Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

O włos od blamażu. Awans Lecha mimo fatalnej postawy

włącz .

Brakowało sekund, by do listy z Żaligirisem, Stjarnanem dopisać Gandzasar Kapan. Katastrofalnie grający, całkowicie pozbawiony woli walki Lech przegrywał z zespołem z Armenii. Rywal miał kolejne okazje bramkowe. Celne dośrodkowanie Jevticia i wyjście do piłki i celny strzał głową Trałki uratował Lecha przed jeszcze jednym blamażem.

Wydawało się, że wynik 2:0 z pierwszego meczu wystarczy do pewnego awansu. Choć słabszy niż w poprzednich sezonach Lech i tak ma lepszych piłkarzy, więc wystarczy mu strzelić gola, by zmusić Gandzasar do zdobycia aż czterech, jeśli chciałby awansować. Problem tylko w tym, że Kolejorz żadnej bramki strzelić nie zamierzał. Grał jeszcze gorzej niż ekipa Nawałki na mundialu. Człapanie po boisku, podania do przeciwnika, a przede wszystkim denerwujące zagrania do tyłu – tylko na to było stać faworytów dwumeczu.

Na domiar złego Lech popełniał błędy, które napędzały gospodarzy, pozwalały im stwarzać dobre sytuacje. W przeciwieństwie do niego, ekipa z Armenii zamierzała atakować, wykorzystywać szybkość i ruchliwość ciemnoskórych skrzydłowych. Fatalne błędy Janickiego i kompromitująco słabego Cywki narażały Putnocky’ego na poważne niebezpieczeństwo. Na szczęście wychodził z tego obronną ręką. Kiedy wydawało się, że Lech wreszcie ocknie się, potrafi wymieniać podania także do przodu, następowało kolejne wycofanie piłki ze środka boiska do bramkarza.

Po 12 minutach i dwóch groźnych akcjach drużyny z Armenii mogło być 2:0 dla niej. Gdyby nie słowacki bramkarz, który w ostatniej chwili zastąpił Buricia, Lech by przegrywał. Sam stworzył zagrożenie dopiero w 23 minucie, gdy bramkarz gospodarzy z dużym trudem obronił dobry strzał Tiby z rzutu wolnego. Po 10 minutach piłka po celnym dośrodkowaniu dotarła do Makuszewskiego, ten jednak nie potrafił w nią trafić i doskonała okazja przepadła i ciągle trzeba było się liczyć z tym, że gospodarzom powiedzie się któryś z ataków.

Udało im się dopiąć celu kilka minut po przerwie, i to dwukrotnie. Natarli na Lecha, który ani na jotę nie ożywił gry. Z bliska kopnięta piłka trafiła pod poprzeczkę, Putnocky był bez szans. Kto by się spodziewał, że Lechici obudzą się i przejmą inicjatywę, rozczarował się. Nadal snuli się po boisku, wymieniali podania na własnej połowie, bojaźliwie wycofywali piłkę do tyłu. Nic dziwnego, że zostali ukarani. Armeńczycy straty z Poznania wyrównali po celnie wykonanym rzutem wolnym, podyktowanym za przerażająco głupi faul Jevticia, popełniony krótko po wejściu na boisko.

Po przejęciu Lecha przez Ivana Djurdjevicia miał się on zamienić w zespół walczący, pokazujący charakter. Nic z tego. Nawet widmo odpadnięcia z pucharów nie zmusiło pozbawionych sił witalnych piłkarzy do ambitniejszej gry. Nadal człapali, jakby sparaliżowani upałem, a kiedy już udało się zdobyć trochę terenu i wyprowadzić namiastkę ataku, akcja kończyła się niecelnym podaniem. Ręce opadały tym, którzy to oglądali. Trener Lecha usiadł na ławce, nie reagował na wydarzenia, jakby i on miał już wszystkiego dość. Trzecia decydująca bramka dla Gandzasaru mogła paść lada chwila, niewiele brakowało do sensacji. Lech odgryzał się tylko wtedy, gdy Jevtić decydował się na prostopadłe podanie, a piłka trafiała do partnera. Strzały oddawali Trałka i Radut, armeński bramkarz miał sporo szczęścia.

Najbardziej dopisało mu ono po uderzeniu Tomasika. Piłka odbiła się od słupka i trafiła armeńskiego obrońcę w głowę. Trzeba było go reanimować. Wydawało się, że dogrywka jest pewna, bo o Lechu można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest zdeterminowany w walce o awans. A jednak i jemu dopisało szczęście. Pod koniec czasu doliczonego do drugiej połowy, po brutalnym faulu na Makuszewskim Jevtić, w swoim stylu, wrzucił piłkę w pole karne, a Trałka zgubił obrońców i musnął ją głową. I w poznańskim obozie zapanowała ogromna radość. Ratunek przed kompromitacją przyszedł w ostatnim momencie.

Gandzasar Kapan – Lech Poznań 2:1 (0:0)

Bramki: Musonda (50), Harutyunyan (66) - Trałka (90+4)
Żółte kartki: Nranyan, Sverchinski, Khachatryan - Makuszewski

Gandzasar: Grigor Meliksetyan - Aleksandr Sverchinski, Vukasin Tomić, Hayk Ishkhanyan, Ara Khachatryan - Lubambo Musonda, Artur Yusbashyan (64. Gevorg Ohanyan), Wbeymar, Alex Junior - Gevorg Nranyan (83. Vardan Pogosyan), Gegham Harutyunyan

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Cywka, Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Vernon De Marco - Maciej Gajos (60. Mihai Radut), Łukasz Trałka, Pedro Tiba (60. Darko Jevtić) - Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer