Lisakovich), Max Ebong (46’ Sergei Balanovich) – Elis Bakaj (65’ Denis Laptev).