Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Portugalska jakość Lecha

włącz .

Lech na Białorusi grał dużo lepiej niż w Armenii, szczególnie w pierwszej połowie, można więc było mieć nadzieję na dobry wynik. Gytkjaer trafił nawet piłką w słupek. Po przerwie, za sprawą beznadziejnej obrony, Kolejorz łatwo stracił gola. Szło mu coraz gorzej, więc wydawało się, że nie stać go na wyrównanie. Od czego jednak portugalskie nabytki. Błysk klasy Tiby i Amarala wystarczył do zdobycia gola dającego duże szanse na awans. Kolejna bramka w końcówce.

Trener Djurdjević konsekwentnie stawia na obronę trzyosobową. Chory Vujadinović do Soligorska nie pojechał, więc nie było innego wyjścia, jak wystawić Rogne, De Marco i Janickiego. Wahadłowymi byli Kostewycz i Makuszewski. Obie drużyny pokazały futbol otwarty. U gospodarzy to normalne, ale i Lech tym razem unikał markowania gry na własnej połowie. Jego akcje bardziej się podobały, więcej w nich było piłkarskiej jakości.

W pierwszym kwadransie Szachtior i Lech miały okazje bramkowe po atakach skrzydłami i dośrodkowaniach. Akcjom ofensywnym brakowało jednak dokładności. Gospodarze okazali się całkiem dobrą, nieźle zorganizowaną ekipą. Po 18 minutach wyrównanego meczu Lech był o krok od gola. Jevtić dobrze wykonał rzut rożny, zrobiło się zamieszanie w polu karnym gospodarzy, wybita piłka wróciła pod białoruską bramkę i trafiła do Gytkjaera, który oddał dobry strzał z półobrotu trafiając nieszczęśliwie tylko w słupek. Niezłe były też następne ataki Lecha, rozpoczynane przez obu wahadłowych.

Białorusini zagrozili Lechowi na jego własne życzenie, gdy wrócił do starych przyzwyczajeń. Próba wyprowadzenia piłki z własnej połowy ograniczyła się do bojaźliwego wycofania jej do Burcicia, a ten skierował ją wprost pod nogi przeciwnika. Gospodarze nie potrafili zrobić z tego użytku, wywalczyli tylko rzut rożny. Mogli z tego uzyskać dużo więcej. Niestety, bramkarz Lecha nie wyciągnął wniosków – nie wyrzekł się wybijania piłki na oślep.

Niektóre akcje Lecha mogły się podobać. Były płynne, piłka szybko krążyła między piłkarzami. Brakowało tylko celnych strzałów, bo zanim do nich dochodziło, następowało niecelne podanie. Próby uderzeń z dystansu były nieudane. Wielokrotnie gospodarze ratowali się wybijaniem piłki poza boisko. Dośrodkowania Jevticia z rzutów rożnych nie przyniosły sukcesu, szczególnie gdy uderzana lewą nogą piłka odkręcała się od bramki. Na ławce rezerwowych usiedli tym razem Trałka i Gajos, od których poprzedni trener rozpoczynał wyznaczanie składu. Brak Trałki powodował, że Lech nie zagrażał rywalom po stałych fragmentach gry.

Można grać lepiej niż ostatnio ale za brak defensywy i tak się zapłaci. Kilka minut po przerwie Lech zagrał tak, jakby zamiast defensorów, miał na boisku statystów. Rogne przegrał walkę o górną piłkę, a Janicki biernie biegł obok szarżującego przeciwnika, przyglądał się, jak ten oddał strzał pokonując Buricia. Nie było to uderzenie nie do obrony. Tak łatwa strata gola to kryminał, marnowanie wysiłku kolegów. Od tego momentu Białorusini nabrali wiary we własne siły, grali swobodniej, a w poczynania Lecha wkradła się nerwowość. Częściej zagrywał wszerz i do tyłu niż do przodu, a Radut i Jevtić przegrywali pojedynki z ambitniej i twardziej grającymi gospodarzami.

Nie dość, że zawodzili obrońcy, to błędy popełniał Burić. Notował puste przeloty, gubił piłkę. Jednym z najgorszych graczy na boisku był natomiast Jevtić, psujący akcję po akcji. Pod 20 minutach drugiej połowy trener zdjął go z boiska wpuszczając na nie drugą „dychę” – Amarala. Portugalczyk dopiero od piątku jest w Poznaniu, ale Ivan Djurdjević uznał, że to wystarczy, by mógł zasilić drużynę. Miliony nie grają, ale nikt jeszcze nie wiedział, że Portugalczyk za chwilę zacznie spłacać wydane na niego pieniądze.

Póki co Lech grał coraz gorzej. Niektóre zagrania wołały o pomstę do nieba. Tak niecelne podania nie zdarzają się nawet w trzeciej lidze. Białoruskiej. Wypadało zdobyć gola, by ułatwić sobie walkę o awans. Lech był jednak żałośnie bezradny. Kiedy przeciwnik zastosował pressing, problemy z wyprowadzeniem piłki z defensywy były ogromne. Raz po raz rozgrywającym był Burić, kierujący piłki na oślep, byle dalej. Na podania wszerz boiska nawet białoruska publiczność reagowała gwizdami.

Pod koniec spotkania Lech niby szedł do przodu, niby kierował piłki pod bramkę rywala, ale wydawało się, że prędzej straci drugiego gola niż strzeli pierwszego. Właśnie wtedy przydała mu się portugalska jakość. Tiba uruchomił samotnie stojącego Aamarala, a ten spokojnie posłał piłkę do bramki obok wybiegającego bramkarza. W ten sposób Lech Djurdjevicia potwierdził, że gra do końca i zdobywa decydujące bramki gdy nikt już się tego nie spodziewa.

Szachtior Soligorsk – Lech Poznań 1:1 (0:0)

Bramki: Elis Bakaj (53.) - Joao Amaral (89.)

Szachtior Andrei Klimovich - Igor Burko, Pavel Rybak, Maksim Bordachev, Sergei Matveichik - Julius Szoke, Aleksandr Selyava, Roger Canas - Yuri Kovalev, Elis Bakaj (72. Denis Laptyev), Max Ebong (46. Sergey Balanovich)

Lech: Jasmin Burić - Vernon De Marco, Rafał Janicki, Thomas Rogne - Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka (90. Łukasz Trałka), Pedro Tiba, Wołodymyr Kostewycz - Mihai Radut (76. Maciej Gajos), Christian Gytkjaer, Darko Jevtić (70. Joao Amaral)