Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Ból zębów trochę mniejszy. Lech czyni postępy

włącz .

W niedzielę kolejna weryfikacja – mecz przeciwko Cracovii. Trener Lecha cieszy się, że zespół gra coraz lepiej. To jednak nie jest jeszcze poziom z czasów, gdy sam był zawodnikiem. Największy problem występuje w defensywie. Obecni obrońcy nigdy nie zagrają jak Bosacki z Arboledą, Djurdjecić z Henriquezem, czy Kikut z Wojtkowiakiem.

Rezygnacja z zawodników byle jakich, czyli tanich, szarpnięcie się na milionowe transfery musi znaleźć przełożenie na poziom prezentowany przez zespół. Bez tego nie byłoby goli w końcówkach spotkań w Erewaniu, Płocku i Soligorsku, a gole te ratowały Lecha. Gra do końca staje się znakiem firmowym Kolejorza. Dzięki milionowym transferom zyskał dużo jakości.

Lech specjalizował się w sprowadzanie graczy niedomagających, wymagających specjalnej troski i dużej cierpliwości. Teraz jest inaczej. Amaral zobaczył Poznań kilka dni przed strzeleniem w debiucie bardzo ważnej bramki. – On przygotowywał się do sezonu z Benfiką, ale sparingów nie rozgrywał. Nie może jeszcze wejść na boisko od pierwszej minuty, wymaga aklimatyzacji. Ważne, że dobrze pokazał się w drużynie – mówi trener Ivan Djurdjevic.

Także Tiba, drugi Portugalczyk dobrze się do zespołu wprowadził. Trener cieszy się, że w Soligorsku jego podopieczni rozegrali najlepsze 45 minut w tym sezonie. Potem niestety spuścili z tonu, w drugiej połowie momentami grali beznadziejnie, a symbolem bezradności stało się bojaźliwe wycofywanie piłki do Buricia, który pozbywał się jej bezładnymi wykopami. Poza tym bramkarz Lecha nie tylko zawinił przy bramce, ale i popełnił wiele innych błędów, szczęśliwie bezkarnych.

– Błędy bramkarza zdarzają się i są brzemienne w skutki, bo kosztują stratę bramki. Wiem, że będzie mi się zarzucać, że wystawiam Buricia, bo to mój kolega. Jesteśmy jednak drużyną, każdy zasługuje na szanse – mówi trener Lecha nie dając odpowiedzi, czy w meczu przeciwko Cracovii wystąpi Matus Putnocky. Zapewnił tylko, że obu bramkarzy darzy dużym zaufaniem.

Podobno drużynę buduje się zaczynając od obrony. W Lechu tego nie ma. Obrona pozostała w tyle za innymi formacjami, a na dodatek nastąpiła zmiana systemu gry. Skutek jest nieciekawy. Cała defensywa ponosi winę za stratę bramki na Białorusi. Walkę o górną piłkę przegrał Rogne, który zresztą rozegrał dobre spotkanie. Biernie akcji przeciwnika przyglądał się Janicki. Chyba był przekonany, że Burić poradzi sobie z obroną łatwego strzału. Tego dnia, gdyby przeciwnik był z wyższej półki, „Jasiu” piłkę z bramki wyjmowałby raz po raz.

Trener widzi postępy w grze, ale obecnemu Lechowi daleko jeszcze do przyzwoitości. Nawet białoruska publiczność gwizdała, gdy piłka zagrywana była przez Lechitów wszerz boiska i do tyłu i gdy Burić wykopywał ją gdzie popadnie. Jest nad czym pracować. Można się zastanawiać, dlaczego tak słaby jest ostatnio Jevtić. Ma przebłyski, jednym zagraniem potrafi ustalić wynik, ale liczba zaprzepaszczonych przez niego akcji przeraża. Kiedy bierze się za dryblowanie, strata piłki jest gwarantowana. Boisko w Soligorsku opuszczał wściekły na siebie.

Teraz Cracovia. Wiosna w jej wykonaniu była całkiem udana. Pierwszy mecz ekipie Probierza nie wyszedł, lada chwila jednak ona odpali. Oby stało się to dopiero za tydzień, a nie już w niedzielę. Lech jest w niełatwej sytuacji. Gra na dwóch frontach walcząc z demonami z poprzedniego sezonu. Gdy gra się co kilka dni, trener ma mało czasu na treningi. Jak mówi, wystarcza go tylko na regenerację, analizy, przekazywanie zawodnikom informacji o popełnianych błędach. Możliwości ofensywne zwiększą się, gdy do pełni sił wróci Jóźwiak, a zwłaszcza gdy Ivan otrzyma nowych zawodników, w tym zmiennika Gytkjaera.